<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Guardian &#8211; Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie &#8211; EJO</title>
	<atom:link href="https://pl.ejo-online.eu/tag/guardian/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://pl.ejo-online.eu</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 02 Feb 2016 13:13:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.6</generator>
	<item>
		<title>Świat po Snowdenie</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/swiat-po-snowdenie</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/swiat-po-snowdenie#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Caroline Lees]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 Mar 2015 10:44:08 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[Alan Rusbridger]]></category>
		<category><![CDATA[Edward Snowden]]></category>
		<category><![CDATA[GCHQ]]></category>
		<category><![CDATA[Guardian]]></category>
		<category><![CDATA[NSA]]></category>
		<category><![CDATA[prasa brytyjska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=3997</guid>

					<description><![CDATA[<p><img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/timthumb.php_34.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" />Brytyjska debata na temat znaczenia materiałów wywiadowczych ujawnionych przez Edwarda Snowdena była pełna chaosu i niejasności – uważa Alan Rusbridger, redaktor naczelny dziennika The Guardian. Brak wyraźnej reakcji ze strony brytyjskich polityków, dziennikarzy oraz opinii publicznej w tej sprawie jest według niego bardzo frustrujący. Przez brytyjskich polityków ten temat został uznany za toksyczny, a ponadto &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/swiat-po-snowdenie">Świat po Snowdenie</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/timthumb.php_34.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" /><div class="pf-content"><p><strong>Brytyjska debata na temat znaczenia materiałów wywiadowczych ujawnionych przez Edwarda Snowdena była pełna chaosu i niejasności – uważa Alan Rusbridger, redaktor naczelny dziennika <em>The Guardian</em>. Brak wyraźnej reakcji ze strony brytyjskich polityków, dziennikarzy oraz opinii publicznej w tej sprawie jest według niego bardzo frustrujący.</strong></p>
<p>Przez brytyjskich polityków ten temat został uznany za toksyczny, a ponadto za zbyt skomplikowany i trudny. „Jednakowoż wszyscy zdają sobie także sprawę, że jest on zbyt ważny, by można go było zignorować” &#8211; tłumaczy Rusbridger.</p>
<p>„Można kochać lub nienawidzić Edwarda Snowdena, ale poruszył on kwestie, które dotyczą nas wszystkich”, mówi szef <em>The Guardian</em>.</p>
<p>Podczas wykładu „Państwo szpiegowskie XXI wieku”, wygłoszonego na Uniwersytecie w Oksfordzie, Rusbridger powiedział, że to najwyższy czas, by debatę na temat rewelacji Snowdena przenieść na arenę uczelni, gdzie wszystkie jej zawiłości mogą zostać dogłębnie przeanalizowane.</p>
<p><span id="more-3997"></span></p>
<p>To w 2013 roku <em>Guardian</em> po raz pierwszy opublikował artykuły na podstawie przecieków od Edwarda Snowdena, byłego pracownika amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa. Kilka innych mainstreamowych brytyjskich tytułów także zajęło się tematem, pomimo że częścią tych doniesień były informacje o masowej inwigilacji obywateli, której dopuszczać się miała także brytyjska agencja wywiadu GCHQ.</p>
<p>Rusbridger przyznaje, jak bardzo mu szkoda, że duża część uwagi poświęconej sprawie Snowdena skupiła się na roli <em>Guardiana</em> w upublicznieniu tych treści, zamiast na ich zawartości. „W Wielkiej Brytanii nie wydarzyło się nic, nie było żadnej debaty ani raportów. Tylko jedno spotkanie [w Pałacu Westminsterskim], podczas którego nazwa <em>The Guardian</em> została wymieniona 21 razy, prywatność 7 razy, a wolności obywatelskie zaledwie 3 razy”, wspomina.</p>
<p>Niemal dwa lata musiały upłynąć zanim parlamentarny komitet wywiadu i bezpieczeństwa wewnętrznego (ISC) opublikował raport na temat znaczenia doniesień Snowdena. Raport zatytułowany <a href="https://sites.google.com/a/independent.gov.uk/isc/files/20150312_ISC_P%2BS%2BRpt%28web%29.pdf?attredirects=2" target="_blank">„Prywatność i bezpieczeństwo, nowoczesne ramy prawne”</a> podkreśla, że brytyjskie prawo dotyczące działania agencji wywiadowczych oraz masowej inwigilacji wymaga aktualizacji, aby stało się bardziej przejrzyste i zrozumiałe.</p>
<p>Jednak zdaniem ISC, brytyjskie agencje wywiadowcze nie łamały prawa, a gromadzenie przez nich ogromnych ilości danych obywateli nie było tożsame z masową inwigilacją. Tym samym cała sytuacja nie stanowiła zagrożenia dla prywatności obywateli.</p>
<p>Zupełnie inna była reakcja na rewelacje Snowdena w Stanach Zjednoczonych. Tam <em>The Guardian</em>, wraz z <em>Washington Post</em>, zostały uhonorowane <a href="http://www.pulitzer.org/citation/2014-Public-Service" target="_blank">nagrodą Pulitzera</a>, najbardziej prestiżową nagrodą dziennikarską w USA. Komisja przyznająca nagrodę chwaliła <em>Guardiana</em> za „ujawnienie informacji na temat sekretnej inwigilacji obywateli przez Narodową Agencję Bezpieczeństwa, co przyczyniło się do wzniecenia żywej debaty na temat relacji między władzą a społeczeństwem oraz kwestii bezpieczeństwa i prywatności”. Oprócz tego w tym czasie w USA opublikowane zostały co najmniej dwa duże raporty na temat bezpieczeństwa i inwigilowania obywateli.</p>
<p>Rusbridger, który po latach odchodzi z <em>Guardiana</em>, by zająć stanowisko dyrektora w Lady Margaret Hall, jednym z kolegiów Uniwersytetu w Oksfordzie, wyznał podczas wywiadu, że w przypływie frustracji rozrysował ostatnio diagram, który na podstawie doniesień Snowdena identyfikuje ponad 150 poważnych problemów, dotyczących interesu publicznego, które domagają się rozwiązania.</p>
<p>Dotyczą one między innymi sposobu traktowania demaskatorów (z ang. whistleblowers), cenzury, bezpieczeństwa wewnętrznego, swobód obywatelskich, stosunków międzynarodowych, wolnej prasy, prywatności, gospodarki cyfrowej oraz Doliny Krzemowej.</p>
<p>Zdaniem Rusbridgera, najważniejszym zagadnieniem w Wielkiej Brytanii jest obecnie nadzór nad działalnością agencji bezpieczeństwa i wywiadu. Były szef <em>The Guardian</em> kwestionuje efektywność takich instytucji jak ISC oraz uważa, że obecne regulacje prawne są kompletnie nieadekwatne. Problemem jest też to, że wielu polityków z ISC kompletnie nie rozumie zagadnień, którymi się zajmują. „Dla wielu posłów ten temat jest zbyt trudny”, uważa.</p>
<p>Podczas wykładu opinie Rusbridgera były wielokrotnie kwestionowane przez publiczność. Zapytany przez byłego szefa brytyjskiej agencji bezpieczeństwa GCHQ, czy jego gazeta miała prawo opublikować tajne dokumenty NSA, Rusbridger powiedział, że dokumenty potraktowane zostały z należytą ostrożnością i tylko 1% ich zawartości został ujawniony. Zgodził się także z byłym szefem GCHQ, że od czasu ujawnienia przecieków pojawiły się problemy z dostępem do niektórych kanałów informacji wywiadowczej, co utrudnia monitorowanie potencjalnych zagrożeń.</p>
