<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Google &#8211; Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie &#8211; EJO</title>
	<atom:link href="https://pl.ejo-online.eu/tag/google/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://pl.ejo-online.eu</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 02 Feb 2016 13:13:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.6</generator>
	<item>
		<title>„Prawo do bycia zapomnianym” w Niemczech</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/prawo-bycia-zapomnianym-niemczech</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/prawo-bycia-zapomnianym-niemczech#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rachel Stern]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 25 Nov 2014 10:12:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Eric Schmidt]]></category>
		<category><![CDATA[Frank La Rue]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[Jimmy Wales]]></category>
		<category><![CDATA[Luciano Floridi]]></category>
		<category><![CDATA[Matthias Spielkamp]]></category>
		<category><![CDATA[Moritz Karg]]></category>
		<category><![CDATA[prawo do bycia zapomnianym]]></category>
		<category><![CDATA[Ulf Buermeyer]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=3866</guid>

					<description><![CDATA[<p><img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/timthumb.php_29.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" />Od kiedy kontrowersyjna decyzja Komisji Europejskiej o „prawie do bycia zapomnianym” weszła w życie, stała się szeroko dyskutowaną kwestią, również w Niemczech. Czy wyszukiwarki internetowe powinny być zobowiązane, nawiązując do decyzji Trybunału Sprawiedliwości, do usuwania informacji uznanych za „nieadekwatne, bez znaczenia, czy obecnie nieznaczących”? Kto powinien decydować o tym, która zawartość pasuje do tych kategorii? &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/prawo-bycia-zapomnianym-niemczech">„Prawo do bycia zapomnianym” w Niemczech</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/timthumb.php_29.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" /><div class="pf-content"><p><strong>Od kiedy kontrowersyjna decyzja Komisji Europejskiej o „prawie do bycia zapomnianym” weszła w życie, stała się szeroko dyskutowaną kwestią, również w Niemczech. Czy wyszukiwarki internetowe powinny być zobowiązane, nawiązując do decyzji Trybunału Sprawiedliwości, do usuwania informacji uznanych za „<a title="Google posądzane o cenzurę" href="http://pl.ejo-online.eu/3700/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure" target="_blank">nieadekwatne, bez znaczenia, czy obecnie nieznaczących</a>”? Kto powinien decydować o tym, która zawartość pasuje do tych kategorii? </strong></p>
<p>„Google nie czuje się komfortowo z tą decyzją z wielu powodów” – powiedział niedawno Eric Schmidt, jeden z dyrektorów wykonawczych Google, podczas konferencji prasowej w Berlinie. „Po pierwsze, szczegółowość rozporządzenia jest niejednoznaczna, a po drugie ta sytuacja wymaga od nas zatrudnienia niewiadomej liczby ludzi. Ciężko nam określić skalę problemu”.</p>
<p>Mimo iż rozporządzenie nawiązuje do wszystkich wyszukiwarek internetowych funkcjonujących w Europie, to właśnie Google jest podmiotem najbardziej dotkniętym jego wejściem w życie. Korporacja posiada ponad 80% europejskiego rynku wyszukiwarek internetowych, a ponad <a href="http://uk.reuters.com/article/2014/10/14/uk-germany-google-idUKKCN0I32JY20141014" target="_blank">90% w samych Niemczech</a>. W październiku tego roku Google <a href="http://googlepolicyeurope.blogspot.fr/2014/10/transparency-and-accountability-for.html" target="_blank">otrzymało</a> około 142 tysiące żądań z całej Europy o usunięcie linków z ponad 490 tysięcy stron internetowych.</p>
<p><span id="more-3866"></span></p>
<p>Aby pomóc wyjaśnić rozporządzenie, Google zapowiedziało utworzenie komitetu doradczego, w skład którego wejdzie współzałożyciel Wikipedii, Jimmy Wales, który jest jednym z najostrzejszych krytyków rozporządzenia. Komitet odwiedzi główne stolice Europy i wysłucha poglądów lokalnych ekspertów na temat rozporządzenia. Po odbyciu zaplanowanych wizyt, na początku 2015 roku zostanie opublikowany raport.</p>
<p>Eric Schmidt był moderatorem konferencji prasowej Google w Berlinie. Podczas intensywnej dyskusji nawiązywano do silnego nacisku na ochronę danych osobowych w Niemczech oraz do kwestii pamięci historycznej.</p>
<p>„Jestem zdziwiony, że w Niemczech, kraju o najsilniejszym na świecie prawie dotyczącym dokumentowania przeszłości i odpowiedzialności jednostek za historię, obywatelom tak łatwo przyjdzie stwierdzić ‘to szkodzi mojej reputacji i chcę, żeby zostało usunięte ze wszystkich możliwych wyszukiwarek internetowych’ podczas, gdy informacja jest faktycznie istotna”, powiedział Frank La Rue, specjalny sprawozdawca Komisji Praw Człowieka ONZ. „Jak pogodzić te różne koncepcje [prywatności i dostępu do informacji]?”</p>
<p>Pozwolenie jednostkom na usuwanie linków „utrudnia dziennikarzom możliwość do swobodnego rozpowszechniania informacji”, powiedział Matthias Spielkamp, członek niemieckiego oddziału organizacji Reporterzy Bez Granic. „Obywatele również zostają pozbawieni swobodnego pozyskiwania informacji. Linki mogą być usuwane z lokalnej wyszukiwarki, np. Google.de bez wiedzy osoby, która zamieściła tam informacje. W ten nieuczciwy sposób pozwala się informacjom dyskretnie znikać” mówił Spielkamp.</p>
<p>„Zamieszczający informacje w Internecie muszą dostawać wiadomość o tym, że ich zawartość jest usuwana z wyszukiwarek” mówił Spielkamp. „Jeżeli właściciele informacji zakwestionują prośbę o usunięcie linku, muszą otrzymać potwierdzenie z danymi personalnymi osoby domagającej się egzekucji ‘prawa do bycia zapomnianym’, żeby mogli rozwiązać problem niewygodnej informacji bezpośrednio z osobą, która wnioskowała o jej usunięcie”.</p>
<p>Prywatne przedsiębiorstwo nie powinno być obciążone podejmowaniem decyzji o tym, które linki powinno się usunąć, powiedział Jimmy Wales, zwłaszcza gdy funkcjonuje ono w złożonym środowisku różnych systemów prawnych w każdym z krajów europejskich. Na przykład, każdy kraj posiada swoje metody rozróżniania osób publicznych i prywatnych, a tylko ta ostatnia grupa może żądać usunięcia linków z informacjami na ich temat.</p>
