Jak Unia Europejska może pomóc dziennikarstwu?

16 października 2012 • Polityka Medialna • by

* Artykuł opublikowano dzięki uprzejmości Europejskiego Centrum Dziennikarstwa

Dlaczego Unia Europejska wykazuje się taką nieudolnością we wspieraniu wolności prasy i pluralizmu mediów?

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, komisarz ds. agendy cyfrowej, Neelie Kroes, postawiła to pytanie w swoim przemówieniu wygłoszonym na seminarium dotyczącym wolności mediów w krajach członkowskich UE zorganizowanym w maju przez Parlament Europejski. W skrócie, poruszyła następujące kwestie:

  • W poszczególnych krajach członkowskich praktyka oraz ekonomiczne, kulturowe i prawne uwarunkowania pluralizmu mediów oraz wolności prasy różnią się w znacznym stopniu, dlatego też nie da się zarysować sytuacji ogólnej bez uwzględnienia tego zróżnicowania;
  • Jeśli Unia Europejska miałaby w ogóle podjąć działania związane z pluralizmem, nie może skupiać się na negatywnych przypadkach poszczególnych krajów członkowskich (ostatnio Węgry czy Włochy kilka lat temu), ale zdecydować się na podejście powszechne i uniwersalne;
  • Kraje członkowskie nie wyposażyły jeszcze Unii Europejskiej w uprawnienia pozwalające jej bezpośrednio bronić wolności mediów, a przynajmniej nie w samych krajach członkowskich;
  • Problem pogarsza to, że samo dziennikarstwo, będące zapewne najistotniejszym aspektem pluralizmu mediów, podlega obecnie dogłębnym zmianom, które niesie Internet, a ich konsekwencje nie są jeszcze znane;
  • Finansowanie ze środków publicznych mające na celu utrzymanie dotychczasowych modeli biznesowych dziennikarstwa byłoby marnotrawstwem, jako że te pieniądze spowalniałyby jedynie ostatecznie nieunikniony proces zasadniczych zmian w całym sektorze.

Zgadzam się ze wszystkimi poruszonymi wyżej kwestiami. Sama Komisja Europejska w swoim badaniu z 2009 roku na temat wskaźników służących ocenie pluralizmu mediów w państwach członkowskich UE (por. moje komentarze w języku angielskim i niemieckim) pokazała wielość różnych czynników wpływających na wolność prasy oraz rozmaitość ich wzajemnych oddziaływań zachodzących w poszczególnych krajach.

Monitoring pluralizmu mediów

Mimo to, w ramach badania udało się wypracować solidne podejście do pomiaru pluralizmu mediów w ujęciu porównawczym – jednakże od momentu przedstawienia nikt go nie wykorzystuje. Unika się rzeczywistego wykorzystania jego efektów. Pozostawienie tej sprawy na poziomie rozważań teoretycznych zapewnia oczywiście, iż żaden kraj członkowski, koncern medialny czy lobby nie zostaną urażone. Wyobrażam sobie także, że istniał pewien opór przed przeznaczeniem większej ilości pieniędzy na zajęcie się problemem, który tak czy inaczej jest poza zakresem kompetencji Unii Europejskiej.

Wciąż jestem jednak zdania, że porównawcza perspektywa w spojrzeniu na pluralizm mediów, która uwzględnia różnorodne aspekty, takie jak struktura własności mediów, wielkość rynku i jego rozdrobnienie, kwestie ekonomiczne, podejście do (samo)regulacji, typy i rodzaje mediów czy różnorodność kulturowa, ma na poziomie europejskim oczywistą, dodaną wartość. Chociaż obecnie stanowienie prawa w tej dziedzinie przez Unię Europejską nie byłoby właściwe, mogłaby ona jednak dostarczać wiedzy i obserwacji, które byłyby obszerniejsze od zwykłej sumy informacji o poszczególnych częściach, czyli utrwalonych systemach medialnych poszczególnych krajów członkowskich*.

Porzucone inicjatywy

W ciągu ostatnich kilku lat jeszcze dwie inne inicjatywy związane z dziennikarstwem zostały wycofane przez instytucje Unii Europejskiej, zanim nawet osiągnęły etap projektu pilotażowego. Pierwsza, z 2010 roku, miała na celu ustanowienie dotacji dla wielonarodowych zespołów dziennikarzy śledczych. Za tym projektem stały dobre intencje, jednak jego założenia nie były do końca przemyślane – nie wzięto w wystarczającym stopniu pod uwagę mentalności oraz metod pracy dziennikarzy, wystąpiły także trudności w ustanowieniu odpowiedniej zapory pomiędzy UE, jako organem władzy, oraz potencjalnie delikatnymi, jeśli nawet nie drażliwymi tematami dziennikarstwa śledczego. Za porzuceniem tego projektu stały słuszne powody, jednocześnie pozbawiono jednak społeczeństwo mogących się pojawić w jego ramach emocjonujących artykułów o wartości ponad 1 miliona euro, nawet jeśli przyjmować tylko najwcześniejszy planowany zarys projektu.