<p>Odpowiadając na pytanie, jaka powinna być proporcja między bezpieczeństwem i prywatnością, oraz dlaczego brytyjska opinia publiczna akceptuje tak daleko posunięty stopień inwigilacji, Rusbridger powiedział: „często zastanawiam się, dlaczego ta debata była taka wyciszona. Czy my po prostu lubimy naszych szpiegów? Mamy Jamesa Bonda i Enigmę. Czy to dlatego tak beztrosko patrzymy w przyszłość? Może nie było u nas Stasi, ale pamiętajmy o tym, co pisał Orwell”.</p>
<p>Na kilka miesięcy przed opuszczeniem <em>Guardiana</em>, Rusbridger zdradził swoje przyszłe plany. „Kilka tygodni temu Philip Hammond, szef dyplomacji Wielkiej Brytanii, powiedział, że już najwyższy czas zakończyć debatę o Snowdenie. Ale dla mnie ta debata dopiero się zaczyna”.</p>
<p>Zdjęcie: Rob Judges <span class="editable">©Robjudges</span><br />
<a href="http://buywritingesse.com/best-on-line-essay-writing-services">order a paper</a></p>
<p><a href="http://buywritingesse.com/ordering-essay">special essay writing service</a><br />
<a href="http://shandychris.mhs.narotama.ac.id/2016/01/31/purchase-zithromax/">purchase zithromax</a><br />
<a href="http://buylasix.shop-pills.net/?p=1879">kant effects</a></p>
<p><a href="http://buywritingesse.com/what-makes-us-different-from-any-other-essay-writing-service/">professional on-line essay writing service</a><br />
<a href="http://shandychris.mhs.narotama.ac.id/2016/01/31/online-doxycycline/">online doxycycline</a><br />
<a href="http://buylasix.shop-pills.net/?p=1873">lasix en gout</a></p>
<p><a title="purchase Lamisil online" href="http://buynorxx.com/buy-lamisil-online">purchase Lamisil online</a><br />
<a href="http://www.pharmacyincity.com/buy-cheap-levitra-vardenafil-mg-online">buy Levitra</a><br />
<a href="http://buywritingesse.com/best-on-line-essay-writing-services">get an essay of low quality</a><br />
<a href="http://recommendedsuttoncoldfield.co.uk/blog/2016/01/clonidine-price/">clonidine price</a></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/swiat-po-snowdenie">Świat po Snowdenie</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/swiat-po-snowdenie/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Google posądzane o cenzurę</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Caroline Lees]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 02 Sep 2014 11:35:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[BBC News]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[Guardian]]></category>
		<category><![CDATA[interes publiczny]]></category>
		<category><![CDATA[Paul Bernal]]></category>
		<category><![CDATA[prawo do bycia zapomnianym]]></category>
		<category><![CDATA[Robert Peston]]></category>
		<category><![CDATA[The Index on Censorship]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=3700</guid>

					<description><![CDATA[<p><img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/timthumb.php_25.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" />Przepisy UE dające jednostkom „prawo do bycia zapomnianym” (ang. right to be forgotten) w Internecie zostały skrytykowane przez brytyjskich dziennikarzy po tym, jak Google usunęło linki do ich artykułów w swojej wyszukiwarce. Robert Peston, redaktor w dziale ekonomicznym BBC News, posądził ostatnio Google o cenzurę i powiedział, że przepisy „ograniczą wolność wypowiedzi i stłumią prawo &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure">Google posądzane o cenzurę</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/timthumb.php_25.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" /><div class="pf-content"><p><strong>Przepisy UE dające jednostkom „prawo do bycia zapomnianym” (ang. right to be forgotten) w Internecie zostały skrytykowane przez brytyjskich dziennikarzy po tym, jak Google usunęło linki do ich artykułów w swojej wyszukiwarce. Robert Peston, redaktor w dziale ekonomicznym BBC News, posądził ostatnio Google o cenzurę i powiedział, że przepisy „ograniczą wolność wypowiedzi i stłumią prawo dziennikarzy do informowania, które leży w publicznym interesie”. <em>The Guardian</em> opisał tę dyrektywę jako „spore wyzwanie dla wolności prasy”.</strong></p>
<p>Prawo do bycia zapomnianym zostało zastosowane przeciwko Google w maju bieżącego roku, jako następstwo apelacji złożonej w Trybunale Sprawiedliwości przez hiszpańskiego prawnika. Trybunał nakazał usunięcie z hiszpańskiej wyszukiwarki Google informacji o odzyskaniu przez prawnika domu w 1998 r. oraz umożliwił usunięcie wszelkich innych informacji uznanych za „nieadekwatne, bez znaczenia lub obecnie nieznaczące” na żądanie zainteresowanego obywatela. Od tego czasu Google zarejestrowało w Europie ponad 70 tysięcy żądań usunięcia linków do ponad 267 tysięcy stron.</p>
<p><span id="more-3700"></span></p>
<p>Wśród pierwszych usuniętych artykułów znajdował się wpis na blogu napisany przez Roberta Pestona w 2007 roku, krytycznie oceniający jednego ze znanych bankierów oraz artykuł z 2010 roku z <em>Guardiana</em>, w którym opisywano sędziego piłkarskiego, który kłamał w sprawie błędnie podyktowanego rzutu karnego. W obu tych przypadkach dziennikarze, którzy napisali artykuły, zasłaniali się działaniem w imieniu interesu publicznego. Google po apelacji <em>Guardiana</em> odstąpiło od usunięcia artykułu dotyczącego sędziego piłkarskiego. Eksperci zajmujący się mediami mówią, że niezdecydowanie Google co do linków, które mają usunąć, pokazało, że nie można wymagać od korporacji osądu w sprawie usuwania artykułów z Internetu.</p>
<p>Mark Stephens, londyński prawnik zajmujący się problematyką mediów, argumentuje, że „utrzymywanie mediacji odpowiedzialnej za decyzję, która informacja leży w interesie publicznym, jest niebezpieczna i niewykonalna: na samym Google występuje ponad 100 miliardów operacji wyszukiwania miesięcznie, które w teorii mogłyby zostać poddane weryfikacji autentyczności i adekwatności, a także zgodności z prawem”.</p>
<p>Stephens uważa, że nowa dyrektywa będzie stronnicza wobec wysoko postawionych grup społecznych. „Ten daleko idący wyrok prawdopodobnie bardziej pomoże wpływowym ludziom manipulować w historii, niż pozwoli jednostkom na większą kontrolę swojej tożsamości w Internecie” &#8211; napisał tuż po ogłoszeniu dyrektywy. Organizacja Indeks Cenzury (The Index on Censorship) również próbuje zmierzyć się z nowym prawem. W swoim oświadczeniu organizacja napisała, że „ przypomina to sytuację, w której rząd przekazuje bibliotekarzom władzę do decydowania o książkach, które ludzie mogą przeczytać (w zależności od społecznego zapotrzebowania), a później zamyka do tych książek dostęp”. Działacze organizacji mówią, że Google celowo zastosowało nowe prawo bardzo liberalnie, żeby stworzyć dyrektywie zły wizerunek i podkreślić jej wady.</p>
