Rzetelni, obiektywni, bezstronni…

8 października 2007 • Etyka Dziennikarska • by

Werbewoche nr 45, 4.11.2005

Przeświadczenie, że prawda jest pierwszą ofiarą wojny jest tylko częściowo prawdziwe: raporty wielu zachodnich dziennikarzy o wydarzeniach w Biesłanie były świadomym atakiem na obiektywizm.
Piszemy tysiące artykułów i publikujemy je w Internecie, komentujemy widowiskowe obrazy pokazywane w telewizji i godzinami dyskutujemy na antenie radia. Jednakże my reporterzy rzadko jesteśmy świadkami tego o czym piszemy. To jeden z paradoksów biznesu informacyjnego. Ale to nic nowego: w 1922 Walter Lippmann, jeden z najwybitniejszych naukowców Ameryki, stwierdził to samo i zwrócił uwagę na ryzyko z tym związane.

Przeświadczenie, że prawda jest pierwszą ofiarą wojny jest tylko częściowo prawdziwe: raporty wielu zachodnich dziennikarzy o wydarzeniach w Biesłanie były świadomym atakiem na obiektywizm.
Piszemy tysiące artykułów i publikujemy je w Internecie, komentujemy widowiskowe obrazy pokazywane w telewizji i godzinami dyskutujemy na antenie radia. Jednakże my reporterzy rzadko jesteśmy świadkami tego o czym piszemy. To jeden z paradoksów biznesu informacyjnego. Ale to nic nowego: w 1922 Walter Lippmann, jeden z najwybitniejszych naukowców Ameryki, stwierdził to samo i zwrócił uwagę na ryzyko z tym związane.
Dziś media ciągle rozwijają się 24 godziny na dobę, szaleńczo i nienasycenie. Jednakże nie stają się dzięki temu bardziej wiarygodne i szczere. Szybko wzrastające tempo obrotu wiadomościami uwydatniło zależność od pośrednich źródeł. Rodzą się pytania: Jak redaktor Tages-Anzeiger może zaświadczyć, że raporty z Falludży  są wiarygodne? Czy szwajcarska telewizja może być pewna, że sensacyjne zdjęcia z zamieszek w Bogocie, czy Caracas są autentyczne i nowe? Odpowiedź jest prosta: zdjęcia po prostu nie mogą być poparte dowodami, chyba że na miejscu jest korespondent. Jednakże to należy do rzadkości. W dodatku, jeden reporter na miejscu zdarzenia to często za mało z uwagi na to, że międzynarodowe organizacje i rządy, demokratyczne czy też nie, nauczyły się kierować mediami. Reżimy autorytarne stosują cenzurę, systemy liberalne używają bardziej subtelnych środków rozwijanych przez speców od Public Relations. Techniki te pozwalają na koloryzowanie informacji. Zwłaszcza podczas kryzysu, czego niestety dziennikarze nie są świadomi.Reprezentowanie lobbystów

Dziennikarze mają niewiele możliwości by mówić otwarcie o tym co dzieje się na ich oczach. Taka możliwość zaistniała podczas jednego z najtragiczniejszych wydarzeń ostatnich lat:  kiedy czeczeńscy terroryści zajmowali szkołę w Biesłanie w Północnej Osetii. Byłem tam wówczas jednym z trzech mówiących po włosku reporterów, a moja teza może brzmieć nieprawdopodobnie: jak to możliwe, że reporterzy mogą pracować bez żadnych ograniczeń w Rosji rządzonej przez Putina, gdzie wolność słowa jest podobno poważnie krępowana? Owszem, były restrykcje, ale dotyczyły one mediów rosyjskich, a nie zachodnich dziennikarzy. Co więcej, wszystko działo się w świetle dziennym na oczach tysięcy ludzi. W przeciwieństwie do zdarzeń w teatrze  na Dubrowce w Moskwie,  gdzie budynek został sforsowany nocą, a nieświadomość rządu była całkowicie zrozumiała,  przekonałem się, że cenzura była dużo łagodniejsza w odległej południowej Rosji niż w stolicy. Mało tego, mieszkańcy relacjonowali wydarzenia w swoim osetyjskim dialekcie. Po zakończeniu walk i przesłuchaniu tych którzy przeżyli, oficjalne kłamstwa szybko zostały rozpowszechnione. Mimo to jednak nie wszyscy dziennikarze wykorzystali tę nadzwyczajna okazję.
Obowiązkiem dziennikarza powinno być opisywanie faktów wiarygodnie i trzymanie swoich opinii z dala od raportów. Jednak podczas tych tragicznych dni, wielu dziennikarzy wybrało „sprawozdania teorii” i naginało fakty do swoich opinii. Dla pewności, niektóre gazety obiektywnie donosiły o wydarzeniach ze szkoły. Należała do nich większa część prasy angielskiej czy włoski Il Corriere della Sera i Il Giornale. Byli tam jednak również ci, którzy rozsiewali plotki. Dziennikarze ci zawsze rozumieli wszystko jako pierwsi i obwiniali uczestników masakry bez wahania. Pośród nich znalazła się cała prasa francuska (zarówno liberalna jak i konserwatywna) oraz włoska La Repubblica.