Drugi projekt, z 2011 roku, zmierzał do ustanowienia programu Erasmus dla dziennikarzy, który miał wspierać dłuższe pobyty zawodowych dziennikarzy z organizacji medialnych w innych krajach UE. To było prawdziwie europejskie przedsięwzięcie, które pomogłoby, choć stopniowo, w rozluźnianiu dominującego w mediach przywiązania do narodowego punktu widzenia. Dziennikarze mogliby zyskać wiedzę o innych krajach członkowskich, zapoznać się bezpośrednio z metodami pracy swoich kolegów po fachu, docenić prezentowane w innych krajach podejścia do kwestii będących przedmiotem wspólnego zainteresowania. Niestety projekt został odrzucony, zanim nawet zdążył rozpocząć się na dobre.

Wszystkie powyższe projekty bezpośrednio lub pośrednio zainicjował Parlament Europejski i przekazał je do Komisji Europejskiej, aby zbadała ich wykonalność oraz ewentualnie później wdrożyła. Ani jeden z nich nie przetrwał – mimo tego, że żaden nie był w zamyśle związany bezpośrednio z dotowaniem przestarzałych modeli biznesowych mediów. Wszystkie trzy koncepcje ignorowały raczej strukturę organizacyjną, miały przede wszystkim inwestować z korzyścią dla publikacji dziennikarskich, umiejętności zawodowych indywidualnych dziennikarzy, różnorodności mediów jako całości oraz europejskiej sfery publicznej.

Z piany i sferykuł

Ludzie od długiego czasu zastanawiają się jednak nad tym, czy europejska sfera publiczna jest w ogóle możliwa, a jeśli tak, w jaki sposób można by ją urzeczywistnić. Argumentuje się, że integracja europejska umocni się, tylko jeśli obywatele przestaną w końcu identyfikować się wyłącznie ze swoimi krajami pochodzenia i uznają Europę za wspólną polityczną przestrzeń działania, będącą ponad pomniejszymi interesami poszczególnych krajów członkowskich. Zapewne jesteśmy o lata świetlne od takiego stanu europejskiej szczęśliwości.

Niemniej jednak dwie dość śmiałe, a jednak trafne metafory pojawiły się ostatnio w tej dyskusji. Alexandros Koronakis stwierdza, że europejska sfera publiczna jest „rozbita na sferykuły”, w których przez wszelkiego rodzaju media zaspokajanych jest znacznie więcej specyficznych interesów niż kiedykolwiek wcześniej, a jednocześnie wciąż brakuje całościowej, ogólnej świadomości i zrozumienia kwestii związanych z UE.

Natomiast Ronny Patz zauważył coś, co nazywa „pianą UE”. W tym pojęciu kryje się bystre odwołanie do „bańki UE” czy „brukselskiej bańki”, które to określenia często stosuje się, opisując mocno powiązaną społeczność ekspertów UE, porozumiewających się ze sobą bardzo fachowo, a pozostających jednocześnie niezrozumiałymi dla reszty społeczeństwa. Ronny badał, w jaki sposób europejskie zagadnienia pojawiają się na blogach o tematyce nie tylko europejskiej, na takich, które pisane są w wielu różnych językach, a nie tylko po angielsku czy francusku, czyli w obowiązkowych językach każdego wielbiciela UE. Jego diagnoza: w rzeczywistości tematy europejskie przenikają szerzej do blogosfery. To co sprawia, że są raczej pianą niż bańką, to brak ich wzajemnych powiązań – rzadko odwołują się do siebie i prawie nigdy nie angażują się w prawdziwą debatę.

Biorąc pod uwagę fakt, że blogi wydają się bardziej prężne od tradycyjnych mediów oraz to, że wiele z nich poświęconych jest bardziej konkretnemu obszarowi zainteresowania niż publikacje mediów głównego nurtu, przyjmuję, że spostrzeżenie dotyczące „piany UE” oznacza, że przynajmniej substrat europejskiej sfery publicznej już istnieje. Teraz zadanie polega na tym, aby poszerzać świadomość tego faktu i rozpocząć „łączenie kropek” albo raczej – by być konsekwentnym – „baniek”.

Lista zadań

Co więc może zrobić w tej sprawie Unia Europejska? Wszystko sprowadza się do jednego słowa: ŁĄCZYĆ. Nie było zaskoczeniem badanie ilościowe związane ze wspomnianym powyżej projektem „Erasmus dla dziennikarzy” („Erasmus for journalists”), które wykazało, że media w krajach członkowskich UE poświęcają bardzo niewielki procent swoich doniesień kwestiom związanym z innymi krajami członkowskimi (przeciętnie ten procent jest liczbą jednocyfrową), a o kwestiach związanych z instytucjami europejskimi nie ma nawet po co wspominać.