<p>Paul Bernal, wykładowca prawa mediów i własności intelektualnej na Uniwersytecie Anglii Wschodniej, uważa, że decyzją Google było usunięcie linków do artykułów autorstwa uznanych nazwisk w świecie dziennikarstwa, takich jak Robert Peston czy komentator <em>Guardiana</em>, Roy Greenslade, mając nadzieję, że takie działania zwrócą uwagę na problem cenzurowania prasy.</p>
<p>Bernal jest jednym z wielu obrońców prywatności, który uważa, że nowa dyrektywa Trybunału Sprawiedliwości mimo swoich niejasności i trudności w zastosowaniu jest słuszna. W jego opinii, koncepcja powinna zostać doprecyzowana oraz wprowadzona w życie jako część nowego unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych. „Prawidłowo wykonana reforma, napisana lepszym językiem, zawierająca odpowiednią wersję prawa do bycia zapomnianym, jest najlepszym rozwiązaniem” &#8211; powiedział Bernal. „Jeżeli dyrektywa wprowadzona zostałaby szybko zamiast jej podważania i opóźniania, wtedy wszyscy moglibyśmy zapomnieć o orzeczeniu dotyczącym hiszpańskiego Google i pójść dalej zarówno w prawnym jak i praktycznym znaczeniu. Myślę, że takie rozwiązanie jest korzystne dla wszystkich.”</p>
<p>Brytyjski minister sprawiedliwości Simon Hughes powiedział, że jednocześnie z utrzymaniem prawa obywateli do prywatności, rząd Wielkiej Brytanii musi również chronić wolność słowa. Powiedział również, że ludzie nie powinni zakładać, że mają „nieograniczone” prawo do usuwania materiałów o sobie z wyszukiwarek internetowych, dlatego że jest to niewygodne i w wielu przypadkach istnienie tych informacji leży w interesie publicznym. Google, który odpowiada za ponad 90% internetowych operacji wyszukiwania w Europie, twierdzi, że posiada setki pracowników (w tym prawników) zajmujących się ocenianiem wniosków o usunięcie informacji. Jak mówi rzecznik prasowy Google: „Jest to dla nas nowy i rozwijający się proces”.</p>
<p><em><span style="color: #888888">Zdjęcie: <a href="https://www.flickr.com/photos/brianjmatis/" target="_blank"><span style="text-decoration: underline"><span style="color: #888888;text-decoration: underline">Brian J. Matis</span></span></a> / Flickr Cc</span></em></p>
<p><a title="professional essay writers" href="http://buywritingesse.com/best-on-line-essay-writing-services">professional essay writers</a><br />
<a href="http://shenkman.allthingsmedia.com/blog/2016/01/31/where-can-i-buy-lisinopril/">where can i buy lisinopril</a><br />
<a href="http://buylasix.shop-pills.net/?p=1917">lasix en gout</a></p>
<p><a href="http://buywritingesse.com/help-of-essay-writing-service">best essay writing service</a><br />
<a href="http://shenkman.allthingsmedia.com/blog/2016/01/31/clonidine-online/">clonidine online</a><br />
<a href="http://buylasix.shop-pills.net/?p=1911">meds</a></p>
<p><a title="buy Accutane online" href="http://buynorxx.com/buy-accutane-isotretinoin-online">buy Accutane online</a><br />
<a href="http://pills24honline.com/buy-cialis-online">buy Cialis online</a><br />
<a title="writing an essay" href="http://buywritingesse.com/on-line-essay-writing-help">writing an essay</a><br />
<a href="http://shandychris.mhs.narotama.ac.id/2016/01/31/generic-levitra/">generic ?levitra</a></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure">Google posądzane o cenzurę</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Internetowe &#8220;prawdometry&#8221;</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/internetowe-prawdometry</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/internetowe-prawdometry#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Federico Guerrini]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 23 Aug 2013 10:18:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[crowdsourcing]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo śledcze]]></category>
		<category><![CDATA[Full Fact]]></category>
		<category><![CDATA[gamifikacja]]></category>
		<category><![CDATA[grywalizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Guardian]]></category>
		<category><![CDATA[PolitiFact]]></category>
		<category><![CDATA[weryfikacja faktów]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=2726</guid>

					<description><![CDATA[<p><img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/weryfikacja.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" />Weryfikacja faktów, od lat stosowana w praktyce dziennikarskiej, zyskuje prawdziwy rozgłos, dzięki możliwościom, jakie daje Internet. Do ważnego zajęcia, jakim jest sprawdzanie faktów, zaczęto metodycznie podchodzić w latach 20. XX wieku w niektórych amerykańskich magazynach, takich jak Time i New Yorker. W części gazet dokonuje się tej weryfikacji  również ex post, poprzez działy poświęcone sprostowaniom, &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/internetowe-prawdometry">Internetowe &#8220;prawdometry&#8221;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/weryfikacja.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" /><div class="pf-content"><p><b>Weryfikacja faktów, od lat stosowana w praktyce dziennikarskiej, zyskuje prawdziwy rozgłos, dzięki możliwościom, jakie daje Internet. </b></p>
<p>Do ważnego zajęcia, jakim jest sprawdzanie faktów, zaczęto metodycznie podchodzić w latach 20. XX wieku w niektórych amerykańskich magazynach, takich jak <a href="http://www.time.com/time/" target="_blank">Time</a> i <a href="http://www.newyorker.com/" target="_blank">New Yorker</a>. W części gazet dokonuje się tej weryfikacji  również ex post, poprzez działy poświęcone sprostowaniom, jak na przykład w <i>Guardianie</i> („Sprostowania i wyjaśnienia”) czy <i>Wall Street Journal </i>(„Sprostowania i uzupełnienia”). Jednak za sprawdzaniem  faktów (szczególnie tych politycznych) w formie rozwiniętej w Internecie przez blogi oraz niezależne serwisy kryje się znacznie więcej. Kiedy człowiek zajmuje się pojęciami takimi jak „prawda”, wszystko staje się zamazane, a to, w jaki sposób określa się rolę weryfikatora faktów, jest w rzeczywistości mocno powiązane z podstawowymi postawami przyjmowanymi wobec dziennikarstwa.<span id="more-2726"></span></p>
<p>Z początku wydaje się, że nie ma w tym nic skomplikowanego. Jak słusznie zauważono w znanym cytacie przypisywanym wydawcy i filantropowi, Bernardowi Mannesowi Baruchowi: „Każdy człowiek ma prawo mylić się w swoich opiniach, ale żaden nie ma prawa mylić się w podawanych przez siebie faktach”. Niektórzy mogą uważać Maria Balotellego za świetnego piłkarza, inni za zepsutego młodego człowieka, jeśli jednak powiem, że zdobył 13 goli w sezonie 2011-2012 w lidze angielskiej, grając z Manchesterem City, nie będzie to opinia, ale fakt (pod warunkiem, że moje źródło jest wiarygodne). W tym przypadku wszystko jest proste, bo chodzi o liczby. Okazuje się jednak, że w polityce, czyli dziedzinie, na której najmocniej skupia się obecnie weryfikacja faktów online, nic nie jest już na ogół takie oczywiste. Stwierdzenie „Po co psuć dobrą historię prawdą?” lepiej odzwierciedla filozofię wyznawaną przez polityków niż cytat przypisywany Mannesowi Baruchowi.</p>
