<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EJO - European Journalism Observatory</title>
	<atom:link href="http://pl.ejo-online.eu/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://pl.ejo-online.eu</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 21 Feb 2012 23:28:07 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Mały rynek, duże problemy</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1838/etyka_dziennikarska/maly-rynek-duze-problemy</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1838/etyka_dziennikarska/maly-rynek-duze-problemy#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 11:03:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milica Jevtic i Marko Nedeljkovic</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka Medialna]]></category>
		<category><![CDATA[Miroljub Radojkovic]]></category>
		<category><![CDATA[Rada Prasowa Serbii]]></category>
		<category><![CDATA[Serbia]]></category>
		<category><![CDATA[serbski rynek prasowy]]></category>
		<category><![CDATA[serbski rynek telewizyjny]]></category>
		<category><![CDATA[stowarzyszenia dziennikarzy serbskich]]></category>
		<category><![CDATA[Tanjug]]></category>
		<category><![CDATA[własność mediów na Bałkanach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1838</guid>
		<description><![CDATA[Mimo że Serbia ma tylko siedem milionów obywateli, jest w niej wydawanych co najmniej 610 tytułów drukowanych i działa 456 mediów elektronicznych. Brak przejrzystej struktury własności, niedostatek wolności, niewystarczające wycofanie państwa z kilku środków masowego przekazu – to tylko kilka z wielu problemów, o których wspominają osoby zawodowo związane z mediami. Prasa w Serbii znajduje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" title="srb" src="http://en.ejo.ch/wp-content/uploads/SERBIA-300x171.jpg" alt="" width="300" height="171" />Mimo że Serbia ma tylko siedem milionów obywateli, jest w niej wydawanych co najmniej 610 tytułów drukowanych i działa 456 mediów elektronicznych.</strong></p>
<p>Brak przejrzystej struktury własności, niedostatek wolności, niewystarczające wycofanie państwa z kilku środków masowego przekazu – to tylko kilka z wielu problemów, o których wspominają osoby zawodowo związane z mediami. Prasa w Serbii znajduje się zatem w bardzo trudnej sytuacji. Nowe technologie są jednak coraz częściej postrzegane jako remedium na te problemy.<span id="more-1838"></span></p>
<p><strong>RYNEK</strong></p>
<p><strong>Prasa. </strong>Jeden z największych problemów, z którymi musi się mierzyć serbska prasa, to ogromna konkurencja. Według danych serbskiego rejestru przedsiębiorców, na rynku istnieje nie mniej niż 610 tytułów drukowanych, w tym 20 dzienników i 83 tygodniki. Większość z nich to tytuły dostępne w całym kraju. Według danych Niezależnego Stowarzyszenia Dziennikarzy Serbii (NUNS), w 2009 roku reklamodawcy zainwestowali w reklamę w drukowanych środkach masowego przekazu 36 milionów euro. Na każdy tytuł przypada średnio 72 000 euro – co oznacza, że musi on przetrwać za mniej niż 6000 euro miesięcznie (<a href="http://www.nuns.rs/dosije/32/01.jsp">NUNS: „Dosije o medijima broj” 32, 2010</a>).</p>
<p>Mimo że tytuły prasowe stanowią ponad połowę wszystkich środków masowego przekazu w tym kraju, trafia do nich jedynie 22% kwoty przeznaczanej na reklamę w mediach, co wynika z trwałego trendu zwiększania inwestycji w reklamę telewizyjną. Według Międzynarodowej Grupy Ekspertów Telewizyjnych (International Television Expert Group) trzy lata temu to do Serbii należał rekord w długości czasu spędzanego przed telewizorem – przeciętny Serb oglądał telewizję przez 302 minuty dziennie, czyli przez ponad 5 godzin (dla porównania przeciętny obywatel USA spędza przed telewizorem 298 minut dziennie). Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę fakt, że tylko około 7% użytkowników Internetu czyta internetowe wydania mediów drukowanych, staje się jasne, że rynek prasowy walczy o przetrwanie.</p>