Istnieje kilka sposobów, które mogłyby zapewne polepszyć tę niepokojącą sytuację:

  • Sprawienie, by dziennikarze lepiej orientowali się, co dzieje się w innych krajach członkowskich oraz by byli bardziej kompetentni w relacjonowaniu tych kwestii. Dobrym początkiem mógłby być program wymiany na wzór Erasmusa (ostatnio uruchomienie takiego programu sugerował niezależny ośrodek – Europejska Rada Spraw Zagranicznych). Program mógłby obejmować nie tylko doświadczonych zawodowych dziennikarzy, ale i studentów dziennikarstwa oraz blogerów.
  • Kontynuacja i znaczne poszerzenie inicjatyw takich jak akredytacje dla blogerów na spotkania Rady Europejskiej, Rady Unii Europejskiej i innych instytucji europejskich wysokiego szczebla oraz rządów państw. Blogerzy wnoszą większą różnorodność zdań i perspektyw do relacji o sprawach transnarodowych i związanych z UE oraz przyjmują przyjaźniejszą czytelnikowi tonację niż wielu znużonych korespondentów.
  • Wspieranie sensownej agregacji treści oraz fachowych tłumaczeń tekstów dotyczących kwestii europejskich. Jak na razie Tłumacz Google często utrudnia komfortowe czytanie, tłumaczenia wykonywane przez ludzi wciąż są bardziej naturalne w odbiorze. Portal presseurop.eu, na który Komisja Europejska wydaje sumę 3,2 miliona euro rocznie, jest świetnym początkiem, podobnie jak oparty na wolontariacie projekt bloggingportal.eu.
  • Tworzenie zachęt dla transgranicznej dystrybucji artykułów ze wszystkich rodzajów mediów, na przykład poprzez uproszczenie systemu prawa autorskiego czy inwestycje w darmowe narzędzia tłumaczeniowe w postaci otwartego oprogramowania. Zwłaszcza, kiedy spółki medialne zmniejszają liczbę zagranicznych korespondentów, niezwykle istotne staje się znalezienie wykwalifikowanych współpracowników na miejscu.
  • Ustanowienie ogólnego funduszu z przeznaczeniem na wsparcie podróży reporterskich. Powstało już kilka takich inicjatyw z myślą o dziennikarzach śledczych – to dobrze, ale zakres jest zbyt wąski, aby te działania mogły wpływać na zwiększane świadomości kwestii europejskich i całościowe objęcie ich relacjami medialnymi. To nie spektakularne doniesienia wpływają na spójność między odbiorcami wiadomości z różnych krajów członkowskich, ale raczej codzienne, przyziemne sprawy.
  • Znalezienie sposobów wspierania ogólnoeuropejskich mediów, takich jak „European Daily”, to jest wydawnictw, które nie są kierowane przede wszystkim do „brukselskiej bańki” (jak na przykład „European Voice”). Zwracanie się do odbiorców z UE jako całości automatycznie zmienia perspektywę, pod warunkiem że relacje nie stają się zbyt specjalistyczne, a dotyczą raczej spraw będących przedmiotem ogólnego zainteresowania.
  • Rozpoczęcie budowania koncepcji europejskiej publicznej organizacji medialnej świadczącej pełnowymiarowe usługi. Telewizyjny kanał informacyjny Euronews rocznie dostaje prawie 19 milionów euro w formie dotacji od Komisji Europejskiej, jego oglądalność jest jednak zasadniczo niewymierna, nie wspominając już o mniej więcej 9 milionach euro rocznie wydawanych na w dużej mierze nieefektywny kanał EuroparlTV. Można by je przekształcić w jakiś fundusz zalążkowy.
  • Wreszcie, europejskie instytucje powinny wziąć pod uwagę radę Roberta Madelina, z Dyrekcji Generalnej ds. Społeczeństwa Informacyjnego w Komisji Europejskiej (przemianowanej trafnie na Dyrekcję Generalną „CONNECT”), którą oddaje artykuł w Guardianie: „Czerpanie z przykładu otwartej, szczerej, indywidualnej strategii komunikowania stosowanej w mediach społecznościowych, na wszystkich szczeblach hierarchii, jednocześnie świadome pielęgnowanie wysokiego poziomu tolerancji dla pomyłek i błędnych posunięć, które mogą się zdarzyć”.

* Daniel C. Hallin/Paolo Mancini (2004). Comparing Media Systems. Three Models of Media and Politics. Cambridge University Press

 

Oryginalny artykuł można znaleźć na stronie Europejskiego Centrum Dziennikarstwa, 16 sierpnia 2012.

Print Friendly

Tagi, , , , , , , ,

Send this to friend