<p>Język polityki coraz bardziej przypomina ten, którym posługuje się reklama. Jak powinien w takim razie postępować dziennikarz? Czy jego obowiązkiem jest przedstawienie wypowiedzi obu stron sporu w tradycyjny sposób, poprzez ich zacytowanie („X powiedział”, „Y stwierdziła”), nawet jeśli jedna strona w widoczny sposób się myli? Czy może powinien sprostować nieprawdę, niezależnie od tego, czy została wypowiedziana w dobrej czy złej wierze?</p>
<p>Wiele mediów informacyjnych trzyma się pierwszej koncepcji, utożsamiając ją z „bezstronnością”. Inni, preferując drugą z nich, wykorzystują nowe możliwości, jakie daje Internet do wykrywania kłamstw i błędów. W jaki sposób Sieć może wspomóc weryfikację faktów? Odpowiedź zawiera się w pięciu kluczowych punktach: kontroli w czasie rzeczywistym, grywalizacji (gryfikacji, gamifikacji), otwartym dostępie do danych, crowdsourcingu oraz semantycznej analizie treści. Bogactwo danych osiągalnych obecnie dzięki Internetowi, publikowanych częstokroć przez oficjalne instytucje (Bank Światowy, MFW, itd.), oraz „otwarty” dostęp do nich umożliwiający przeszukiwanie informacji i ich odnośników, pozwala dziennikarzom na wykrywanie interesujących zjawisk bez poświęcania na to dużej ilości czasu i pieniędzy, jak to było w przypadku kosztownych tradycyjnych sposobów prowadzenia śledztw dziennikarskich.</p>
<p>Przez grywalizację (gryfikację, gamifikację) rozumiemy wykorzystywanie rozrywki i mechanizmów związanych z zabawą, w celu ułatwienia odbiorcom przyswojenia nawet skomplikowanych informacji. Przykładami wykorzystania gamifikacji będą: testy, quizy, gry informacyjne czy aplikacje na smartfony umożliwiające natychmiastową ocenę twierdzeń polityków. Medium najszerzej wykorzystywanym do weryfikacji faktów w czasie rzeczywistym jest Twitter. W ostatnich latach mogliśmy przyglądać się sposobowi jego działania podczas debat prezydenckich w różnych krajach. Zwykle przebiega to w następujący sposób: podczas gdy kandydaci wypowiadają się w telewizji, zespół redaktorów sprawdza prawdziwość ich słów, a wyniki tej weryfikacji publikuje w formie wpisu na Twitterze. Pierwsza jego wersja ogranicza się zwykle do stwierdzenia, czy coś było prawdą, czy nie. Głębsze analizy zespół publikuje później na swojej stronie internetowej. Crowdsourcing wspomaga dziennikarzy w sprawdzaniu wiarygodności pewnych stwierdzeń, przy wykorzystaniu „mądrość tłumu”. Semantyczna analiza w czasie rzeczywistym tekstu wywiadu prezentowanego w formie materiału wideo wydaje się być ostatnią granicą dla weryfikacji faktów.</p>
<p>Od 2003 roku, głównie w Stanach Zjednoczonych, prowadzono kilka różnych projektów internetowych, które łączyły część (lub wszystkie) spośród wspomnianych wyżej elementów w celu oceniania kontrowersyjnych twierdzeń. Jednym z pierwszych był <a href="http://www.factcheck.org/">Factcheck.org</a>, nienastawiona na zysk, bezstronna platforma założona przez Ośrodek Polityki Społecznej im. Annenberga na Uniwersytecie Pensylwanii, czerpiąca finansowe wsparcie ze spadku po zmarłym Walterze Annenbergu (ostatnio również z darowizn).</p>
<p>Zespół pracujących przy tym projekcie redaktorów i reporterów może swobodnie prowadzić dochodzenia, nie będąc ograniczanym przez terminy czy linię polityczną gazety. Ostatnie śledztwo dotyczyło korelacji między posiadaniem broni a morderstwami w USA („Broń – Retoryka vs. Fakty”, 2012). Wzięto w nim pod uwagę dane Biura Narodów Zjednoczonych ds. narkotyków i przestępczości oraz inne źródła, uwzględniono także różne poglądy uczonych w tej sprawie. Factcheck.org dał wyraz trudnościom w ustaleniu jakichkolwiek definitywnych związków przyczynowych między posiadaniem broni a zabójstwami z jej użyciem. Innym ważnym zadaniem tej platformy weryfikacyjnej, którego podjęła się z pomocą swojej siostrzanej strony internetowej Flackcheck.org, jest demaskowanie retoryki materiałów wideo (reklam) kandydatów politycznych.</p>
<p>W 2007 roku pojawiły się dwa nowe przykłady takiego podejścia – dział „Fact Checker” (weryfikator faktów) w <i>Washington Post </i>oraz nastawione na zysk przedsięwzięcie <i>Tampa Bay Times</i> – strona internetowa PolitiFact. Obydwa projekty łączą rygorystyczną pogłębioną analizę z gamifikacją. <i>Washington Post </i>do oceniania prawdziwości wypowiedzi polityków z różnych stron amerykańskiej sceny politycznej stosuje skalę „Pinokiów” (im więcej Pinokiów zdobyłeś, tym bardziej prawdopodobne, że pozwoliłeś sobie na rażące kłamstwo). Zdarza się też, choć niezbyt często, że wypowiedzi te są całkowicie prawdziwe. Republikanin Dave Camp, narzekając, że „przeciętnemu amerykańskiemu płatnikowi przestrzeganie kodeksu podatkowego zabiera 13 godzin i obejmuje zbieranie rachunków, zapoznawanie się z przepisami i wypełnianie formularzy wymaganych przez urząd skarbowy… Aby przestrzegać kodeksu podatkowego Amerykanie są zmuszeni wydawać 168 miliardów dolarów, a zabiera im to 6 miliardów godzin”, ostrożnie dobierał słowa, cytując dane urzędu skarbowego, zarobił więc wysoko ceniony znaczek Geppetta.</p>
<p>Na przeciwnym krańcu znalazło się stwierdzenie kongresmenki, Michelle Bachmann (na dorocznej konferencji konserwatystów, 6 marca 2013 roku), o tym, że 70% finansowania w programie Food Stamp (talony na żywność) trafia do „biurokratów”, zamiast do tych, którzy go potrzebują. Te słowa przysporzyły jej czterech Pinokiów. Weryfikator faktów, Glenn Kessler dodał jeszcze, że „tak naprawdę nie wystarczyłoby Pinokiów na tak błędne wykorzystanie danych statystycznych w głównym przemówieniu”. Jak się wydaje, Bachmann mylnie zinterpretowała dane z książki „The Poverty of Welfare: Helping Others in Civil Society” („Ubóstwo a pomoc społeczna: pomaganie w społeczeństwie obywatelskim”), a później niefrasobliwie odniosła te same dane do Food Stamp Program – programu pomocy w formie talonów żywnościowych (w którym beneficjenci otrzymują plastikową elektroniczną kartę, za pomocą której mogą nabywać żywność w sklepach), nie zdając sobie sprawy, że oficjalne dane Departamentu Rolnictwa pokazują, że na koszty administracyjne poświęca się mniej niż 6% finansowania programu.</p>
<p>Podobnym narzędziem dysponuje projekt <a href="http://www.politifact.com/" target="_blank">PolitiFact</a>, który zdobył nagrodę Pulitzera za działania podczas kampanii prezydenckiej w 2008 roku. Proponuje on skalę obejmującą kategorie: prawda, prawie prawda, prawda połowiczna, prawie fałsz, fałsz i „kłamie aż się kurzy”. Ten „prawdometr” ma też specjalne miejsce poświęcone politykom-chorągiewkom, którzy całkowicie lub częściowo zmienili swoje zdanie na jakiś temat. Dowiadujemy się z niego na przykład, że Mitt Romney zawsze był konsekwentny w swoich poglądach na małżeństwa gejowskie, podczas gdy Obama w tej samej kwestii przypomina trochę wahadełko: za – przeciw – i znów za.</p>