Jak zawsze, nagłówki nadają ton. W sobotę 4 września, Le Figaro nie wyraża żadnych wątpliwości: „Ataki zamieniają się w masakrę”. La Repubblica pisze w tym samym tonie. Na pierwszej stronie  widnieje artykuł o „manewrach nalotowych sił specjalnych”, a na stronie drugiej nagłówki brzmią: „Osetia –  masakra zakładników”. Podtytuł mówi: „Żołnierze atakują Czeczenów: setki martwych, w tym wiele dzieci”. Le Liberation jest troszkę bardziej ostrożny: „Oblężenie szkoły kończy się chaosem”. Pomijając semantyczne niuanse, podstawowe zdanie brzmi: armia rosyjska jest winna bo szturmem zajęła szkołę. Ale czy naprawdę tak było?

My dziennikarze byliśmy  wciąż konfrontowani dwiema kontrastującymi wersjami tych samych wydarzeń. Według wersji oficjalnej, terroryści byli odpowiedzialni za rzeź bo podłożyli dwa ładunki wybuchowe w piątek o godzinie pierwszej, po czym zaczęli zabijać dzieci. Według drugiej wersji, tej antyrosyjskiej, elitarne oddziały specjalne są winne, gdyż złapały terrorystów w pułapkę oraz dlatego że, jak tylko dwa ładunki wybuchły, komandosi szturmem zajęli salę gimnastyczną strzelając i zaczynając uwalniać dzieci.