<p>„Uważam tę sytuację jako kłopotliwą z filozoficznego punktu widzenia”, powiedział Wales. „Jeżeli potraktujemy Google jako organizację nieneutralną, to znaczy przedkładającą ‘prawo do bycia zapomnianym’ ponad swoimi algorytmami w celu wybrania najlepszych wyników wyszukiwania, to w jaki sposób mają oni mieć prawo decydować o tym, które informacje powinny zostać usunięte?”.</p>
<p>Dr Moritz Karg, reprezentant Urzędu Ochrony Danych w Hamburgu zgodził się, że każdy europejski kraj powinien sam osądzić, które linki powinny zostać usunięte w oparciu o własne prawo i kulturę, ale samo usunięcie powinno mieć skutek ogólnoświatowy.</p>
<p>Dr Luciano Floridi, profesor filozofii etyki i informacji na Uniwersytecie Oksfordzkim wzywał do humanistycznego podejścia do rozporządzenia. „Rozmawiałem z osobami, które były bardzo dotknięte przez błędne informacje na swój temat. To zupełnie zmieniło moje poglądy na kwestię tego, jak dalece powinniśmy się posunąć w obronie prawnego statusu informacji znajdującej się w Sieci, gdy w grę wchodzi paraliżowanie ludzkiego życia”, mówił profesor.</p>
<p>„Prawo do bycia zapomnianym” nie usuwa informacji, tylko usuwa dane na jej temat z wyszukiwarki internetowej, podkreślał Ulf Buermeyer, sędzia i ekspert prawa konstytucyjnego z Sądu Berlińskiego. Informacja pozostanie w Internecie, ale stanie się po prostu trudniejsza do znalezienia.</p>
<p>„To, o czym naprawdę rozmawiamy”, mówił Schmidt, „to prawo do zmuszania Google do usuwania linków w określonych warunkach, a nie do zapomnienia”.</p>
<p><span style="color: #808080;"><em>Zdjęcie: Flickr <span style="color: #808080;">SLMears</span></em></span></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/prawo-bycia-zapomnianym-niemczech">„Prawo do bycia zapomnianym” w Niemczech</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/prawo-bycia-zapomnianym-niemczech/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Google posądzane o cenzurę</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Caroline Lees]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 02 Sep 2014 11:35:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[BBC News]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[Guardian]]></category>
		<category><![CDATA[interes publiczny]]></category>
		<category><![CDATA[Paul Bernal]]></category>
		<category><![CDATA[prawo do bycia zapomnianym]]></category>
		<category><![CDATA[Robert Peston]]></category>
		<category><![CDATA[The Index on Censorship]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=3700</guid>

					<description><![CDATA[<p><img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/timthumb.php_25.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" />Przepisy UE dające jednostkom „prawo do bycia zapomnianym” (ang. right to be forgotten) w Internecie zostały skrytykowane przez brytyjskich dziennikarzy po tym, jak Google usunęło linki do ich artykułów w swojej wyszukiwarce. Robert Peston, redaktor w dziale ekonomicznym BBC News, posądził ostatnio Google o cenzurę i powiedział, że przepisy „ograniczą wolność wypowiedzi i stłumią prawo &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure">Google posądzane o cenzurę</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<img width="290" height="165" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/timthumb.php_25.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" /><div class="pf-content"><p><strong>Przepisy UE dające jednostkom „prawo do bycia zapomnianym” (ang. right to be forgotten) w Internecie zostały skrytykowane przez brytyjskich dziennikarzy po tym, jak Google usunęło linki do ich artykułów w swojej wyszukiwarce. Robert Peston, redaktor w dziale ekonomicznym BBC News, posądził ostatnio Google o cenzurę i powiedział, że przepisy „ograniczą wolność wypowiedzi i stłumią prawo dziennikarzy do informowania, które leży w publicznym interesie”. <em>The Guardian</em> opisał tę dyrektywę jako „spore wyzwanie dla wolności prasy”.</strong></p>
<p>Prawo do bycia zapomnianym zostało zastosowane przeciwko Google w maju bieżącego roku, jako następstwo apelacji złożonej w Trybunale Sprawiedliwości przez hiszpańskiego prawnika. Trybunał nakazał usunięcie z hiszpańskiej wyszukiwarki Google informacji o odzyskaniu przez prawnika domu w 1998 r. oraz umożliwił usunięcie wszelkich innych informacji uznanych za „nieadekwatne, bez znaczenia lub obecnie nieznaczące” na żądanie zainteresowanego obywatela. Od tego czasu Google zarejestrowało w Europie ponad 70 tysięcy żądań usunięcia linków do ponad 267 tysięcy stron.</p>
<p><span id="more-3700"></span></p>
<p>Wśród pierwszych usuniętych artykułów znajdował się wpis na blogu napisany przez Roberta Pestona w 2007 roku, krytycznie oceniający jednego ze znanych bankierów oraz artykuł z 2010 roku z <em>Guardiana</em>, w którym opisywano sędziego piłkarskiego, który kłamał w sprawie błędnie podyktowanego rzutu karnego. W obu tych przypadkach dziennikarze, którzy napisali artykuły, zasłaniali się działaniem w imieniu interesu publicznego. Google po apelacji <em>Guardiana</em> odstąpiło od usunięcia artykułu dotyczącego sędziego piłkarskiego. Eksperci zajmujący się mediami mówią, że niezdecydowanie Google co do linków, które mają usunąć, pokazało, że nie można wymagać od korporacji osądu w sprawie usuwania artykułów z Internetu.</p>
<p>Mark Stephens, londyński prawnik zajmujący się problematyką mediów, argumentuje, że „utrzymywanie mediacji odpowiedzialnej za decyzję, która informacja leży w interesie publicznym, jest niebezpieczna i niewykonalna: na samym Google występuje ponad 100 miliardów operacji wyszukiwania miesięcznie, które w teorii mogłyby zostać poddane weryfikacji autentyczności i adekwatności, a także zgodności z prawem”.</p>
<p>Stephens uważa, że nowa dyrektywa będzie stronnicza wobec wysoko postawionych grup społecznych. „Ten daleko idący wyrok prawdopodobnie bardziej pomoże wpływowym ludziom manipulować w historii, niż pozwoli jednostkom na większą kontrolę swojej tożsamości w Internecie” &#8211; napisał tuż po ogłoszeniu dyrektywy. Organizacja Indeks Cenzury (The Index on Censorship) również próbuje zmierzyć się z nowym prawem. W swoim oświadczeniu organizacja napisała, że „ przypomina to sytuację, w której rząd przekazuje bibliotekarzom władzę do decydowania o książkach, które ludzie mogą przeczytać (w zależności od społecznego zapotrzebowania), a później zamyka do tych książek dostęp”. Działacze organizacji mówią, że Google celowo zastosowało nowe prawo bardzo liberalnie, żeby stworzyć dyrektywie zły wizerunek i podkreślić jej wady.</p>