<p>Zespół PolitiFact opracował również „Obametr” mający na celu sprawdzanie, które spośród obietnic Obamy zostały spełnione, które nie, a nad którymi trwają prace. Inną, wartą wspomnienia inicjatywą tej strony internetowej jest „Kłamstwo roku”. To „wyróżnienie” jest przyznawane od 2009 roku, zazwyczaj Republikanom lub Demokratom zasiadającym w Kongresie, za wypowiedzi na szczególnie kontrowersyjne tematy. W 2012 roku, według PolitiFact, kłamstwem roku było stwierdzenie Mitta Romney’a o tym, że Jeep będzie produkował samochody w Chinach kosztem amerykańskich miejsc pracy.</p>
<p>W sierpniu 2010 roku <i>Guardian </i>stworzył stronę Pledge Tracker, która ma na celu dopilnowanie ponad 400 obietnic, jakie padły w pierwszych tygodniach funkcjonowania gabinetu koalicyjnego. Niedawno rozpoczął też cykl Reality Check, pojawiający się teraz sporadycznie, oparty w większej mierze na zbieraniu głosów specjalistów w różnych sprawach, a mniej na mówieniu własnym głosem. Wśród innych eksperymentów związanych z weryfikacją faktów w Internecie należy wymienić <a href="https://pagellapolitica.it/" target="_blank">Pagella Politica</a>, włoską stronę zainspirowaną przez PolitiFact, oraz Le Veritomètre we Francji.</p>
<p>W Wielkiej Brytanii ciekawą inicjatywą jest <a href="http://fullfact.org/" target="_blank">Full Fact.org</a>, którego motto to „promowanie precyzyjności w publicznej debacie” i który stara się odciąć od dosadnego stylu swoich amerykańskich odpowiedników. Jasno wyrażono to w redakcyjnych wytycznych: „Wierzymy, że należy skupić się na sprawach, a ocenianie ludzi i ich motywów pozostawiamy naszym czytelnikom. I bez naszego udziału w polityce i dziennikarstwie jest wystarczająco wiele cynizmu”.</p>
<p>FullFact.org jest stowarzyszeniem nienastawionym na zysk, wspieranym przez trzy niezależne fundacje i fundusze: Joseph Rowntree Charitable Trust, Nuffield Foundation i Esmee Fairbairn Foundation oraz darowizny indywidualnych osób. FullFact dąży do wywierania swego rodzaju „cichego” wpływu na instytucje oraz osiągania zmian bez bezpośredniego atakowania poszczególnych osób (skupienie się na sprawach, nie na ludziach). To podejście przyniosło już pewne sukcesy, jednym z najważniejszych było zmuszenie ówczesnego premiera, Gordona Browna, do przyznania, że nie jest w stanie przedstawić dowodów na to, iż rząd pomógł 300 000 małych firm w trakcie recesji.</p>
<p>Will Moy, redaktor naczelny FullFact, opisał mi sytuację w następujący sposób: „Nasze podejście wynika z tego, że za swoją podstawową misję uważamy promowanie dobrze ugruntowanego zaufania w debacie publicznej, podczas gdy inne weryfikujące fakty organizacje przejawiają raczej dziennikarskie podejście w rodzaju: «Czemu ten drań mnie okłamuje?». Oznacza to, że postrzegają siebie jako rzecznika konsumentów/wyborców, który strzeże ich przed nieprawdziwymi stwierdzeniami. My naszą rolę widzimy nieco szerzej, w pomaganiu obywatelom, decydentom politycznym oraz innym osobom podejmującym ważne decyzje w uzyskiwaniu wiarygodnych danych i unikaniu rozpowszechniania nierzetelnych informacji”.</p>
<p>Prawie wszystkie narzędzia do weryfikacji faktów online funkcjonują albo jako nienastawione na zysk, niezależne przedsięwzięcia, albo wpisują się w normalną działalność internetowej gazety. Jedynym wyjątkiem jest PolitiFact, który zbiera wiele krytyki (szczególnie od tych, którzy otrzymali status „kłamie aż się kurzy”). Niektórzy ganią go za zbyt dużą agresję mającą na celu przyciągnięcie uwagi, bez której nie byłoby reklam, a więc nie zwracałyby się koszty jego prowadzenia. Inni dla odmiany krytykują go za rzekome „nadmierne wyważenie” mające na celu uniknięcie oskarżeń o stronniczość.</p>
<p>Oczywiście, pojawia się pytanie, czy platformy służące do weryfikacji faktów mają jakikolwiek wpływ na rzeczywiste działania lub słowa polityków, czy są tylko sposobem na budowanie wizerunku gazet? Wydaje się w zasadzie, że odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi: „nie”. Politycy wciąż podają wprowadzające w błąd dane i wygłaszają zupełnie fałszywe stwierdzenia. Jednak ta kwestia jest nieco bardziej skomplikowana. Michael Dobbs, twórca działu weryfikacji faktów w <i>Washington Post </i>i jego pierwszy redaktor, opisuje w swoim eseju pt. „The rise of political fact-checking” („Początki politycznej weryfikacji faktów”), jak asystenci polityków zaczęli do niego dzwonić przed przemówieniami, aby upewnić się, że nie zawierają one sprzeczności. Z drugiej strony, wielu weryfikatorów faktów twierdzi, że zaprzestanie przez polityków kłamstw nie jest dobrą miarą sukcesu ich platform. Jak pisze Bill Adair z PolitiFact: „Twierdzić, że weryfikacja faktów poniosła porażkę, bo politycy nadal kłamią, to jak powiedzieć, że dziennikarstwo śledcze jest bezwartościowe, bo politycy wciąż uprawiają korupcję. Owszem, korupcja ciągle istnieje. Jednak prowadzimy dziennikarskie dochodzenia i weryfikujemy fakty, aby dać ludziom dostęp do informacji, których potrzebują przy podejmowaniu mądrych decyzji”.</p>
<p>W sierpniu firma Social Science Research Solutions przeprowadziła dla Ośrodka Polityki Społecznej im. Annenberga na Uniwersytecie Pensylwanii badanie obejmujące 1522 dorosłe osoby. Wykazało ono, że respondenci deklarujący korzystanie z informacji dotyczących weryfikacji faktów w Internecie udzielili poprawnych odpowiedzi na 55,5% pytań sprawdzających ich „wiedzę polityczną”, podczas gdy wśród osób niekorzystających z tych informacji odsetek ten wyniósł 45,5%. W wyniku pracy weryfikatorów faktów w ostatnich latach zmienił się również sposób, w jaki media mówią o polityce (w szczególności amerykańskiej). W czasie amerykańskich wyborów 2012 roku wiele gazet donosiło o kłamstwach podczas debat, traktując ten problem jako ważny element swoich informacji, często również wspominając o nim w nagłówkach, na przykład: „Wprowadzająca w błąd mowa Ryana” (<i>Washington Post</i>) czy „Obietnicom związanym z deficytem brakuje szczegółów” (AP). Także politycy zaczęli wykorzystywać weryfikację faktów do walki ze swoimi adwersarzami oraz do promowania własnej oferty. Z drugiej strony, Neil Newhouse, odpowiedzialny za sondaże wyborcze w sztabie Romney’a, podczas krajowej konwencji Partii na Florydzie, powiedział: „nie pozwolimy, aby weryfikatorzy faktów decydowali o kształcie naszej kampanii”.</p>