<p><strong>Media elektroniczne</strong>. Według danych zebranych przez serbską agencję radiofonii i telewizji (<a href="http://www.rra.org.rs/english">Republička radiodifuzna agencija</a>), w Serbii zarejestrowano 134 stacje telewizyjne (sześć z nich ma zasięg ogólnokrajowy, 30 to stacje regionalne, a 98 – lokalne) i 322 stacje radiowe (5 o zasięgu krajowym, 1 okręgowa, 48 – regionalnych i 268 stacji lokalnych).</p>
<p>W Serbii działa dwóch nadawców publicznych: serbski publiczny nadawca radiowo-telewizyjny (<a href="http://www.rts.rs/page/home/sr.html">Radio-televizija Srbije – RTS</a>) z dwiema stacjami telewizyjnymi i trzema kanałami radiowymi, oraz wojwodiński publiczny nadawca radiowo-telewizyjny (<a href="http://www.rtv.rs/sr_lat/">Radio-televizija Vojvodine – RTV</a>), do którego należą dwa kanały telewizyjne i trzy stacje radiowe. Obecnie jednym z największych wyzwań jest cyfryzacja programów telewizyjnych. Początkowo ostateczne przejście od transmisji analogowej do cyfrowej wyznaczono na 4 kwietnia 2012 r., w rzeczywistości cały proces rozpocznie się częściowo dopiero pod koniec 2012 r., zakończy zaś się najpóźniej 17 czerwca 2015 r.</p>
<p><strong>Internet. </strong>Według <a href="http://webrzs.stat.gov.rs/WebSite/repository/documents/00/00/43/62/PressICT2011.pdf">danych</a> serbskiego instytutu statystycznego 41,2% gospodarstw domowych w Serbii ma dostęp do Internetu; 42,2% obywateli korzystało z Internetu w ciągu ostatnich trzech miesięcy; ponad 1 900 000 korzysta z niego codziennie lub prawie codziennie; 53% nie korzystało z niego nigdy. Użytkownikami sieci społecznościowych jest 91,8% ludności w przedziale wiekowym 16-24 – to więcej niż w przeważającej liczbie innych  krajów świata. Pośród profili na najpopularniejszej sieci społecznościowej świata (Facebook) 3 120 000 to profile serbskie (źródło: <a href="http://www.socialbakers.com/facebook-statistics/">Socialbakers</a>).</p>
<p><strong>Stowarzyszenia dziennikarskie</strong>. W Serbii działają dwa stowarzyszenia dziennikarskie: Stowarzyszenie Dziennikarzy Serbii – <a href="http://www.uns.org.rs/sr-Latn-CS/">Udruzenje novinara Srbije (UNS)</a>, założone w 1981 r., do którego należy ponad 6000 członków, oraz Niezależne Stowarzyszenie Dziennikarzy Serbii – <a href="http://www.nuns.rs/">Nezavisno udruzenje novinara Srbije (NUNS)</a>, które ma ponad 3 300 członków, a zostało założone w 1994 r. przez dziennikarzy niezadowolonych z efektów działania UNS. Konflikt między tymi dwoma stowarzyszeniami trwa od momentu rozdziału, utrudniając budowanie dziennikarskiej solidarności. Według najświeższych danych w serbskich mediach pracuje około 10 000 dziennikarzy. Trzeba też wspomnieć, że <a href="http://www.savetzastampu.rs/english/">Rada Prasowa</a> rozpoczęła swoją działalność dopiero we wrześniu ubiegłego roku.</p>
<p><strong>WŁAŚCICIELE</strong></p>
<p>Struktura własności serbskich mediów charakteryzuje się wyraźnym brakiem przejrzystości oraz dużym udziałem własności państwowej. Do państwa należy agencja informacyjna <em>Tanjug</em>, ma ono także udziały własnościowe w dzienniku <em>Vecernje novosti</em>, który jest najstarszą gazetą na Bałkanach, oraz w czasopismach <em>Politika </em>i <em>Dnevnik</em> z Nowego Sadu. Agencje informacyjne <em>Beta</em>, <em>FoNet</em> i <em>Infobiro</em> są własnością prywatną. Pięć stacji nadaje obecnie programy o zasięgu ogólnokrajowym – <em>TV Avala</em>, <em>TV B92</em>, <em>TV Prva</em>, <em>TV Pink</em> i <em>TV Hepi</em> oraz dwa kanały należące do nadawcy publicznego (<em>RTS1</em> i <em>RTS2</em>). Stacje telewizyjne <em>Pink</em> i <em>Hepi</em> są jedynymi stacjami o zasięgu ogólnokrajowym, które w całości należą do osób fizycznych i prawnych z Serbii. Raport przygotowany przez Radę Antykorupcyjną (dotyczący lat 2008-2010) wskazywał na fakt, że pośród 30 najważniejszych środków masowego przekazu (12 dzienników, 7 tygodników, 6 stacji telewizyjnych i 5 stacji radiowych) było co najmniej 18, których faktyczni właściciele nie byli znani.</p>
