WYWIAD: Jak media mogą odpowiedzialnie i etycznie przedstawiać obrazy wojny i przemocy?

14 lipca 2022 • Bez kategorii, Etyka Dziennikarska, Najpopularniejsze • by

Naukowcy sugerują, by pikselować obrazy wojny i przemocy w relacjach medialnych i w mediach społecznościowych organizacji medialnych

Jest wojna – a telefony komórkowe robią zdjęcia. Czarny mężczyzna ginie z rąk amerykańskiego policjanta – nagrywa go kamera. Nawet ataki terrorystyczne, jak ten w Christchurch, były transmitowane na żywo w Internecie. W epoce cyfrowej obrazy i filmy w zastraszającym tempie trafiają w ręce dziennikarzy i na kanały społecznościowe mediów. Doprowadziło to do rosnących obaw o inscenizowanie okrucieństw dla uzyskania większej liczby kliknięć i odczulania odbiorców.

Olivia Samnick, współpracowniczka European Journalism Observatory, rozmawia z prof. Oliverem Zöllnerem, ekspertem w dziedzinie badań nad mediami, socjologii komunikacji medialnej i etyki cyfrowej w Instytucie Etyki Cyfrowej na niemieckiej uczelni Hochschule der Medien, o etycznych obowiązkach dziennikarzy i redakcji w kwestii relacjonowania aktów przemocy.

EJO: W ostatnich tygodniach w związku z wojną na Ukrainie gwałtownie wzrosło przedstawianie przemocy na zdjęciach i filmach w wiadomościach. Ale czy zdjęcia okaleczonych martwych ludzi mają swoje miejsce w mediach społecznościowych obok snapów z wakacji i filmików z kotami?

Prof. Zöllner: Można na to spojrzeć z różnych perspektyw; dla strony walczącej takie materiały filmowe pomagają wzmocnić jej propagandę i jej narrację dotyczącą wojny lub wezwania do solidarności. Jeśli więc udostępniam takie treści jako osoba prywatna, to pośrednio staję się współwinny. Jednak przedstawianie strasznych aktów przemocy może również przyczynić się do wywołania emocjonalnych reakcji wobec osób za nie odpowiedzialnych.

EJO: Jakie są Pana zdaniem obowiązki dziennikarzy i redakcji w zakresie wykorzystywania tego typu obrazów?

Prof. Zöllner: Dziennikarstwo ma obowiązek dokumentowania informacji i obowiązek zachowania należytej staranności. Pytanie brzmi: „co jest rozsądne?”. Nawet renomowane i znane media pokazują ostatnio bardzo, bardzo dosadne obrazy. Na przykład New York Times na początku marca pokazał na pierwszej stronie zdjęcie zabitej ukraińskiej rodziny. Wykorzystuję teraz ten obraz na wykładach jako przypadek graniczny, aby przedyskutować, czy jest to spełnianie roli dziennikarstwa, czy też jest to krok za daleko?

EJO: Jedną z obaw jest to, że publiczność staje się znieczulona przez nieustanny ostrzał brutalnych obrazów.

Prof. Zöllner:  Nigdy wcześniej rozpowszechnianie brutalnych obrazów nie było tak łatwe jak w epoce cyfrowej. Na przykład niemiecki publiczny format informacyjny Tagesschau pikseluje ujęcia martwych ludzi. Uważam, że jest to właściwe. Dzięki temu widzowie wciąż mają wrażenie realności wojny. Ale czy naprawdę muszę pokazywać krew i obrażenia ciał w szczegółach? Jest odpowiedź prawna – nawet zmarli mają godność i prawa osobiste. Dla dziennikarza ważne jest, by zachować godność ofiar. Dlatego słuszne jest pikselowanie zdjęć zmarłych – także po to, by nie wywoływać traumy u widzów. Redakcje muszą też brać pod uwagę ochronę osób niepełnoletnich.

EJO: Czyli chodzi wyłącznie o sposób przedstawiania przemocy przez media informacyjne? Szczególnie spornym wydaje się bowiem także zagadnienie wykorzystywania postów w mediach społecznościowych. Niedawnym przykładem jest nagranie z kamery na ciele Patrice Lyoya, czarnego mężczyzny, na krótko przed jego śmiercią z rąk amerykańskiego policjanta. Odtwarza się ono automatycznie w poście Tagesschau poprzez wersję autoplay na Instagramie, podczas przewijania kolejnych postów. W pierwszych sekundach filmu nie ma też żadnego ostrzeżenia dla widzów. W ten sposób przemoc prezentuje się użytkownikowi, czy chce ją zobaczyć, czy nie.

Prof. Zöllner: Platformy społecznościowe są trudne do uregulowania czy oswojenia. Dążą one do osiągnięcia jak największej liczby polubień, udostępnień i komentarzy. To nie jest dobre dla poważnego dziennikarstwa. Trudno jest redakcjom mediów informacyjnych przestrzegać ścisłych reguł dziennikarskich, jednocześnie angażując odbiorców w mediach społecznościowych. Dla mediów dbających o jakość, kierujących się względami etycznymi, oznacza to czasem niepokazywanie pewnych rzeczy lub przynajmniej pokazywanie ich w sposób mniej graficzny niż robią to na przykład osoby prywatne.

EJO: Kiedy należy pokazywać w wiadomościach bardzo dosadną, dosłowną przemoc?