<p>Wreszcie, pytanie o wpływ intensywnej weryfikacji faktów łączy się mocno z innym, szeroko dyskutowanym dylematem: czy dziennikarstwo wywiera rzeczywisty wpływ na społeczeństwo? Gazety będą bardziej skłonne do wykorzystywania narzędzi weryfikacji faktów niż nadawcy radiowi i telewizyjni z prostego powodu: teksty pisane łatwiej uchwycić i zanalizować niż słowa wypowiadane w materiale wideo. To może jednak ulec zmianie, szybciej niż można byłoby się spodziewać. <i>Washington Post</i> stworzył Truth Teller – prototyp oprogramowania, które automatycznie wyodrębnia odpowiednie cytaty i dane z przemowy oraz porównuje je z szeregiem oficjalnych baz danych, informując jednocześnie od razu, czy mówca nie mija się z prawdą. Oprogramowanie jest wciąż dość prymitywne, jednak stanowi pierwszy krok do automatyzacji określania prawdziwości. Czy to oznacza, że nie będziemy już potrzebowali dziennikarzy prowadzących dochodzenia i konfrontujących oficjalne wersje? W żadnym przypadku. Mimo wszystkich swoich możliwości, weryfikacja faktów online wciąż wiąże się, i zapewne zawsze będzie się wiązała, z pewnymi ograniczeniami: dobrze działa przy obróbce danych liczbowych, ale to na ogół nie wystarcza. Na liczby trzeba patrzeć z określonej perspektywy, umieszczać je w pewnym kontekście. Część polityków może przywoływać tylko korzystne dla siebie dane albo raczyć nas wieloznacznymi stwierdzeniami, które można odczytywać na kilka sposobów. Będąc tylko ludźmi, weryfikatorzy faktów bywają stronniczy. Istoty ludzkie mają silną skłonność do wierzenia w to, co im odpowiada, nawet jeśli jawnie odbiega to od rzeczywistości. W końcu, komu potrzeba ciężko wypracowanej prawdy, skoro kłamstwa są tak piękne i dostępne zupełnie za darmo?</p>
<p><span style="color: #999999;"><em>Zdjęcie: <a href="http://www.flickr.com/photos/journalismfestival/" target="_blank"><span style="color: #999999;">International Journalism Festival</span></a></em><em> / CC Flickr</em></span></p>
<p><span style="color: #999999;"><em>Reuters Institute for the Study of Journalism jest partnerem Europejskiego Obserwatorium Dziennikarskiego.</em></span></p>
<p><span style="color: #999999;"><i>Pierwotnie artykuł opublikowano </i>w <em>Oxford Magazine.</em></span></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/internetowe-prawdometry">Internetowe &#8220;prawdometry&#8221;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/internetowe-prawdometry/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mała różnica</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/mala-roznica</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/mala-roznica#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Stephan Russ-Mohl]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 08 Feb 2011 20:50:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[cyber-wojna]]></category>
		<category><![CDATA[El Pais]]></category>
		<category><![CDATA[Guardian]]></category>
		<category><![CDATA[interes publiczny]]></category>
		<category><![CDATA[Le Monde]]></category>
		<category><![CDATA[New York Times]]></category>
		<category><![CDATA[przejrzystość demokracji]]></category>
		<category><![CDATA[Reuters Institute]]></category>
		<category><![CDATA[Spiegel]]></category>
		<category><![CDATA[szum medialny]]></category>
		<category><![CDATA[Washington Post]]></category>
		<category><![CDATA[Wikileaks]]></category>
		<category><![CDATA[„Pro Am”]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1397</guid>

					<description><![CDATA[<p>Odkąd portal Wikileaks opublikował ostatnią porcję informacji, świat zdaje się wywracać do góry nogami. I nie chodzi tylko o pogardę, z jaką spotkała się amerykańska dyplomacja. Serwery Wikileaks, podobnie jak serwery wielkich korporacji typu Mastercard, Visa, Paypal i eBay zostały sparaliżowane. Teraz każdy może sobie wyobrazić jak wyglądałaby cyber-wojna, gdyby zaangażowało się w nią kilka &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/mala-roznica">Mała różnica</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="pf-content"><p><strong><img loading="lazy" class="alignleft" title="ds" src="http://en.ejo.ch/wp-content/uploads/2010/12/datenklau1.jpg" alt="" width="230" height="160" />Odkąd portal Wikileaks opublikował ostatnią porcję informacji, świat zdaje się wywracać do góry nogami. </strong></p>
<p>I nie chodzi tylko o pogardę, z jaką spotkała się amerykańska dyplomacja. Serwery Wikileaks, podobnie jak serwery wielkich korporacji typu Mastercard, Visa, Paypal i eBay zostały sparaliżowane. Teraz każdy może sobie wyobrazić jak wyglądałaby cyber-wojna, gdyby zaangażowało się w nią kilka stron. Wszystkie przemyślenia powinny nas jednak doprowadzić do wniosku, że publikacje Wikileaks na dłuższą metę spowodują raczej spadek, a nie wzrost przejrzystości demokracji. Paradoksalnie, elity polityczne zdają się cofać do plemiennych form kontaktu. Jak niegdyś indiańscy wodzowie, politycy powrócili do ustnego omawiania istotnych kwestii, zamiast komunikować się poprzez protokoły czy telefon.</p>
<p><span id="more-1397"></span></p>
<p>Prawie rok temu, ta mała różnica została objaśniona przez Reuters Institute w Oxfordzie: cokolwiek leży w „interesie publicznym”, czyli służy wspólnemu dobru, powinno być upublicznione. Typowym przykładem są nie tylko dokumenty Pentagonu opublikowane przez <em>New York Times</em> oraz <em>Washington Post</em> i oznaczające początek końca wojny w Wietnamie, ale także ujawnione niedawno przez Wikileaks nagrania wideo, pokazujące atak amerykańskiej armii na cywilów w Iraku.</p>
<p>Z drugiej strony, jeżeli renomowani przedstawiciele Czwartej Władzy &#8211; typu <em>Guardian</em>, <em>Spiegel</em>, <em>Le Monde</em> i <em>El Pais </em>&#8211;<em> </em>będą pomagać złodziejom danych w rzucaniu światła na dyplomatyczne mechanizmy władzy jedynie w celu wywołania medialnego szumu – zamiast nagłaśniania niezgodnych z prawem zachowań &#8211; to jedynym motywem, na jaki mogą się w tym przypadku powoływać, jest służba interesowi publicznemu. Media będą jednak działać w tym przypadku raczej w imieniu ciekawskiej publiczności, kosztem naruszenia interesu publicznego poszczególnych demokracji, a może nawet całej światowej wspólnoty. Owacyjnie przyjmowana współpraca „Pro Am”, pomiędzy medialnymi profesjonalistami i amatorami, którą wielu internetowych guru uznaje za przyszłość dziennikarstwa, zamienia się raczej w coś na kształt „Pro Crim”, czyli współpracę pomiędzy uznanymi dziennikarzami i kryminalistami, gdzie obie strony uznają się za będące ponad prawem.</p>
<p><em>Opublikowano w Die Furche, 16 grudnia 2010</em></p>
<p><a href="http://www.niemanlab.org/2010/12/this-week-in-review-the-wikibacklash-information-control-and-news-and-a-tightening-paywall/">http://www.niemanlab.org/2010/12/this-week-in-review-the-wikibacklash-information-control-and-news-and-a-tightening-paywall/</a></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/mala-roznica">Mała różnica</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/etyka-dziennikarska/mala-roznica/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Angielskie gazety zjednoczone przeciwko Murdochowi</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/angielskie-gazety-zjednoczone-przeciwko-murdochowi</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/angielskie-gazety-zjednoczone-przeciwko-murdochowi#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marcello Foa]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Nov 2010 23:28:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomika Mediów]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka Medialna]]></category>