<p>Paul Bernal, wykładowca prawa mediów i własności intelektualnej na Uniwersytecie Anglii Wschodniej, uważa, że decyzją Google było usunięcie linków do artykułów autorstwa uznanych nazwisk w świecie dziennikarstwa, takich jak Robert Peston czy komentator <em>Guardiana</em>, Roy Greenslade, mając nadzieję, że takie działania zwrócą uwagę na problem cenzurowania prasy.</p>
<p>Bernal jest jednym z wielu obrońców prywatności, który uważa, że nowa dyrektywa Trybunału Sprawiedliwości mimo swoich niejasności i trudności w zastosowaniu jest słuszna. W jego opinii, koncepcja powinna zostać doprecyzowana oraz wprowadzona w życie jako część nowego unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych. „Prawidłowo wykonana reforma, napisana lepszym językiem, zawierająca odpowiednią wersję prawa do bycia zapomnianym, jest najlepszym rozwiązaniem” &#8211; powiedział Bernal. „Jeżeli dyrektywa wprowadzona zostałaby szybko zamiast jej podważania i opóźniania, wtedy wszyscy moglibyśmy zapomnieć o orzeczeniu dotyczącym hiszpańskiego Google i pójść dalej zarówno w prawnym jak i praktycznym znaczeniu. Myślę, że takie rozwiązanie jest korzystne dla wszystkich.”</p>
<p>Brytyjski minister sprawiedliwości Simon Hughes powiedział, że jednocześnie z utrzymaniem prawa obywateli do prywatności, rząd Wielkiej Brytanii musi również chronić wolność słowa. Powiedział również, że ludzie nie powinni zakładać, że mają „nieograniczone” prawo do usuwania materiałów o sobie z wyszukiwarek internetowych, dlatego że jest to niewygodne i w wielu przypadkach istnienie tych informacji leży w interesie publicznym. Google, który odpowiada za ponad 90% internetowych operacji wyszukiwania w Europie, twierdzi, że posiada setki pracowników (w tym prawników) zajmujących się ocenianiem wniosków o usunięcie informacji. Jak mówi rzecznik prasowy Google: „Jest to dla nas nowy i rozwijający się proces”.</p>
<p><em><span style="color: #888888">Zdjęcie: <a href="https://www.flickr.com/photos/brianjmatis/" target="_blank"><span style="text-decoration: underline"><span style="color: #888888;text-decoration: underline">Brian J. Matis</span></span></a> / Flickr Cc</span></em></p>
<p><a title="professional essay writers" href="http://buywritingesse.com/best-on-line-essay-writing-services">professional essay writers</a><br />
<a href="http://shenkman.allthingsmedia.com/blog/2016/01/31/where-can-i-buy-lisinopril/">where can i buy lisinopril</a><br />
<a href="http://buylasix.shop-pills.net/?p=1917">lasix en gout</a></p>
<p><a href="http://buywritingesse.com/help-of-essay-writing-service">best essay writing service</a><br />
<a href="http://shenkman.allthingsmedia.com/blog/2016/01/31/clonidine-online/">clonidine online</a><br />
<a href="http://buylasix.shop-pills.net/?p=1911">meds</a></p>
<p><a title="buy Accutane online" href="http://buynorxx.com/buy-accutane-isotretinoin-online">buy Accutane online</a><br />
<a href="http://pills24honline.com/buy-cialis-online">buy Cialis online</a><br />
<a title="writing an essay" href="http://buywritingesse.com/on-line-essay-writing-help">writing an essay</a><br />
<a href="http://shandychris.mhs.narotama.ac.id/2016/01/31/generic-levitra/">generic ?levitra</a></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure">Google posądzane o cenzurę</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/polityka-medialna/wolnosc-prasy-2/google-posadzane-cenzure/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Google hegemonem reklamy w roku 2013</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/pr-i-marketing/marketing-reklama/google-hegemonem-reklamy-w-2013</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/pr-i-marketing/marketing-reklama/google-hegemonem-reklamy-w-2013#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kaja Grzybowska i Radosław Smektała]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Jan 2014 11:42:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Marketing / Reklama]]></category>
		<category><![CDATA[agencje reklamowe]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[przyszłość reklamy]]></category>
		<category><![CDATA[reklama internetowa]]></category>
		<category><![CDATA[reklama mobilna]]></category>
		<category><![CDATA[rynek reklamy]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=3254</guid>

					<description><![CDATA[<p><img width="454" height="323" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/108805307_c43af20f59.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" srcset="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/108805307_c43af20f59.jpg 454w, https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/108805307_c43af20f59-300x213.jpg 300w" sizes="(max-width: 454px) 100vw, 454px" />Koncern z Mountain View niepodzielnie panował w roku 2013 w reklamie internetowej, kontrolując  33 procent całego rynku &#8211; jak wynika chociażby z raportu eMarketer. A w reklamie mobilnej poczyna sobie jeszcze śmielej.  Jego udział w tym segmencie przekracza nawet 50 procent. Rynek reklamy mobilnej nadal nie jest co prawda najchętniej eksplorowany przez największych reklamodawców, analitycy &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/pr-i-marketing/marketing-reklama/google-hegemonem-reklamy-w-2013">Google hegemonem reklamy w roku 2013</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<img width="454" height="323" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/108805307_c43af20f59.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" srcset="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/108805307_c43af20f59.jpg 454w, https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/108805307_c43af20f59-300x213.jpg 300w" sizes="(max-width: 454px) 100vw, 454px" /><div class="pf-content"><p><b>Koncern z Mountain View niepodzielnie panował w roku 2013 w reklamie internetowej, kontrolując  33 procent całego rynku &#8211; jak wynika chociażby z </b><a href="http://www.emarketer.com/Article/Google-Takes-Home-Half-of-Worldwide-Mobile-Internet-Ad-Revenues/1009966"><b>raportu eMarketer</b></a><b>. A w reklamie mobilnej poczyna sobie jeszcze śmielej.  Jego udział w tym segmencie przekracza nawet 50 procent. </b></p>
