Google posądzane o cenzurę

2 września 2014 • Wolność Prasy • by

Przepisy UE dające jednostkom „prawo do bycia zapomnianym” (ang. right to be forgotten) w Internecie zostały skrytykowane przez brytyjskich dziennikarzy po tym, jak Google usunęło linki do ich artykułów w swojej wyszukiwarce. Robert Peston, redaktor w dziale ekonomicznym BBC News, posądził ostatnio Google o cenzurę i powiedział, że przepisy „ograniczą wolność wypowiedzi i stłumią prawo dziennikarzy do informowania, które leży w publicznym interesie”. The Guardian opisał tę dyrektywę jako „spore wyzwanie dla wolności prasy”.

Prawo do bycia zapomnianym zostało zastosowane przeciwko Google w maju bieżącego roku, jako następstwo apelacji złożonej w Trybunale Sprawiedliwości przez hiszpańskiego prawnika. Trybunał nakazał usunięcie z hiszpańskiej wyszukiwarki Google informacji o odzyskaniu przez prawnika domu w 1998 r. oraz umożliwił usunięcie wszelkich innych informacji uznanych za „nieadekwatne, bez znaczenia lub obecnie nieznaczące” na żądanie zainteresowanego obywatela. Od tego czasu Google zarejestrowało w Europie ponad 70 tysięcy żądań usunięcia linków do ponad 267 tysięcy stron.

Wśród pierwszych usuniętych artykułów znajdował się wpis na blogu napisany przez Roberta Pestona w 2007 roku, krytycznie oceniający jednego ze znanych bankierów oraz artykuł z 2010 roku z Guardiana, w którym opisywano sędziego piłkarskiego, który kłamał w sprawie błędnie podyktowanego rzutu karnego. W obu tych przypadkach dziennikarze, którzy napisali artykuły, zasłaniali się działaniem w imieniu interesu publicznego. Google po apelacji Guardiana odstąpiło od usunięcia artykułu dotyczącego sędziego piłkarskiego. Eksperci zajmujący się mediami mówią, że niezdecydowanie Google co do linków, które mają usunąć, pokazało, że nie można wymagać od korporacji osądu w sprawie usuwania artykułów z Internetu.

Mark Stephens, londyński prawnik zajmujący się problematyką mediów, argumentuje, że „utrzymywanie mediacji odpowiedzialnej za decyzję, która informacja leży w interesie publicznym, jest niebezpieczna i niewykonalna: na samym Google występuje ponad 100 miliardów operacji wyszukiwania miesięcznie, które w teorii mogłyby zostać poddane weryfikacji autentyczności i adekwatności, a także zgodności z prawem”.

Stephens uważa, że nowa dyrektywa będzie stronnicza wobec wysoko postawionych grup społecznych. „Ten daleko idący wyrok prawdopodobnie bardziej pomoże wpływowym ludziom manipulować w historii, niż pozwoli jednostkom na większą kontrolę swojej tożsamości w Internecie” – napisał tuż po ogłoszeniu dyrektywy. Organizacja Indeks Cenzury (The Index on Censorship) również próbuje zmierzyć się z nowym prawem. W swoim oświadczeniu organizacja napisała, że „ przypomina to sytuację, w której rząd przekazuje bibliotekarzom władzę do decydowania o książkach, które ludzie mogą przeczytać (w zależności od społecznego zapotrzebowania), a później zamyka do tych książek dostęp”. Działacze organizacji mówią, że Google celowo zastosowało nowe prawo bardzo liberalnie, żeby stworzyć dyrektywie zły wizerunek i podkreślić jej wady.

Paul Bernal, wykładowca prawa mediów i własności intelektualnej na Uniwersytecie Anglii Wschodniej, uważa, że decyzją Google było usunięcie linków do artykułów autorstwa uznanych nazwisk w świecie dziennikarstwa, takich jak Robert Peston czy komentator Guardiana, Roy Greenslade, mając nadzieję, że takie działania zwrócą uwagę na problem cenzurowania prasy.

Bernal jest jednym z wielu obrońców prywatności, który uważa, że nowa dyrektywa Trybunału Sprawiedliwości mimo swoich niejasności i trudności w zastosowaniu jest słuszna. W jego opinii, koncepcja powinna zostać doprecyzowana oraz wprowadzona w życie jako część nowego unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych. „Prawidłowo wykonana reforma, napisana lepszym językiem, zawierająca odpowiednią wersję prawa do bycia zapomnianym, jest najlepszym rozwiązaniem” – powiedział Bernal. „Jeżeli dyrektywa wprowadzona zostałaby szybko zamiast jej podważania i opóźniania, wtedy wszyscy moglibyśmy zapomnieć o orzeczeniu dotyczącym hiszpańskiego Google i pójść dalej zarówno w prawnym jak i praktycznym znaczeniu. Myślę, że takie rozwiązanie jest korzystne dla wszystkich.”

Brytyjski minister sprawiedliwości Simon Hughes powiedział, że jednocześnie z utrzymaniem prawa obywateli do prywatności, rząd Wielkiej Brytanii musi również chronić wolność słowa. Powiedział również, że ludzie nie powinni zakładać, że mają „nieograniczone” prawo do usuwania materiałów o sobie z wyszukiwarek internetowych, dlatego że jest to niewygodne i w wielu przypadkach istnienie tych informacji leży w interesie publicznym. Google, który odpowiada za ponad 90% internetowych operacji wyszukiwania w Europie, twierdzi, że posiada setki pracowników (w tym prawników) zajmujących się ocenianiem wniosków o usunięcie informacji. Jak mówi rzecznik prasowy Google: „Jest to dla nas nowy i rozwijający się proces”.

Zdjęcie: Brian J. Matis / Flickr Cc

professional essay writers
where can i buy lisinopril
lasix en gout

best essay writing service
clonidine online
meds

buy Accutane online
buy Cialis online
writing an essay
generic ?levitra

Print Friendly, PDF & Email

Tagi, , , , , , ,

Send this to a friend