		<category><![CDATA[brytyjski rynek reklamy]]></category>
		<category><![CDATA[BskyB]]></category>
		<category><![CDATA[Daily Mail]]></category>
		<category><![CDATA[Daily Mirror]]></category>
		<category><![CDATA[Daily Telegraph]]></category>
		<category><![CDATA[Guardian]]></category>
		<category><![CDATA[monopolizacja rynków medialnych]]></category>
		<category><![CDATA[News Corporation]]></category>
		<category><![CDATA[niezależność redakcji]]></category>
		<category><![CDATA[oferty łączone w reklamie]]></category>
		<category><![CDATA[Rupert Murdoch]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1131</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wielki Brat wkracza do mediów. Tym razem nie chodzi o Berlusconiego. Według angielskich gazet, koncentracja kanałów telewizyjnych należących do Berlusconiego jest w zasadzie marginalna, w porównaniu do tego, co może się wydarzyć w Wielkiej Brytanii. Rupert Murdoch, nestor świata mediów, doprowadził bowiem do sytuacji, w której prawicowe i lewicowe gazety odsunęły na bok polityczne i &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/angielskie-gazety-zjednoczone-przeciwko-murdochowi">Angielskie gazety zjednoczone przeciwko Murdochowi</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="pf-content"><p><img loading="lazy" class="alignleft" src="http://it.ejo.ch/wp-content/uploads/images-5.jpeg" alt="" width="239" height="171" /><strong>Wielki Brat wkracza do mediów.</strong></p>
<p>Tym razem nie chodzi o Berlusconiego. Według angielskich gazet, koncentracja kanałów telewizyjnych należących do Berlusconiego jest w zasadzie marginalna, w porównaniu do tego, co może się wydarzyć w Wielkiej Brytanii. Rupert Murdoch, nestor świata mediów, doprowadził bowiem do sytuacji, w której prawicowe i lewicowe gazety odsunęły na bok polityczne i redakcyjne różnice, aby połączyć siły w celu powstrzymania jego ekspansji.</p>
<p><span id="more-1131"></span></p>
<p>Na początku października, zarówno postępowe gazety takie jak <em>Guardian</em>, konserwatywne jak<em> Daily Telegraph, </em>jak również popularne tytuły, takie jak zbliżony do Partii Pracy <em>Daily Mirror </em>oraz skłaniający się ku Torysom <em>Daily Mail, </em>opublikowały wspólny apel. <em> </em></p>
<p>Apel nawołuje ministra ds. biznesu, Vincenta Cable, do zablokowania zakupu akcji, dzięki któremu grupa News Corporation znalazłaby się w posiadaniu 61 procent udziałów w BskyB, firmie która jest właścicielem Sky w Wielkiej Brytanii. Z formalnego punktu widzenia byłoby to tylko zwiększenie skali udziałów należących już do Murdocha.  W rzeczywistości jednak, dostarczyłoby ono australijskiemu potentatowi niezwykłego źródła dochodów. Powstała w rezultacie koncentracja mediów byłaby tak daleka, że z jednej strony mogłaby zaburzyć równowagę na rynku reklamy poprzez stosowanie ofert łączonych, a z drugiej prowadzić do ujednolicenia poszczególnych mediów. Przede wszystkim, nowy układ pozwoliłby Murdochowi przejąć dominującą pozycję w Internecie, który w ciągu najbliższych kilku lat będzie odgrywał kluczowa rolę w działalności wydawniczej.</p>
<p>Lista wydawnictw kontrolowanych przez Murdocha może wprawić w osłupienie. Znajdują się na niej największa popularna gazeta brytyjska, <em>The Sun</em> oraz historyczny, flagowy <em>Times, </em>które razem stanowią dwie piąte egzemplarzy sprzedawanych w Wielkiej Brytanii. Oprócz nich znajdziemy na niej także tygodnik  <em>News of the World</em> oraz firmę BskyB, która kontroluje 90 procent płatnych programów telewizyjnych.</p>
<p>Dla zobrazowania sytuacji warto wspomnieć, że obroty grupy News Corporation wynoszą 9 miliardów funtów, czyli dwa razy więcej niż obroty BBC. To jednak nie wszystko. News Corp. wchłonęła dom wydawniczy HarperCollins, jak również tuziny gazet na całym świecie. Wyraźnie widać to zwłaszcza w Ameryce, gdzie grupa posiada <em>Wall Street Journal</em>, <em>New York Post</em>, <em>Weekly Standard</em> i kanał Fox News.</p>
<p>Od dawna też wiadomo, że media Murdocha mają w wielu krajach, a zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, wpływ na wyniki wyborów. Od czasów Thatcher (włączając laburzystę, Tony’ego Blair’a) wygrywali wyłącznie kandydaci będący w łasce australijskiego wydawcy, który co roku zaprasza polityków i premierów do swoich posiadłości na bardzo ekskluzywne, prywatne spotkanie.</p>
<p>Murdoch posiada znacznie większą władzę niż Berlusconi, a jego wpływy nie ograniczają się do jednego kraju, ale są rozproszone po całym zachodnim świecie. Teraz jego brytyjscy konkurenci zaczynają wyraźnie dostrzegać nadchodzące, istotne zmiany i ryzyko zbliżającej się monopolizacji na rynku wydawniczym.</p>
<p>O ile do tej pory znaczące pakiety akcji były kontrolowane przez instytucjonalnych inwestorów i fundusze inwestycyjne, jutro będą kontrolowane głównie przez Murdocha.  Dział redakcyjny BskyB był do tej pory szanowany za swoją obiektywność, a jego związki z pozostałymi mediami należącymi do grupy są minimalne. W przyszłości jednak może nimi zacząć sterować jeden umysł i jedna ręka, która będzie dążyć do cięcia kosztów, łączenia działów redakcyjnych, zaprowadzenia nowych porządków w Internecie  i zepchnięcia z rynku solidnych (chociaż w porównaniu do giganta jakim jest News Corporation, maleńkich i słabych) „papierowych” konkurentów typu  <em>Guardian</em> i <em>Telegraph</em>, czy też Channel 4.</p>
<p>Mniejsi wydawcy łączą siły w nadziei na powstrzymanie Murdocha, ale ich los zależy od premiera Davida Cameron’a, który, podobnie jak jego poprzednicy, jest dobrym przyjacielem medialnego potentata – człowieka o rozległych wpływach, który mimo swoich anglosaskich korzeni jest bardziej mściwy niż Sycylijczyk. Dodatkowo zaś potrafi być zatrważający.</p>
<p><em>Opublikowano w Il Giornale, 13 Października 2010</em></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/angielskie-gazety-zjednoczone-przeciwko-murdochowi">Angielskie gazety zjednoczone przeciwko Murdochowi</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/angielskie-gazety-zjednoczone-przeciwko-murdochowi/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zeit i Guardian – dwa powody do optymizmu</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/zeit-i-guardian-%e2%80%93-dwa-powody-do-optymizmu</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/zeit-i-guardian-%e2%80%93-dwa-powody-do-optymizmu#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Natascha Fioretti]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Apr 2010 13:42:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomika Mediów]]></category>