<p>Rzucająca się w oczy obecność w strukturach własności spółek offshore (przedsiębiorstw zarejestrowanych za granicą) służy głównie ukryciu prawdziwych właścicieli. <em>TV Prva</em>, <em>RTV</em> <em>B92</em>, <em>Radio Index</em>, jak i tytuły drukowane, takie jak <em>Vecernje novosti</em> i <em>Presa</em>, należą do spółek zarejestrowanych na Cyprze, nieznani właściciele telewizji <em>Avala</em> i <em>Standard</em> pochodzą z Austrii (źródło: Rada Antykorupcyjna). Dlatego też trudno ustalić prawdziwych właścicieli, a odbiorcy często łączą poszczególne środki masowego przekazu z nazwiskami rodzimych biznesmenów stojących za spółkami offshore (<em>Vecernje novosti</em> – trzy spółki offshore należące do Milana Beko).</p>
<p>Bardzo możliwe, że różne stacje telewizyjne należą w rzeczywistości do tych samych osób z zagranicy – to łamałoby ustawę radiowo-telewizyjną, wiążąc się z będącą wbrew prawu nielegalną koncentracją własności mediów. Gazeta o największym nakładzie w kraju, <em>Blic</em>, oraz najstarszy tygodnik, <em>Nedeljne informativne novine</em> (<em>NIN</em>), należą do firmy wydawniczej Ringier Axel Springer. Poza <em>Blic </em>i <em>NIN</em>, Ringier wydaje dwa dzienniki, jeden tygodnik i wiele wydawnictw specjalistycznych.</p>
<p><strong>EDUKACJA</strong></p>
<p>Przyszli pracownicy mediów są kształceni na kilku publicznych i prywatnych uczelniach w Serbii. Najstarszym wydziałem kształcącym dziennikarzy jest Wydział Nauk Politycznych w Belgradzie, powołany w 1968 r. Dziennikarstwa naucza się także na Wydziałach Filozofii w Nowym Sadzie i w Niszu. Mediami zajmują się również: Wydział Mediów i Komunikacji (Uniwersytet Singidunum), Wydział Kultury i Mediów (Uniwersytet Megatrend), Wydział Nauk Społecznych (Novi Pazar) i Akademia Sztuk Pięknych w Belgradzie. Zajęcia z dziennikarstwa sportowego prowadzi Wydział Sportu i Wychowania Fizycznego w Belgradzie.</p>
<p>Według najnowszych badań (prowadzonych od lipca 2010 do lipca 2011 r. przez centrum badań mediów Wydziału Nauk Politycznych w Belgradzie – Centar za medije i medijska istraživanja FPN u Beogradu; szefowie projektu: ­Prof. Dr. Miroljub Radojkovic i Prof. Dr. Snjezana Milivojevic), większość dziennikarzy prezentuje wysoki poziom wykształcenia. Dane pokazują, że 73% z nich zdobyło wykształcenie uniwersyteckie, podczas gdy reszta ma wykształcenie średnie. Z wcześniejszych badań, z 2002 r., wynikało, że 56% dziennikarzy i publicystów ma wykształcenie uniwersyteckie.</p>
<p><strong>PODSUMOWANIE</strong></p>
<p>Podczas gdy reszta świata zastanawia się nad przyszłością dziennikarstwa i nad tym, jak wpływają na nie nowe technologie, serbscy dziennikarze coraz bardziej niepokoją się swoją sytuacją finansową i niedocenianiem ich pracy. Na słabo rozwiniętym serbskim rynku pogoń za sensacją przynosi od dłuższego czasu najlepsze wyniki, a pod presją coraz bardziej zażartej konkurencji, większość środków masowego przekazu prawie zupełnie zarzuciła szerszą analizę zagadnień. Nie zaskakuje więc przewaga dziennikarstwa o niskiej jakości i tabloidyzacja treści.</p>