<p>Rynek reklamy mobilnej nadal nie jest co prawda najchętniej eksplorowany przez największych reklamodawców, analitycy są jednak pewni, że w najbliższej przyszłości sytuacja się zmieni. Dynamika wzrostu nie pozostawia wątpliwości &#8211; wydatki na reklamę mobilną rosną w <a href="http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,14753964,Rynek_reklamy_w_sieci_rosnie__Najszybciej___reklamy.html">tempie 145 procent rocznie</a>. Komu przypadnie największy kawałek tortu? Na razie nie wydaje się, by Google miało poważnych konkurentów, choć spore ambicje mają absolutnie wszyscy.</p>
<p>Przesunięcie budżetów reklamowych w stronę reklamy mobilnej jest naturalnym podążaniem za internautą, który coraz więcej czasu spędza przyklejony do ekranu smartfona lub tabletu. Urządzenia przenośne w codziennych zastosowaniach nieubłaganie wypierają PC-ty, których sprzedaż ciągle spada. Dla firm, które swój model biznesowy oparły o wpływy reklamowe, dostosowanie się do zmieniających się trendów to więc być albo nie być. Wszyscy najwięksi gracze zdają sobie z tego sprawę. Facebook, który za zaniedbania w tej kwestii <a href="http://www.reuters.com/article/2013/01/31/us-facebook-results-idUSBRE90T1DA20130131">dostał czerwoną kartkę od akcjonariuszy</a>; Twitter, który szybko musi udowodnić, że może zarabiać i Yahoo, które pod kierownictwem Marissy Mayer udowadnia, że jeszcze się liczy.</p>
<p><span id="more-3254"></span></p>
<p>Mimo że pracowicie nadrabiają zaległości, wciąż pozostają daleko w tyle za liderem. Facebook, drugi na podium, ma „zaledwie” 15,8 procent rynku, co w porównaniu do ponad 53 procent Google nie wygląda imponująco. Twitter to tylko 1,85 procent i mglista obietnica wzrostów, a Yahoo w ogóle nie załapało się do zestawienia. Dawna portalowa potęga dopiero zaczyna szukać dla siebie miejsca przy stole, a niedawny zakup serwisu mikroblogowego Tumblr być może okaże się krokiem we właściwym kierunku.</p>
<p>Na razie statystyki są jednak jednoznaczne. Google z 1/3 udziałów na rynku reklamy internetowej jest liderem &#8211; a w segmencie mobilnym nawet nie daje rywalom szans na podjęcie walki.</p>
<p>Hegemonia giganta z Mountain View może niepokoić zresztą nie tylko jego internetowych rywali. Holdingi, które w reklamie rozdawały karty na długo przed tym zanim Larry Page spotkał Sergeya Brina, od kilku lat bezradnie przyglądały się rosnącej potędze z Doliny Krzemowej . W końcu zaczęły jednak działać<a href="http://www.reuters.com/article/2013/11/21/us-omnicom-publicis-idUSBRE9AK12F20131121">. Fuzja Omnicom i Publicis</a>, dwóch z trzech największych graczy na rynku reklamowym, to <a href="http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/konkurencyjnosc-i-oszczednosci-polska-branza-o-fuzji-publicisu-i-omnicomu">według wielu komentatorów</a> próba złamania monopolu Google’a. Amerykański Omnicom, do którego należy m.in. DBB, BBDO, TBWA, wraz z francuskim Publicisem, właścicielem Leo Burnett, Saatchi &amp; Saatchi i Starcomu, stworzą Publicis Omnicom Group, którego łączne obroty przekroczą 22 miliardów dolarów.</p>
<p>Trzeci z „wielkich”, brytyjski WPP, zostanie więc w tyle, ale nie wydaje się, że to właśnie było celem. Omnicom, Publicis i WPP rywalizowały bowiem od lat, okopując się na z góry ustalonych pozycjach i mariaż nikomu nie przyszedłby do głowy, gdyby gra nadal toczyła się według dawnych zasad. Pojawienie się Google, który w niedługim czasie zajął najbardziej perspektywiczne segmenty rynku reklamowego, oraz nieustanne spadki w pozostałych segmentach zburzyły jednak stary ład. Dawni królowie muszą dziś walczyć z młodymi wilkami, wśród których Google to zdecydowanie samiec alfa.</p>
<p><em><em>Zdjęcie: </em></em><a href="http://www.flickr.com/photos/keso/ " target="_blank">keso s</a><em><em> / Flickr Cc</em></em></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/pr-i-marketing/marketing-reklama/google-hegemonem-reklamy-w-2013">Google hegemonem reklamy w roku 2013</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/pr-i-marketing/marketing-reklama/google-hegemonem-reklamy-w-2013/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dziennikarze a media społecznościowe</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/dziennikarze-media-spolecznosciowe</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/dziennikarze-media-spolecznosciowe#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Piskozub]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 Nov 2013 13:12:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Dziennikarstwo Branżowe]]></category>
		<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Facebook]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[media społecznościowe]]></category>
		<category><![CDATA[nowe media]]></category>
		<category><![CDATA[Twitter]]></category>
		<category><![CDATA[źródła dziennikarskie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=3076</guid>

					<description><![CDATA[<p><img width="640" height="403" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/twitter.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" srcset="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/twitter.jpg 640w, https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/twitter-300x188.jpg 300w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" />Według badania zorganizowanego przez globalną grupę public relations, ECCO International, dziennikarze postrzegają media społecznościowe bardziej jako szansę na uzupełnienie własnej pracy, niż zagrożenie dla całej profesji dziennikarskiej. &#160; Wspomniana powyżej ankieta została przeprowadzona w styczniu i lutym bieżącego roku na reprezentatywnej próbie 1149 dziennikarzy z 12 krajów, wśród których, poza Polską, wzięli udział pracownicy mediów &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/dziennikarze-media-spolecznosciowe">Dziennikarze a media społecznościowe</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<img width="640" height="403" src="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/twitter.jpg" class="attachment-small size-small wp-post-image" alt="" loading="lazy" style="margin-bottom:10px;" srcset="https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/twitter.jpg 640w, https://pl.ejo-online.eu/wp-content/uploads/twitter-300x188.jpg 300w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /><div class="pf-content"><p><b>Według badania zorganizowanego przez globalną grupę public relations, ECCO International, dziennikarze postrzegają media społecznościowe bardziej jako szansę na uzupełnienie własnej pracy, niż zagrożenie dla całej profesji dziennikarskiej. </b></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wspomniana powyżej ankieta została przeprowadzona w styczniu i lutym bieżącego roku na reprezentatywnej próbie 1149 dziennikarzy z 12 krajów, wśród których, poza Polską, wzięli udział pracownicy mediów ze Szwecji, Szwajcarii, Czech, Brazylii, Australii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Stanów Zjednoczonych, Węgier, Republiki Południowej Afryki, Wielkiej Brytanii i Włoch. Badanie dotyczyło przyzwyczajeń i preferencji dziennikarskich w czasie korzystania z mediów społecznościowych.