Miękka siła i telewizja

31 stycznia 2014 • Polityka Medialna • by

Dlaczego władze niektórych krajów mają potrzebę posiadania własnej telewizji? Czy po to, aby informować swoich obywateli o otaczającym ich świecie, czy raczej aby informować świat o życiu swoich obywateli?

Na to pytanie próbowano odpowiedzieć podczas seminarium zorganizowanego przez BBC World Service, Reuters Institute for the Study of Journalism oraz BBC Academy, które odbyło się 4 listopada 2013 roku. Badacze analizowali role i funkcje, jakie pełnią globalni nadawcy finansowani przez władze państwowe, tacy jak Al Jazeera czy chińska CCTV.

Do tej pory najpopularniejszym środkiem przekazu, dzięki któremu kraje komunikowały się ze sobą, było radio. Przykładem są tu takie rozgłośnie jak Voice of America czy BBC World Service. Jednak coraz więcej jest przypadków krajów, które posiadają własne kanały informacyjne w telewizji, nadające w innym języku niż urzędowy, co świadczy o tym, że ich grupą docelową jest społeczność międzynarodowa.

Stewart Purvis, profesor dziennikarstwa telewizyjnego na Uniwersytecie w Londynie, który prowadził debatę, stwierdził, że obecnie jesteśmy świadkami sytuacji, w której „potęgi z epoki Zimnej Wojny oraz nowe kraje, które zyskują coraz większe znaczenie polityczne, toczą globalną bitwę o wpływy”.

W trakcie seminarium przyglądano się kluczowym graczom: telewizji Russia Today, przemianowanej na RT, chińskiej CCTV, anglojęzycznej Al Jazeerze i jej arabskiej wersji, niemieckiej Deutsche Welle, europejskiej Euro News, francuskiemu kanałowi France 24 oraz irańskiej Press TV. Wszystkie te kanały to media publiczne. Większość otrzymuje wsparcie finansowe od państwa.

Pierwsze pytanie wydaje się oczywiste. Dlaczego rządzący wydają tyle pieniędzy na media?

Odpowiedzi na to pytanie udzielił Joseph Nye, znany politolog, autor koncepcji „soft power” czyli „miękkiej siły” [miękka siła, inaczej zwana inteligentną władzą, to zdolność narodu czy kraju do pozyskiwania sojuszników i zdobywania wpływów dzięki atrakcyjności własnej kultury, polityki i ideałów, a nie na drodze dominacji zbrojnej – przyp. tłum], której po raz pierwszy użył w 1991 roku. Zdaniem Nye’a skuteczne docieranie ze swoim przekazem do innych gwarantuje obecnie sukces na arenie międzynarodowej. „Dziś nie chodzi o to, kto wygrywa wojny. Dziś chodzi o to, czyja historia jest lepiej słyszalna” – powiedział w nagraniu video, które zostało odtworzone podczas konferencji.

Jego zdaniem to narracja jest dziś najważniejsza, a jej siła zależy od wiarygodności narratora, bo jeśli nie jesteś wiarygodny, nikt nie bierze na poważnie tego, co masz do powiedzenia. Bezceremonialna propaganda wyszła z użycia, nie przynosi skutku. „W epoce informacji, zdolność zbudowania własnej wiarygodności jest kluczowa” – mówi Nye.

Każdy może wypracować sobie tzw. miękką siłę oraz wiarygodność. Pojedyncze osoby, takie jak rozmaici specjaliści, pełniący funkcje ekspertów, czy gwiazdy rocka, grupy ludzi, organizacje pozarządowe. Dokładnie to robi Bono, lider zespołu U2, znany aktywista na rzecz zwalczania nierówności na świecie, czy brytyjska fundacja Oxfam. To z nimi rywalizują dziś rządy państw, które usiłują przebić się ze swoim przekazem. Bardzo dobrze udaje się to niektórym małym krajom, takim jak np. Norwegia czy Singapur. Większe kraje często radzą sobie z tym znacznie gorzej. Nawet wiarygodność Stanów Zjednoczonych zbudowana jest bardziej na dobrej opinii Hollywood czy Harvardu, niż amerykańskiego rządu.

Finansowane przez rządy media służą właśnie budowie wizerunku kraju na arenie międzynarodowej. Ale czy to się udaje?

CCTV, która rocznie dostaje od chińskiego rządu nawet 7 mld dolarów, nadaje w języku chińskim, angielskim, hiszpańskim, rosyjskim, arabskim oraz francuskim. Jej głównym obszarem zainteresowań jest to, co się dzieje w Afryce, w związku z wysokim zaangażowaniem inwestycyjnym Chin w tym regionie. Jianing Shen, szef europejskiego biura CCTV powiedział podczas seminarium, że jego stacja ma 70 biur zagranicznych, gdzie pracuje 446 osób, z czego 157 osób to osoby zatrudnione na miejscu.

Zdaniem ekspertów obecnych na seminarium stacja cieszy się sporą wiarygodnością, zwłaszcza w obszarze informowania o tym, co się dzieje w Afryce. Dr Xiaoling Zhang, dyrektor studiów nad współczesnymi Chinami z Uniwersytetu w Nottingham, zauważył, że stacja dość szczegółowo relacjonuje o sprawach związanych z prawami człowieka, rozwojem demokracji czy bieżącej sytuacji politycznej. Znacznie gorzej wychodzi jej informowanie o tym, co dzieje się w Chinach. Aby zbudować większą wiarygodność, telewizja musi w bardziej otwarty sposób relacjonować to, co dzieje się w chińskiej polityce.