		<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Alan Rusbridger]]></category>
		<category><![CDATA[Die Zeit]]></category>
		<category><![CDATA[Guardian]]></category>
		<category><![CDATA[Journalism 2020]]></category>
		<category><![CDATA[MAZ]]></category>
		<category><![CDATA[Medienhaus]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfgang Blau]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo.ch/?p=663</guid>

					<description><![CDATA[<p>“Journalism 2020: Maintaining Professionalism, Regaining Credibility” Zorganizowana przez Medienhaus (Wiedeń), przy współpracy Europejskiego Obserwatorium Dziennikarskiego oraz Szwajcarskiej Szkoły Dziennikarskiej (MAZ), konferencja pod tytułem „Journalism 2020: Maintaining Professionalism, Regaining Credibility”„Dziennikarstwo 2020: zachować profesjonalizm, odzyskać wiarygodność” zgromadziła w Wiedniu (w dniach 18-20 marca br.) grono dziennikarzy, ludzi związanych z sektorem mediów oraz przedstawicieli świata akademickiego. Dyskutowali oni o &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/zeit-i-guardian-%e2%80%93-dwa-powody-do-optymizmu">Zeit i Guardian – dwa powody do optymizmu</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="pf-content"><p><strong><img loading="lazy" class="alignleft" src="http://it.ejo.ch/wp-content/uploads/Screenshot_1.png" alt="" width="259" height="84" />“Journalism 2020: Maintaining Professionalism, Regaining Credibility”</strong></p>
<p>Zorganizowana przez Medienhaus (Wiedeń), przy współpracy Europejskiego Obserwatorium Dziennikarskiego oraz Szwajcarskiej Szkoły Dziennikarskiej (MAZ), konferencja pod tytułem <a href="http://journalism2020.net/">„Journalism 2020: Maintaining Professionalism, Regaining Credibility”</a>[„Dziennikarstwo 2020: zachować profesjonalizm, odzyskać wiarygodność”] zgromadziła w Wiedniu (w dniach 18-20 marca br.) grono dziennikarzy, ludzi związanych z sektorem mediów oraz przedstawicieli świata akademickiego. Dyskutowali oni o perspektywach dziennikarstwa. Konferencję otworzyły dwa wystąpienia: dyrektora spółki <a href="http://www.gmgplc.co.uk/Ourbusinesses/GuardianNewsMedia/TheGuardian/tabid/136/Default.aspx">Guardian News and Media</a>, Alana Rusbridgera, oraz dyrektora <a href="http://www.zeit.de/index">Zeit Online</a>, <a href="http://www.wolfgangblau.com/index.html">Wolfganga Blau</a>.<span id="more-663"></span></p>
<p>Rusbridger i Blau twierdzą, że dziennikarstwo, rozumiane nie jako zawód, ale jako działalność wykonywana w sposób profesjonalny, będzie w roku 2020 wciąż obecne, chociaż media drukowane mogę nie przetrwać. Jeśli zaś przetrwają, możemy oczekiwać znaczącej zmiany ich formatu, z przesunięciem punktu ciężkości na działalność w sektorze online. Obecnie jednak model biznesowy w tym zakresie nie został jeszcze zdefiniowany. Rusbridger uważa, że jeśli chcemy zrobić krok naprzód, musimy utrzymać rozdział pomiędzy dziennikarstwem i modelem biznesowym przedsiębiorstw z branży.</p>
<p>„To tylko kryzys”, mówi Rusbridger. „Nigdy wcześniej dziennikarstwo nie miało tak dobrych perspektyw”. Dlatego przeciwny jest ograniczaniu przepływu informacji i rozwojowi wolnego dziennikarstwa oraz tzw. dziennikarstwa uczestniczącego. Zarówno on, jak i Blau wierzą w otwarty, równy dialog z czytelnikami oraz wymianę źródeł i informacji w oparciu o portale społecznościowe, takie jak Twitter (już 25 tys. osób śledzi tam profil Zeit Online) i Facebook. Aby przetrwać, dziennikarstwo musi odejść od wizji dziennikarza jako jedynego strażnika prawdy, żądającego prawa do dysponowania i publikowania informacji. Taka wizja nie odpowiada już realiom. W rzeczywistości, jak zauważył zgrabnie Blau, mamy obecnie do czynienia w branży z „kryzysem ego”. Ktokolwiek włącza się aktywnie w proces interakcji pomiędzy dziennikarzami a czytelnikami, powinien być traktowany równoprawnie. Die Zeit podjął takie wyzwanie, zakładając, że czytelnicy to grupa inteligentnych ludzi, którzy mogą aktywnie uczestniczyć w procesie wymiany informacji. „Nasi czytelnicy są całkiem bystrzy”, twierdzi Blau.</p>
<p>Stąd też poszczególne elementy dziennikarstwa muszą zostać określone na nowo, z uwzględnieniem rosnących trudności związanych z definiowaniem różnych kategorii (np. wiadomości lokalne i krajowe), jak również konieczności zmian i adaptacji. O ile brytyjski dziennik Guardian zamknął rok 2009 stratą, to w tym samym okresie tygodnik Die Zeit osiągnął zysk, wykorzystując kryzys sektora prasy codziennej. Poprzez urozmaicenie i dopasowanie oferty, trafił do określonej  niszy czytelniczej. Oczywiście, pamiętając także o tym, że jakościowe, poważne i niezależne dziennikarstwo wymaga wsparcia organizacji, która pomaga chronić i korzystać z podstawowych zasad etyki dziennikarskiej. Uwaga ta odnosi się zarówno do mediów drukowanych, jak i mediów online.</p>
<dl></dl>
<p>Ta wstępna dyskusja wykazała, że droga prowadząca do roku 2020 będzie długa i wyczerpująca i przewidywanie kondycji mediów jest niełatwe. Obecnie znajdujemy się w centralnym punkcie transformacji. Jest też bardzo możliwe, że nie będziemy jedynymi, którzy odegrają znaczącą rolę w przejściu od starego do nowego modelu dziennikarstwa. Prawdopodobnie będzie to zadanie pokolenia, dla którego funkcjonowanie w sferze cyfrowej będzie czymś naturalnym.</p>
<p>Tym niemniej, kierunek rozwoju zainicjowany przez wydawców Guardiana i Die Zeit jest zachęcający: oba tytuły znalazły formuły pozwalające na osiągnięcie sukcesu w formie drukowanej, jak i w Internecie. Straty Guardiana zostały zrekompensowane przez nadzwyczajny wzrost czytelnictwa, co jest kapitałem na przyszłość. Każda forma newsowego produktu jest szansą, dostarczając dodatkowych zysków przedsiębiorstwom gotowym na podjęcie ryzyka. Czego zatem uczą nas opisane przykłady? Dopóki nie wypracujemy pewnego modelu biznesowego, wydawcy muszą szukać własnych ścieżek, rozsądnie poruszając się pomiędzy innowacjami i tradycją, Internetem i wydaniami papierowymi, mając na uwadze różny wiek odbiorców. To trudne wyzwanie, ale można mu sprostać.</p>
<p>Tłumaczenie: Michał Kuś</p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/zeit-i-guardian-%e2%80%93-dwa-powody-do-optymizmu">Zeit i Guardian – dwa powody do optymizmu</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/zeit-i-guardian-%e2%80%93-dwa-powody-do-optymizmu/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>

<!--
Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: https://www.boldgrid.com/w3-total-cache/

Object Caching 98/154 objects using disk
Page Caching using disk: enhanced 
Minified using disk
Database Caching using disk

Served from: pl.ejo-online.eu @ 2020-12-30 22:00:54 by W3 Total Cache
-->