<span id="more-3076"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Nowe źródło informacji</b></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wyniki ankiety dowodzą, że dziennikarze wykorzystują media społecznościowe do analizowania opinii publicznej, szybkiego gromadzenia i prezentowania wiadomości oraz jako narzędzie do budowania własnego zaplecza informacyjnego. Bardziej interaktywne metody pracy medialnej oferowane przez media społecznościowe, takie jak pozyskiwanie tłumu internautów do własnych badań, przeprowadzanie wywiadów online czy współpraca z rozmaitymi organizacjami public relations mają – zdaniem dziennikarzy – znaczenie drugorzędne. Aż 87% badanych traktuje media społecznościowe raczej jako uzupełnienie tradycyjnego dziennikarstwa, niż jako jego zagrożenie. Ta konstatacja jest szczególnie interesująca w obliczu przeobrażeń w obrębie mediów, gdy wydania papierowe gazet ulegają systematycznemu wyparciu na rzecz wydań online, a platformy społecznościowe zyskują miano oficjalnego kanału komunikowania się z obywatelami na płaszczyźnie politycznej (wystarczy przywołać przypadek Radosława Sikorskiego i jego konta na Twitterze) czy z odbiorcami mediów (jak choćby niedawna kłótnia Krzysztofa Bosaka i Jarosława Kuźniara o sprawę ataku na Kubę Wojewódzkiego, która w istocie dotykała problemu statusu dziennikarza w rzeczywistości społeczno-politycznej; owa wymiana poglądów również odbyła się za pomocą Twittera). Traktowanie mediów społecznościowych jako uzupełnienia tradycyjnego dziennikarstwa, choć szlachetne w odniesieniu do korzeni pracy dziennikarskiej, może siłą rzeczy poprowadzić do momentu, w którym media społecznościowe same staną się częścią dziennikarstwa tradycyjnego (telewizja w początkowych latach swego rozwoju też wydawała się wtórna w stosunku do radia).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Facebook najpopularniejszy, Twitter wzmacnia pozycję</b></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Najpopularniejszą platformą społecznościową wśród respondentów okazał się Facebook, na który wskazało 86% ankietowanych. Wyjątkiem od reguły jest przypadek Wielkiej Brytanii, gdzie od dłuższego już czasu dominuje LinkedIn. Dopiero drugie miejsce zajmuje Twitter (do posiadania na nim konta przyznaje się 61% badanych dziennikarzy), jednak, co ciekawe, w Polsce, Czechach i na Węgrzech drugą pozycję okupuje znacznie młodsza niż Twitter platforma Google+. Analiza wykorzystywania platform społecznościowych do samej pracy dziennikarskiej wykazała jednak, że Twitter jest pierwszym wyborem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (93%), Wielkiej Brytanii (75%), Republice Południowej Afryki (68%) i w Szwecji (50%). W przytoczonych wyżej krajach Europy Środkowo-Wschodniej (Polska, Czechy, Węgry) Twitter jest statystycznie wykorzystywany do pracy tylko przez co czwartego dziennikarza, podczas gdy Facebook przez 71% badanych. Uwzględniając ostatnie trendy medialne wydaje się, że Twitter będzie dziennikarskim narzędziem dla coraz większej grupy pracowników mediów w Polsce, zwłaszcza dla elitarnego grona dziennikarzy, którzy już teraz wykorzystują go jako platformę debaty nad ważkimi problemami społeczno-politycznymi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>E-mail popularniejszy niż kontakt osobisty – ale nie w Polsce</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Według przeprowadzonego badania aż 90% polskich dziennikarzy wykorzystuje kontakt osobisty i rozmowy telefoniczne jako podstawowe źródła zdobywania informacji w codziennej pracy. Dla porównania w podobny sposób gromadzi dane tylko 59% brytyjskich dziennikarzy, znacznie częściej (80% badanych) przyznając się do pracy za pomocą korespondencji mailowej (media społecznościowe w pierwszym wyborze wskazało tylko 17% ankietowanych). W skali globalnej najważniejszymi źródłami dla dziennikarza okazały się odpowiednio: e-mail (75%), kontakt osobisty (70%) i wyszukiwarki internetowe (68%). Z punktu widzenia profesjonalizmu dziennikarskiego sposób pracy rodzimych dziennikarzy jawi się jako najbardziej rzetelny – kontakt osobisty i rozmowy telefoniczne pozwalają na większy poziom weryfikowania otrzymywanych informacji, niż ma to miejsce za pomocą korespondencji elektronicznej. Jednak ta społeczna ostrożność musi zostać skonfrontowana ze systemem dzisiejszej pracy dziennikarskiej, w którym gwałtowny przepływ informacji determinuje potrzebę szybkiego ich publikowania. Dlatego też konieczne jest znalezienie równowagi pomiędzy mozolną weryfikacją danych, wpływającą na dziennikarski profesjonalizm, a koniecznością nieustannego zaspokajania potrzeb odbiorców mediów w dynamicznej rzeczywistości globalnej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Nie ma się czego bać</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tylko ponad połowa (55%) badanych dziennikarzy w Polsce zgodziła się ze stwierdzeniem, że gwałtowny przepływ informacji w mediach społecznościowych i komunikacyjny chaos w ich obrębie wynikający z braku kontroli może stanowić zagrożenie dla standardów pracy dziennikarskiej, podczas gdy w ujęciu międzynarodowym z tą tezą zgodziło się 77% ankietowanych pracowników mediów. Trzech na czterech ze wszystkich badanych dziennikarzy przyznało się, że nigdy nie uczestniczyło w żadnym szkoleniu na temat mediów społecznościowych. Pomimo to ponad połowa (55%) pytanych uważa, że posiada choćby „średnie” kompetencje do pracy z nimi, a 37% określa stan swojej wiedzy o platformach społecznościowych jako „bardzo dobry”.</p>