Prof. Zöllner: Powołuję się na Susan Sontag i jej książkę „Regarding the Pain of Others”, w której pisze ona, w kontekście reportażu wojennego: są pewne granice. Następnie pyta: czy my, jako ludzie żyjący w bezpieczeństwie, nie mamy przynajmniej moralnego obowiązku znosić takie obrazy okrucieństwa, aby w jakimś stopniu postawić się w sytuacji ludzi walczących o przetrwanie? To jest właśnie to, co nas nie otępia.

Być może świadomość konsekwencji przemocy w pewnych dawkach jest nawet częścią naszej ludzkiej solidarności. W przeciwieństwie do tego, co znoszą teraz ludzie w Mariupolu, Jemenie czy Syrii, wytrzymanie emisji krótkiego wideo nie jest zbyt wielkim wyzwaniem.

EJO: Kamery na ciele, ujęcia z drona i wszechobecność kamer w telefonach komórkowych oznaczają, że materiałów filmowych jest więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Ale czy to wszystko trzeba pokazywać tylko dlatego, że istnieje?

Prof. Zöllner: Nie. W przypadku Lyoyi nagranie ma wartość kryminalistyczną dla późniejszego procedowania tej sprawy. To jest zadanie sądu, a nie dziennikarstwa. To ostatnie powinno przed umieszczeniem nagrania w mediach społecznościowych zadać sobie pytanie: jakie wyjaśnienie oferuje to wideo? Czy wystarczy nieruchomy obraz? Czy musi być pokazane w pełnej długości?

EJO: Relacja Tagesschau, o której mowa, miała trzykrotnie więcej użytkowników niż inne posty.

Prof. Zöllner: Brutalne obrazy przyciągały i przyciągają wzrok – nie tylko w czasach cyfryzacji i mediów społecznościowych. Bob Dylan śpiewał kiedyś: „Sprzedają pocztówki ze sceną wieszania [człowieka]”. I rzeczywiście, jeszcze przed czasami mediów cyfrowych drukowane były i rozprowadzane pocztówki ze zdjęciami z wieszania i egzekucji. A wcześniej istniały ich miedziorytnicze ryciny, jako „przedcyfrowy Instagram”, że tak to nazwę.

W Niemczech kodeks etyki mediów zawiera wytyczne dotyczące przedstawiania przemocy przez dziennikarzy. Stwierdza on na przykład: „Przedstawienie jest niewłaściwie sensacyjne, jeśli w reportażu człowiek zostaje zdegradowany do przedmiotu, do zwykłego środka. Dotyczy to w szczególności sytuacji, gdy osoba umierająca lub cierpiąca fizycznie lub emocjonalnie jest relacjonowana w sposób wykraczający poza interes publiczny i zainteresowanie czytelników informacją.”

Czy kodeks prasowy ma zastosowanie w przestrzeni cyfrowej? Tak, ale taki standard może być skuteczny tylko wtedy, gdy dziennikarze potraktują go poważnie i wprowadzą w życie. W przypadku kodeksu prasowego odpowiedzialność spoczywa na mediach. To jest ich codzienne wyzwanie.

EJO: Co sprawia, że dziś dziennikarzom tak trudno jest podejmować etyczne decyzje przy portretowaniu przemocy?

Prof. Zöllner: Wszystko stało się znacznie szybsze. Pracownicy mediów muszą w ciągu kilku minut podjąć decyzję, czy użyć danego zdjęcia, czy nie. Natomiast redaktor obrazu w gazecie miał kiedyś godzinę lub więcej. Tego czasu na podjęcie decyzji coraz częściej brakuje, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Niemniej jednak w tym przypadku jest podobnie – niedopuszczalne jest dyskredytujące przedstawianie ludzi, osób zmarłych.

EJO: Redaktorzy czy poszczególni dziennikarze w przeszłości często interpretowali wytyczne etyczne indywidualnie. Czy potrzebujemy stałych zasad, zwłaszcza przy podejmowaniu szybkich decyzji?

Prof. Zöllner: Częścią dziennikarstwa jest poznawanie i stosowanie norm etycznych – na szkoleniach i nie tylko. To musi być zakorzenione w kulturze redakcji, w kulturze organizacji. Oczywiście w poszczególnych przypadkach wygląda to bardzo różnie. W niemieckich mediach na przykład BILD ma  inną kulturę wewnętrzną niż media publiczne. Jedną z możliwości jest wpisanie standardów etycznych do statutów redakcji lub umów o pracę.

EJO: Jak mogłoby to wyglądać?

Prof. Zöllner: Może to być po prostu posiadanie gotowego przewodnika. Jak mam potraktować problematyczny, brutalny materiał? Do jakiego przełożonego mogę się z tym zwrócić? Na przykład BBC od dziesięcioleci ma własne wytyczne dotyczące relacjonowania przemocy, morderstw, terroryzmu i innych ekstremalnych sytuacji. Stanowią one pomocne wskazówki dla redaktorów BBC. Ale pierwszym krokiem jest zadanie sobie pytania: co by było, gdybym ja sam lub bliskie mi osoby były na zdjęciu? Czy chciałbym to pokazać? Tak czy nie? Taka postawa ważenia spraw może służyć jako pierwsza wskazówka w codziennym życiu, niezależnie od tego, czy jest się dziennikarzem, czy osobą prywatną.

Print Friendly, PDF & Email

Tagi, , , , ,

Send this to a friend