Zamierzone insynuacje
Relacje świadków  zdarzeń tamtego wieczora wystarczają by obalić obie wersje.  Materiały wybuchowe uaktywniły się przez przypadek zaskakując zarówno terrorystów – z których wielu jadło w tym czasie posiłek, jak twierdzi zarówno szkolny kucharz,  jak i służby specjalne. Większość Rosjan znajdowała się w innej biesłańskiej szkole przygotowując się do nocnego ataku, wobec czego pospieszyli oni na miejsce kilka minut po wybuchach. To tłumaczy dlaczego przygotowywany atak z zaskoczenia okazał się w rezultacie improwizowaną ośmiogodzinną bitwą.
Jednakże nie ma śladu tej wersji w raportach niektórych gazet. Czwartego września korespondentka Le Monde, Natalie Nougyrede, pisze artykuł popierający antyrosyjską wersję i cytuje wybrane wyłącznie z anonimowych źródeł wyznania. Na przykład osetyjski policjant opisuje, jak czołg T-72 otworzył ogień w kierunku szkoły. To by tłumaczyło, że rosyjscy funkcjonariusze byli „bardziej zainteresowani szybkim zabiciem terrorystów niż uwolnieniem zakładników”. Czy to prawda? Czołg faktycznie otworzył ogień, ale amunicja nie była ostra, a strzelanie miało tylko utorować  przejście dla oddziałów, a nie zabić zakładników. W dodatku fakt, że anonimowy funkcjonariusz rosyjski przyznał się do „analizowania struktury budynku w celu sprawdzenia czy zawaliłby się on w przypadku eksplozji”  sugeruje, według francuskiej gazety, że to plan Kremla. Końcówka artykułu daje przykład: „późno w nocy,” czytamy w Le Monde, „specjaliści odpalają materiały wybuchowe, które terroryści podłożyli w szkole. Materiały najwidoczniej zdetonowano po to, by zniszczyć wszystkie przydatne w przyszłym śledztwie poszlaki”.
Podejrzenie staje się regułą. Niestety, następnego dnia dziennikarze weszli do nienaruszonej atakami części szkoły, gdzie ślady rzezi były rażąco oczywiste.  Opisując sytuację sprzed doby Le Monde uparcie twierdzi, że pękniecie pod oknem gimnazjum potwierdzałoby, że „eksplozja nastąpiła na zewnątrz budynku” ponieważ „ cegły wpadły do środka”. Według Nougayrede to potwierdza teorię o ataku przez rosyjskich żołnierzy. Kolejny raz nikt nie analizuje słów tych, którzy przeżyli. Ci zaś twierdzą, że terroryści podłożyli ładunki wybuchowe również na zewnątrz szkoły. Niedługo po tym, rekonstrukcja tragedii dowodzi, że służby specjalne „całkowicie kontrolowały budynek” w piątek już o 13.21. Jeśli to prawda, dlaczego walki trwały aż do wieczora? I dlaczego musiała minąć aż godzina i 20 minut zanim pierwsza ranna osoba zastała ewakuowana?Kolejny przykład: według La Repubbliki, użyto „tuzinów helikopterów” . Widzieliśmy je na własne oczy: było ich dwa. W dodatku, korespondent Visnetti pisze: „Zmobilizowano setki uzbrojonych pojazdów i czołgów: nikt nie był świadom, że połowa armii rosyjskiej tam była”. Nie było więcej niż 20 czołgów. Dalej, La Repubblica fantazjuje: „ To nie do pomyślenia, że taki szybki i zmasowany atak mógł odbyć się bez wcześniej przygotowanego planu”. Prawdą jest coś przeciwnego: manewry były powolne i nieskoordynowane, a pierwszymi zamachowcami byli ojcowie zakładników i rekrutów a nie służby specjalne.

Pisanie o wojnie zza biurka
W końcu, szóstego i siódmego września, La Repubblica, La Liberation i Le Figaro przedstawiają w zarysie jak to Biesłan występuje przeciwko rosyjskim władzom. Nagłówki są dramatyczne: „Powiedzcie nam prawdę o masakrze. Biesłan buntuje się przeciwko Moskwie” (La Repubblica). Zeznania świadków naocznych są przekonywujące, jak te o Viktorze, który wylał całe swoje serce korespondentce La Liberation Lorrain Millot: „Oni są kryminalistami, to oni są za to odpowiedzialni”. Nikt nie precyzuje czy są to tylko odizolowane przypadki . Jakkolwiek było, pewnym jest fakt, że głębokie i zbiorowe opłakiwania, które dominowały w dniach po rzezi były prawdziwe, a namacalny gniew odczuwalny był nie w stosunku do Moskwy ale do Czeczenów. I znowu trzeba odnieść się do artykułu w La Repubblice z piątego września, który rekonstruują bitwę w raporcie z… Moskwy – napisanym przez korespondenta, którego noga nigdy nie stanęła w Biesłanie.Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele innych przykładów, ale zostawmy już ten temat. Moja krytyka dotyczy głównie europejskich lewicowych gazet, takich jak La Liberation, Le Monde czy La Repubblica. To ewidentne, że kultura marksistowska, która wpłynęła na wielu młodych dziennikarzy, ma tendencję do podążania w tym kierunku. Jednakże, dotyczy to również mediów konserwatywnych; tu ideologiczny – i mylny – obraz rzeczywistości jest przedstawiony (na przykład Fox News w czasie wojny w Iraku). Problem polega na tym, że wirus ten coraz bardziej zaraża całą profesję i powoli wyżera jej wiarygodność. Potępianie tego to obowiązek wszystkich dziennikarzy którzy ciągle wierzą w porządne dziennikarstwo, bez względu na swoje sympatie polityczne.

Tłumaczenie: Angelika Wyka

Print Friendly, PDF & Email

Send this to a friend