<p>Zastanawia przede wszystkim fakt stosunku polskich dziennikarzy do zagrożeń wynikających z pracy za pomocą mediów społecznościowych. Pytanie, na ile jest on wynikiem lekceważenia rozwoju technologicznego i wynikających z niego konsekwencji, na ile przejawem ignorancji, a na ile rzetelnym osądem sytuacji platform społecznościowych?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center">*****</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Podsumowując wyniki przedstawionych wyżej badań, stwierdzić możemy, iż statystyczny polski dziennikarz okazuje się osobą przywiązaną do tradycyjnych metod pozyskiwania źródeł dziennikarskich, niekoniecznie dostrzegającą problemy związane z nowymi mediami, a przy tym (jak dotychczas) w stosunku do nich względnie nieufną. Należy docenić akcentowanie przez rodzimych pracowników mediów form zdobywania lokalnej wiedzy, jednak wydaje się rzeczą konieczną, by analiza globalnych trendów dziennikarskich została w Polsce przyjęta jako przyczynek do dyskusji nad kierunkami rozwoju dziennikarstwa. Otwarcie się na media społecznościowe nie jest zaletą samą w sobie, jednak by móc wartościować korzyści i zagrożenia z nich płynące, dziennikarze muszą być świadomi pełnego spektrum możliwości, jakie owe media dają.</p>
<p>Więcej o badaniu <a href="http://www.bizcommunity.com/Article/196/424/96344.html" target="_blank">tutaj.</a></p>
<p>Zdjęcie: <a href="http://www.flickr.com/photos/kenlee/" target="_blank"><em>Ken Lee</em></a><em>/ CC Flickr</em></p>
<p>&nbsp;</p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/dziennikarze-media-spolecznosciowe">Dziennikarze a media społecznościowe</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/dziennikarze-media-spolecznosciowe/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Google a cenzura stron internetowych w Indiach</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/google-a-cenzura-stron-internetowych-w-indiach</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/google-a-cenzura-stron-internetowych-w-indiach#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Philip Di Salvo]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 16:11:08 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[cenzura Internetu]]></category>
		<category><![CDATA[Facebook]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[Indie]]></category>
		<category><![CDATA[Yahoo]]></category>
		<category><![CDATA[zniesławienie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1882</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z Indii płyną ostatnio złe informacje, które niektórzy widzą jako nowe zagrożenie dla największej demokracji świata. Firma Google przyznała, że na życzenie indyjskich sądów blokowała zawartość uznaną za obraźliwą w stosunku do indyjskiej polityki i religii. Muzułmański lider religijny, Mufti Aijaz Arshad Qasmi, uznał 22 strony internetowe za agresywne i nawoływał do podjęcia działań prawnych &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/google-a-cenzura-stron-internetowych-w-indiach">Google a cenzura stron internetowych w Indiach</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="pf-content"><p><strong><img loading="lazy" class="alignleft" title="ind" src="http://it.ejo.ch/wp-content/uploads/google_india_logo.jpg" alt="" width="294" height="104" />Z Indii płyną ostatnio złe informacje, które niektórzy widzą jako nowe zagrożenie dla największej demokracji świata. </strong></p>
<p>Firma Google <a href="http://www.ibtimes.com/articles/295161/20120208/google-kneels-before-indian-censorship-god-objectionable.htm">przyznała</a>, że na życzenie indyjskich sądów blokowała zawartość uznaną za obraźliwą w stosunku do indyjskiej polityki i religii. Muzułmański lider religijny, Mufti Aijaz Arshad Qasmi, uznał 22 strony internetowe za agresywne i nawoływał do podjęcia działań prawnych przeciwko stronom i firmom hostingowym. Google odpowiedziało na skargi sądów usuwaniem lub blokowaniem stron internetowych w Indiach.</p>
<p>Usuwanie zawartości internetowej jest w Indiach możliwe dzięki nowemu prawu, wprowadzonemu w ubiegłym roku. Czyni ono firmy odpowiedzialnymi za treści opublikowane na ich stronach. <span id="more-1882"></span>Jeżeli w stosunku do danej strony zgłoszona zostanie skarga, a sąd wystąpi z wnioskiem o jej zablokowanie, firma wymieniona we wniosku ma 36 godzin na usunięcie zawartości, zanim zostanie wniesione oskarżenie.</p>
<p>Spośród 22 firm, które pozwał Qasmi, Google najczęściej <a href="http://mashable.com/2012/02/06/google-facebook-india/">stosowało się </a>do nakazów sądu, podczas gdy Facebook, Yahoo i inne podmioty podjęły walkę. W niektórych przypadkach firmy stosowały strategie, który miały obronić je poprzez wykazanie braku zaangażowania w „obraźliwą” zawartość. Facebook wskazywał, że zawartość na stronach serwisu jest dostarczana przez użytkowników, a firma nie ma bezpośrednich związków ze zdjęciami, obrazami i materiałami wideo umieszczanymi na platformie społecznościowej.</p>
<p>Yahoo, które kolejny raz miało stawić się w sądzie 1 marca, również stosowało strategię obronną „strony trzeciej”. Firma utrzymywała, że jej rolą jest jedynie sprzedaż usług mailingowych i czatów użytkownikom. W tym samym czasie indyjski rzecznik Google Gaurav Bhaskar wskazał, że w stosunkach z lokalnym wymiarem sprawiedliwości i w odniesieniu do spraw sądowych Google stosuje swoją normalną politykę.</p>
<p>Obserwatorzy zauważają jednak, jak szybko strony internetowe są przez Google blokowane prewencyjnie, w celu uniknięcia spraw sądowych. Wielu wątpi, czy <a href="http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2012/feb/07/internet-censorship-india-democracy?newsfeed=true">demokracja w Indiach</a> wciąż ma się dobrze, zważywszy na niedawne <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/2011_Indian_anti-corruption_movement">protesty antykorupcyjne</a>, które wydają się potwierdzać te obawy. W międzyczasie, strona internetowa należąca do Qasami’ego – niesławna fatwaonline.in – została zaatakowana przez <a href="http://www.hindustantimes.com/technology/SocialMedia-Updates/Website-of-petitioner-against-Facebook-Google-defaced/SP-Article1-807865.aspx">anonimowych hakerów</a>. Sprawcy umieścili na niej ostrzeżenie: <em>„Chyba lepiej nie wkurzać portali społecznościowych”</em> („<em>Probably best not to piss the social networking sites off</em>”).</p>