<p>W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się lokalne środki masowego przekazu, ponieważ są wystawiane na silną presję wywieraną przez ważne lokalne osobistości, od których często zależy ich przetrwanie. Ta sytuacja sprawia, że czytelnikom bardzo trudno oceniać informacje, a dziennikarzom – dostarczać ich. Dodatkowo rosnąca liczba szkół dziennikarskich oferuje studentom szybki tok kształcenia, co uniemożliwia przyswajanie właściwych standardów etycznych i zawodowych, dodatkowo utrudniając wszelkie wysiłki zmierzające do podnoszenia poziomu dziennikarstwa. Dlatego też wydaje się oczywistym, że walka o przetrwanie jest tylko jednym z wyzwań, z którymi będą musiały zmierzyć się serbskie media w nadchodzących latach.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1838/etyka_dziennikarska/maly-rynek-duze-problemy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Śmierć druku nie zwiastuje raju</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1803/nowe_media/smierc-druku-nie-zwiastuje-raju</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1803/nowe_media/smierc-druku-nie-zwiastuje-raju#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 19:02:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Stephan Russ-Mohl</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Zarządzanie Redakcją]]></category>
		<category><![CDATA[Capital Times]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo obywatelskie]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo online]]></category>
		<category><![CDATA[obywatele sieci]]></category>
		<category><![CDATA[Sue Robinson]]></category>
		<category><![CDATA[„Journalism as Process”]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1803</guid>
		<description><![CDATA[Wraz ze zniknięciem gazet drukowanych dziennikarstwo ulegnie ogromnym zmianom, niekoniecznie na lepsze – twierdzi prof. Russ-Mohl w tekście opublikowanym w Schweizer Journalist. Podczas gdy kilka koncernów medialnych ze świata niemieckojęzycznego, między innymi Ringier i Springer, łącząc odrębne redakcje, przygotowuje się na internetową przyszłość, w Stanach Zjednoczonych niektóre gazety całkowicie zrezygnowały z druku i oferują wyłącznie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" title="np" src="http://en.ejo.ch/wp-content/uploads/paradise-300x146.jpg" alt="" width="300" height="146" />Wraz ze zniknięciem gazet drukowanych dziennikarstwo ulegnie ogromnym zmianom, niekoniecznie na lepsze – twierdzi prof. Russ-Mohl w tekście opublikowanym w <em>Schweizer Journalist</em>. </strong></p>
<p>Podczas gdy kilka koncernów medialnych ze świata niemieckojęzycznego, między innymi Ringier i Springer, łącząc odrębne redakcje, przygotowuje się na internetową przyszłość, w Stanach Zjednoczonych niektóre gazety całkowicie zrezygnowały z druku i oferują wyłącznie wydania online. <em>Capital Times</em> z Madison w Wisconsin to gazeta, która jest jednym z niewielu pionierów takiego podejścia.</p>
<p>W ten sposób <em>Capital Time</em>s może stać się pierwszą w historii gazetą, której przekształcenie z wersji drukowanej w internetową będzie tak dokładnie zbadane. „Journalism as Process” („Dziennikarstwo jako proces”) – opracowanie naukowe (opublikowane w <em>Journalism Monographs</em>, Vol. 13, Nr 3, 2011), autorstwa Sue Robinson z Uniwersytetu Wisconsin w Madison, pokazuje,  jak tradycyjne ograniczenia i role zawodowe zanikają w redakcjach gazet wydawanych online. <span id="more-1803"></span> Informacje nie są już prezentowane jako „skończony produkt”, ale raczej tworzone i uaktualniane w ciągłym procesie interakcji między dziennikarzami i czytelnikami.</p>
<p>Według Robinson, granice między życiem prywatnym a zawodowym zacierają się, bo redaktorzy, którzy stali się obywatelami sieci („netizens”), już nie muszą być fizycznie obecni w redakcjach Zamiast tego oczekuje się ich obecności i dostępności przez 24 godziny na dobę. Wśród obywateli pojawiła się mała, jednak bardzo wymagająca grupa, która poprzez współudział – linkowanie, przekazywanie i uzupełnianie informacji – wnosi wkład w ich  kształt i dystrybucję. Dzięki temu zdarza się, że to właśnie oni przekazują wiadomość „wieloma ścieżkami, zupełnie różnymi od tej, którą wyznaczył jej reporter”.</p>