Rosyjska telewizja RT nadaje w sumie w trzech językach: angielskim, arabskim i hiszpańskim. W zeszłym roku otrzymała równowartość 300 mln dolarów wsparcia od rosyjskiego rządu. Podczas seminarium RT była krytykowana przez Ofcom, brytyjskiego regulatora telewizyjnego, za jakość produkcji oraz stronniczość. Rosyjski prezydent, Władimir Putin, otwarcie przyznał bowiem, że RT ma być oficjalnym głosem Rosji i nie powinna krytykować poczynań państwa. Takie podejście stoi w sprzeczności z zasadami promowanymi przez Ofcom, głównie z zasadą bezstronności. Brytyjski regulator nie uznał rosyjskich argumentów, jakoby sam fakt współistnienia w przestrzeni medialnej różnych głosów kreował pluralizm i usprawiedliwiał brak bezstronności państwowego nadawcy.

Celem Al Jazeery, która nadaje po arabsku, angielsku, chorwacku oraz serbsku, jest relacjonowanie wydarzeń z  regionów, którymi inne stacje się nie interesują. Stacja jest hojnie sponsorowana przez Qatar Media Corp., która jest katarską spółką państwową. Podczas gdy anglojęzyczna wersja kanału jest dobrze oceniana jako dość wiarygodna i bezstronna, o tyle arabski kanał był bardzo krytykowany za stronnicze przedstawienia wydarzeń związanych z Arabską Wiosną, czyli powstaniem w kilku krajach Bliskiego Wschodu. Po tym, jak władze Kataru postanowiły wykorzystać telewizję jako narzędzie wywierania wpływu, stacja straciła swoją wiarygodność, a wielu jej dotychczasowych widzów wybrało RT lub arabski serwis BBC Arabic.

BBC, nadawca z najdłuższą tradycją i najbardziej ugruntowaną pozycją na świecie, świadomie używa swojej „miękkiej siły”. Jak powiedział Peter Horrocks, dyrektor BBC World Service, zadaniem tego kanału jest przekazywanie światu „brytyjskich wartości”. Tymi wartościami są między innymi wolność słowa oraz niezależność od wpływu władz.

Najistotniejszy wniosek, który płynie z seminaryjnych dyskusji, to przekonanie, że jeśli państwowi nadawcy chcą budować zasięg i docierać do coraz większej liczby odbiorców, muszą budować wizerunek mediów bezstronnych, kompetentnych i rzetelnych. Tylko dzięki temu będą traktowani poważnie. Jest to o tyle istotne, że stacje te działają w bardzo konkurencyjnym środowisku. Konkurują nie tylko z tradycyjnymi mediami, ale i z mediami społecznościowymi. Jak wynika z badań, już 8 procent Amerykanów pozyskuje informacje za pomocą Twittera, a 30 procent za pomocą Facebooka. Dzięki tym serwisom użytkownicy mogą jednocześnie korzystać z bardzo wielu źródeł wiadomości i porównywać je. To dodatkowe wyzwanie dla państwowych i publicznych nadawców.

Ale nadawcy telewizyjni mają wciąż bardzo silną pozycję. Jeśli jakiś przekaz zostaje zakwestionowany, odbiorcy nadal sięgają do tradycyjnych mediów, by przekonać się, jaka jest prawda. Tradycyjni nadawcy mają ogromny kredyt zaufania. Jednak aby przetrwać, muszą robić wszystko, by na to zaufanie dalej zasługiwać.

Zdjęcie: See-ming Lee / Flickr Cc

Print Friendly

Tagi, , , , , , , , , ,

  • Sessi

    Moim zdaniem, media powinny służyć przede wszystkim obywatelom. Obojętnie czy znajdujących w kraju, czy poza nim. Powinny być rzetelne i wiarygodne. Do tego potrzebna jest wolność słowa i brak cenzury. Wiadomo, że w krajach, które nie są demokratyczne takiej wolności słowa nie będzie i media będą kontrolowane przez rząd (np. Korea Północna i książka Kim Jong Ila “Wskazówki dla dziennikarzy” to przykład takiej kontroli). Aczkolwiek w krajach demokratycznych, gdzie wolne media, może nie są kontrolowane, ale przeważnie podają informacje, które są im wygodne i przychylne politykom, z którymi współpracują. Jak dla mnie, Internet jest średnim źródłem informacji. Trzeba naprawdę uważać w to co się czyta, bo bardzo dużo informacji jest mało rzetelnych. Niestety żyjemy w czasach, w których ludzie częściej korzystają z Internetu niż np. z radia czy TV. Da się to zauważyć zwłaszcza wśród młodzieży czy młodego pokolenia 20+. W Internecie łatwiej jest szerzyć propagandę, bo informacje rozchodzą się błyskawicznie i mogą dotrzeć do szerszego grona. Oczywiście zdarza się, że w Internecie można znaleźć bardzo rzetelną informację, która powinna być dla obywateli ważna, a nie została podana w innych mediach, bo np. władzy nie byłoby to na rękę.

Send this to friend