<p>Statystyki <a href="http://www.google.com/transparencyreport/governmentrequests/IN/">Google Transparency</a> pokazują, że w okresie od stycznia do czerwca 2011 roku, indyjskie władze zażądały usunięcia treści 68 razy. Większość z nich została usunięta pod szyldem „zniesławienia” i „krytyki rządu”. Indie nie są jednak odosobnionym przypadkiem. Podobne próby cenzury Internetu zdarzają się w najsilniejszych demokracjach na całym świecie. Wnioski o blokowanie stron zdarzały się w <a href="http://www.google.com/transparencyreport/governmentrequests/DE/">Niemczech</a> (125), Stanach Zjednoczonych (92), Wielkiej Brytanii (65), we Włoszech (36) i w Szwajcarii (poniżej 10).</p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/google-a-cenzura-stron-internetowych-w-indiach">Google a cenzura stron internetowych w Indiach</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/google-a-cenzura-stron-internetowych-w-indiach/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Łabędzi śpiew trzech magnatów</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/1620</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/1620#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Stephan Russ-Mohl]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 19 Aug 2011 14:39:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomika Mediów]]></category>
		<category><![CDATA[Facebook]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[koncentracja własności w mediach]]></category>
		<category><![CDATA[koncerny medialne]]></category>
		<category><![CDATA[Larry Page]]></category>
		<category><![CDATA[Leo Kirch]]></category>
		<category><![CDATA[Mark Zuckerberg]]></category>
		<category><![CDATA[media i polityka]]></category>
		<category><![CDATA[New York Times]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina Ochs-Sulzberger]]></category>
		<category><![CDATA[Rupert Murdoch]]></category>
		<category><![CDATA[Silvio Berlusconi]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1620</guid>

					<description><![CDATA[<p>To było jak oglądanie filmu z przedwczoraj. Nagle cała ich trójka pojawiła się z powrotem: Leo Kirch, Silvio Berlusconi i Rupert Murdoch – magnaci, którzy mocno namieszali w europejskim przemyśle medialnym w latach 80. i 90. XX w. Najpierw zobaczyliśmy nekrologi pierwszego, którego imperium podupadło lata temu. Ostatnio dwóch pozostałych pojawiało się na pierwszych stronach &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/1620">Łabędzi śpiew trzech magnatów</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="pf-content"><p><img loading="lazy" class="alignleft" title="swan" src="http://farm3.static.flickr.com/2156/2229003367_79a4b08e12.jpg" alt="" width="200" height="300" /><strong>To było jak oglądanie filmu z przedwczoraj.</strong></p>
<p>Nagle cała ich trójka pojawiła się z powrotem: Leo Kirch, Silvio Berlusconi i Rupert Murdoch – magnaci, którzy mocno namieszali w europejskim przemyśle medialnym w latach 80. i 90. XX w. Najpierw zobaczyliśmy nekrologi pierwszego, którego imperium podupadło lata temu. Ostatnio dwóch pozostałych pojawiało się na pierwszych stronach gazet ze względu na ich pozbawione skrupułów nadużywanie władzy. Przyniosło ono skutki w postaci skandalu w mediach i zapewne wielu nieprzespanych nocy w obliczu widowiskowego pozbawienia władzy.</p>
<p>Zbliża się chwila, w której tych dwóch łajdaków będzie musiało się wycofać. Prawdopodobnie ich imperia rozpadną się w jakiś sposób, nawet jeśli Berlusconi nadal wolałby – na przyszłych imprezach bunga bunga – pozostawać w centrum zainteresowania, aż do osiągnięcia dojrzałego wieku stu lat. To odciągałoby uwagę mediów od brudnych interesów i afer związanych z polityką, w której obszarze święci triumfy tylko w tworzeniu prawa, które bezpośrednio wspiera jego interesy gospodarcze lub chroni go przed postępowaniem karnym.</p>
<p><span id="more-1620"></span></p>
<p>Kto jednak zastąpi tę trójkę? Niestety, w zasięgu wzroku nie ma wielu rodzin przedsiębiorców, takich jak Ochs-Sulzberger – która to z pokolenia na pokolenie ochrania „New York Times” przed burzliwym otoczeniem, umożliwiając swoim redakcjom serwowanie w interesie publicznym wysokiej jakości dziennikarstwa. To raczej internetowi pionierzy, jak Mark Zuckerberg od Facebooka czy Larry Page z Google, będą przewodzili nowemu pokoleniu medialnych przedsiębiorców – ludzi od udanych przedsięwzięć związanych z sieciami społecznymi i wyszukiwarkami internetowymi, świadomych tego, że muszą w jakiś sposób dostarczać dziennikarskich treści, mimo bycia nieświadomymi, jak wygląda dziennikarstwo dobrej jakości.</p>
<p>Opublikowano w <em>Die Furche</em>, 4 sierpnia 2011.</p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/1620">Łabędzi śpiew trzech magnatów</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/ekonomika-mediow/1620/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dobry wujek Google</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/dziennikarstwo-polityczne/dobry-wujek-google</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/dziennikarstwo-polityczne/dobry-wujek-google#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Kuś]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 04 Mar 2011 00:53:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Dziennikarstwo Branżowe]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[innowacje w dziennikarstwie]]></category>
		<category><![CDATA[International Press Institute]]></category>
		<category><![CDATA[Knight Foundation]]></category>
		<category><![CDATA[Knight News Challenge]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1422</guid>

					<description><![CDATA[<p>Google wspiera grantami innowacyjne projekty dziennikarskie. Firma Google zdaje się czynem odpowiadać na zarzuty branży prasowej, oskarżającej często amerykańskiego giganta o to, iż w znaczący sposób przyczynia się do upadku prasy drukowanej. Namacalnym dowodem jest tutaj 5 milionów dolarów, które Google przeznaczyło jesienią ubiegłego roku na wspieranie wszelkiego rodzaju innowacji w mediach, nie tylko zresztą &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/dziennikarstwo-polityczne/dobry-wujek-google">Dobry wujek Google</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="pf-content"><div style="width: 205px" class="wp-caption alignleft"><img loading="lazy" title="fm" src="http://www.freemedia.at/uploads/tx_templavoila/60_years_celebration_08.jpg" alt="" width="195" height="167" /><p class="wp-caption-text">Źrodło: freemedia.at</p></div>
<p><strong>Google wspiera grantami innowacyjne projekty dziennikarskie.</strong></p>
<p>Firma Google zdaje się czynem odpowiadać na zarzuty branży prasowej, oskarżającej często amerykańskiego giganta o to, iż w znaczący sposób przyczynia się do upadku prasy drukowanej.</p>
