Zwycięstwo wyborcze Partii Tisza zakończyło 16 lat rządów Fideszu. Jednak restrukturyzacja systemu medialnego przeprowadzona za rządów Viktora Orbána nadal wywiera wpływ – i stawia przed nowym rządem skomplikowane zadanie reformatorskie.
Zmiana władzy na Węgrzech ma historyczne znaczenie: po ponad półtorej dekady Viktor Orbán stracił władzę. Wraz z Péterem Magyarem i Partią Tisza stery przejmuje siła polityczna, która zapowiedziała przywrócenie wolności prasy oraz gruntowną reformę mediów należących do państwa.
Jednak już w noc wyborczą węgierski ekspert ds. prawa mediów i wieloletni partner Europejskiego Obserwatorium Dziennikarstwa, prof. dr Gábor Polyák z Uniwersytetu ELTE w Budapeszcie, przedstawił w wywiadzie dla gazety FAZ istotną ocenę sytuacji: „propaganda nie jest wszechmocna”. Stwierdzenie to oddaje polityczny punkt zwrotny, ale także jego ograniczenia, ponieważ choć wynik wyborów jest zaskakujący, nie oznacza on automatycznie strukturalnej zmiany w systemie medialnym.
System mediów w okresie przemian politycznych
Od lat Węgry są postrzegane jako jeden z najbardziej uderzających przykładów tego, jak w Unii Europejskiej można systematycznie ograniczać wolność mediów. W rozdziale poświęconym Węgrom w publikacji „Global Handbook of Media Accountability” opisano już zasadniczą zmianę, jaka zaszła od 2010 roku, jako połączenie rosnącej koncentracji własności, wpływów politycznych oraz zakłóceń wynikających z regulacji prawnych.
Kluczowym elementem tego procesu było utworzenie powiązanej z rządem grupy medialnej KESMA, która w 2018 roku skonsolidowała około 476 podmiotów medialnych. Ta koncentracja wyłączyła znaczną część rynku mediów z konkurencji i sprawiła, że zaczął podlegać kontroli politycznej. Jednocześnie nadzór nad mediami – w szczególności Rada Mediów – znalazł się pod polityczną kontrolą, a podejmowane decyzje systematycznie faworyzowały podmioty prorządowe.
Wynikiem tego nie był klasyczny system cenzury, lecz model hybrydowy: formalnie pluralistyczny rynek o strukturalnie nierównych warunkach.
Represje bez zakazu
Najnowsza analiza przeprowadzona przez Mérték Media Monitor pokazuje, w jaki sposób system ten funkcjonuje do dziś. Raport obejmujący lata 2010–2025 opisuje strategię opartą na „scenariuszu działania”, mającą na celu osłabienie niezależnych mediów, wykorzystującą do tego celu instrumenty prawne, gospodarcze i administracyjne.
Należą do nich na przykład ukierunkowane wykorzystywanie reklamy państwowej, pozbawianie mediów prezentujących krytyczne stanowisko dostępu do informacji, kampanie oszczercze czy presja regulacyjna. Co istotne, niezależne media rzadko były całkowicie zakazywane — zamiast tego znajdowały się w niekorzystnej sytuacji strukturalnej i ulegały ekonomicznemu osłabieniu.
Ta forma „miękkiej cenzury” miała daleko idące konsekwencje: według organizacji Mérték podmioty prorządowe kontrolowały niekiedy większość rynku mediów, podczas gdy niezależne redakcje borykały się z ciągłym kryzysem związanym z przetrwaniem.
Europejskie regulacje jako nadzieja – z pewnymi ograniczeniami
Kwestia tego, w jaki sposób można zlikwidować te struktury, jest ściśle powiązana z europejskim prawem medialnym. W analizie transakcji między Ringier a Indamedia Polyák opisuje europejską ustawę o wolności mediów (EMFA) jako potencjalny punkt zwrotny.
EMFA zobowiązuje państwa członkowskie do oceny przyszłych fuzji mediów pod kątem pluralizmu i niezależności redakcyjnej. W przeciwieństwie do uzasadnionej politycznie koncentracji KESMA, takie obejście przepisów byłoby dziś znacznie trudniejsze.
Jednocześnie jednak analiza ta uwypukla również ograniczenia europejskich regulacji: dopóki organy krajowe nie opracują przejrzystych kryteriów i procedur, wpływ EMFA pozostanie ograniczony. Polityka medialna nadal w znacznym stopniu zależy zatem od instytucji krajowych.
To coś więcej niż tylko kwestia przepisów
Podręcznik opisuje też, w jaki sposób profesjonalne organizacje dziennikarskie, związki zawodowe i mechanizmy odpowiedzialności na Węgrzech od lat pozostają słabe lub są marginalizowane.
W systemie medialnym charakteryzującym się polaryzacją polityczną oznaczało to brak kluczowych mechanizmów zdolnych do zapewnienia stabilnej jakości i niezależności dziennikarskiej. Podmioty społeczeństwa obywatelskiego, takie jak Mérték, częściowo przejęły tę rolę – nie były jednak w stanie zrekompensować deficytów strukturalnych.
Okazja polityczna – ale bez automatycznych zmian
Zwycięstwo wyborcze Partii Tisza niewątpliwie otwiera nowe możliwości. Nie eliminuje jednak problemów strukturalnych systemu medialnego, który na przestrzeni lat uległ restrukturyzacji zarówno pod względem politycznym, jak i gospodarczym.
Głównym wyzwaniem jest obecnie nie tylko ograniczenie kontroli politycznej, ale także przywrócenie podstaw instytucjonalnych: niezależnego nadzoru nad mediami, przejrzystych zasad rynkowych, sprawiedliwych warunków konkurencji oraz sprawnych form samoorganizacji dziennikarskiej.
Wybory pokazują, że nawet ściśle kontrolowany system medialny nie jest w stanie całkowicie zdominować procesów społecznych. Jednocześnie jasno wskazują, jak głębokie były zmiany, jakie zaszły w ostatnich latach.
Parafrazując Gábora Polyáka: propaganda nie jest wszechmocna. Jednak jej likwidacja to proces długotrwały – nawet po zmianie władzy.
Zdjęcie: Molnár Tamás Photography™ via Pexels
TagiFidesz, media publiczne, polityka medialna, Tisza, Węgry, wolność mediów