<p>Namacalnym dowodem jest tutaj 5 milionów dolarów, które Google przeznaczyło jesienią ubiegłego roku na wspieranie wszelkiego rodzaju innowacji w mediach, nie tylko zresztą drukowanych. Około 2 milionów dolarów z tego funduszu otrzymała już amerykańska Fundacja Knighta, dokładniej zaś prowadzony przez nią program <a href="http://www.newschallenge.org/index.htm">Knight News Challenge</a>.</p>
<p><span id="more-1422"></span></p>
<p>Obecnie, 2,7 miliona dolarów trafiło natomiast na konta International Press Institute (IPI), z siedzibą w Wiedniu. IPI w terminie 23 lutego-1 czerwca zbierać będzie propozycje wsparcia projektów, które mogą się przyczynić do jakościowego rozwoju dziennikarstwa w Europie, Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie.  Środki te, przyznawane w drodze konkursu, trafić mogą zarówno do podmiotów komercyjnych, jak również organizacji non-profit.</p>
<p>Więcej informacji na ten temat na stronie <a href="http://www.freemedia.at/singleview/5363/">IPI</a></p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/dziennikarstwo-polityczne/dobry-wujek-google">Dobry wujek Google</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/dziennikarstwo-polityczne/dobry-wujek-google/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy Google uratuje dziennikarstwo?</title>
		<link>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/czy-google-uratuje-dziennikarstwo</link>
					<comments>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/czy-google-uratuje-dziennikarstwo#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Stephan Russ-Mohl]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 06 Aug 2010 18:09:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[blogosfera]]></category>
		<category><![CDATA[Eric Schmidt]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[How to Save the News]]></category>
		<category><![CDATA[James Fallows]]></category>
		<category><![CDATA[przejrzystość mediów]]></category>
		<category><![CDATA[The Atlantic Monthly]]></category>
		<category><![CDATA[wyszukiwarki internetowe]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo.ch/?p=862</guid>

					<description><![CDATA[<p>Die Furche, 27 maja 2010 Osoba, która nałogowo serfuje w blogosferze i mediach społecznościowych, uzależniona od nowych informacji, może być czasem zdziwiona, jak wiele uwagi przyciąga często jedna informacja umieszczona na blogu. Na przykład ostatnio duże poruszenie wywołał swoim artykułem amerykański dziennikarz, James Fallows, piszący w The Atlantic Monthly. Krążył on wokół kwestii przyszłości dziennikarstwa &#8230;</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/czy-google-uratuje-dziennikarstwo">Czy Google uratuje dziennikarstwo?</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="pf-content"><p><em>Die Furche, 27 maja 2010</em><em><br />
</em></p>
<p><strong><img loading="lazy" class="alignleft" src="http://farm3.static.flickr.com/2219/2209205063_1af3fa76cf.jpg" alt="" width="240" height="160" />Osoba, która nałogowo serfuje w blogosferze i mediach społecznościowych, uzależniona od nowych informacji, może być czasem zdziwiona, jak wiele uwagi przyciąga często jedna informacja umieszczona na blogu.</strong></p>
<p>Na przykład ostatnio duże poruszenie wywołał swoim <a href="http://www.theatlantic.com/magazine/archive/2010/06/how-to-save-the-news/8095/3/">artykułem</a> amerykański dziennikarz, James Fallows, piszący w <em>The Atlantic Monthly</em>. Krążył on wokół kwestii przyszłości dziennikarstwa i w efekcie zwrócił uwagę znawców mediów, zaniepokojonych przyszłością profesji.  Najpewniej dlatego, że wykonał manewr pod prąd. Od wielu lat bowiem, biorąc pod uwagę dziennikarstwo amerykańskie, jedna zła wiadomość następowała po drugiej, tysiące dziennikarzy straciło pracę, wiele redakcji zostało okrojonych.</p>
<p><span id="more-862"></span></p>
<p>W swoim artykule Fallows oświadcza zaś, że potencjalnym zbawicielem dziennikarstwa jest Google. Przedsiębiorstwo, które przez długi czas wytrwale deklarowało, że nie chce mieć nic do czynienia z produkcją zawartości, zaczyna na nowo obmyślać swoją strategię. Według Fallowsa, zaczęto w Google uznawać, że wyszukiwarki internetowe mogą stać się bezużyteczne, jeśli będą oferować kiepskie treści zamiast wartościowego dziennikarstwa. Dlatego też wydaje się, że Google ma możliwość podjęcia szeregu inicjatyw, które mogą zapewnić dobry byt dziennikarstwa w przyszłości, mimo iż teraz  znajduje się ono nadal blisko krawędzi.</p>
<p>Biorąc pod uwagę taką zmianę perspektywy, wielu podekscytowanych czytelników może przeoczyć jeden szczegół, hamujący euforyczne nastroje. Szczegół ten leży w sposobie przygotowania tekstu przez Fallowsa. Respektując amerykańskie standardy przejrzystości dziennikarstwa, autor ujawnia, że jest bliskim znajomym Erica Schmidta, dyrektora generalnego Google. Oczywiście, to zapewne otworzyło Fallowsowi drzwi do firmy &#8211; tylko kilku innych dziennikarzy mogło bowiem uzyskać taki dostęp. Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy Fallows zachował należycie krytyczne podejście w swoim artykule.</p>
<p>Z tego względu powinniśmy czytać artykuł Fallowsa również nieco pod prąd. Co najmniej natomiast można rozważać fakt, iż dziennikarz znalazł się pod wpływem spin doktorów Google. Tym bardziej,  że firma ostatnimi czasy, z różnych powodów, była na cenzurowanym &#8211; teraz zatem potrzebuje, jak nigdy, sojuszników wśród dziennikarzy takich jak Fallows.</p>
<p>Źródło: James Fallows, <a href="http://www.theatlantic.com/magazine/print/2010/06/how-to-save-the-news/8095/">How to Save the News</a> (<em>The Atlantic Monthly</em>, czerwiec 2010)</p>
</div><p>The post <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/czy-google-uratuje-dziennikarstwo">Czy Google uratuje dziennikarstwo?</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://pl.ejo-online.eu">Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie - EJO</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://pl.ejo-online.eu/nowe-media/czy-google-uratuje-dziennikarstwo/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>

<!--
Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: https://www.boldgrid.com/w3-total-cache/

Object Caching 131/161 objects using disk
Page Caching using disk: enhanced 
Minified using disk
Database Caching using disk

Served from: pl.ejo-online.eu @ 2020-12-30 22:00:48 by W3 Total Cache
-->