<p>Jednak  badania te mają słaby punkt. Wśród aktywnych odbiorców i „dziennikarzy obywatelskich” Robinson nie rozróżnia „zwykłych obywateli”, którzy komunikują się „amatorsko”, od profesjonalistów od PR, którzy starają się zyskać wpływ na dziennikarstwo. Dlatego też bardzo możliwe, że ogromny potencjał dziennikarstwa uczestniczącego jest odmalowywany w zbyt różowych kolorach. Jako że to dopiero początki, spoglądając na sprawę z dystansem, współpraca między małą amerykańską regionalną gazetą online a jedną z wiodących szkół dziennikarskich w kraju wydaje się godna pochwały.</p>
<p><em>Tekst opublikowano w Schweizer Journalist, 12/2011 + 1/2012</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1803/nowe_media/smierc-druku-nie-zwiastuje-raju/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Albania: nowa debata o wolności mediów</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1792/etyka_dziennikarska/albania-nowa-debata-o-wolnosci-mediow</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1792/etyka_dziennikarska/albania-nowa-debata-o-wolnosci-mediow#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 16:22:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Henri Cili</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[Albania]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarze albańscy]]></category>
		<category><![CDATA[finansowanie mediów]]></category>
		<category><![CDATA[media w Albanii]]></category>
		<category><![CDATA[Sokol Balla]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1792</guid>
		<description><![CDATA[20 lat demokracji w Albanii to czas gorących dyskusji o wolności prasy. Teraz, kiedy kraj wkracza w trzecią dekadę demokracji, te debaty należy umieścić w innym kontekście. Nowa książka dziennikarza Sokola Balli, zatytułowana „Swoboda wypowiedzi – europejskie wyzwanie”, prezentuje bieżący stan i kierunki ewolucji wolności prasy w Albanii. Balla w swojej książce dostarcza kilku wskazówek, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" title="sb" src="http://al.ejo-online.eu/wp-content/uploads/sokol-balla.jpg" alt="" width="191" height="250" />20 lat demokracji w Albanii to czas gorących dyskusji o wolności prasy.</strong></p>
<p>Teraz, kiedy kraj wkracza w trzecią dekadę demokracji, te debaty należy umieścić w innym kontekście. Nowa książka dziennikarza Sokola Balli, zatytułowana „Swoboda wypowiedzi – europejskie wyzwanie”, prezentuje bieżący stan i kierunki ewolucji wolności prasy w Albanii.</p>
<p>Balla w swojej książce dostarcza kilku wskazówek, które warto rozważyć, obserwując rozwój wolności prasy w tym kraju. Podkreśla, że obecnie dla Albańczyków ważne są inne sprawy niż 10 czy 15 lat temu, kiedy wolna prasa była jeszcze w powijakach. Balla nie twierdzi, że branża medialna jest w pełnym rozkwicie, mimo to jednak obecny system medialny jest bardzo złożony.</p>
<p><span id="more-1792"></span></p>
<p>Centralne znaczenie dla wolności mediów w Albanii ma problem gospodarczy, to z niego wynikają wszystkie inne problemy. Podstawowa, i zapewne najistotniejsza, jest sprawa finansowania. Dzisiejszy system medialny jest zbudowany jak branża przemysłu, jednak mimo tego, że jest w swej istocie działalnością biznesową, funkcjonuje bez obaw przed bankructwem. Ponad jedna trzecia funduszy mediów pochodzi ze sprzedaży produktów i reklam. Pozostała część – od sponsorów będących u władzy lub z ciężkich do ustalenia źródeł o charakterze gospodarczym.</p>
<p>Najbardziej niepokojąca jest niewydolność dziennikarzy w stawianiu czoła przemysłowi medialnemu i dociekaniu prawdy o źródłach finansowania: wtedy bowiem zarobki osób pracujących w mediach zmniejszyłyby się co najmniej o dwie trzecie, a zatrudnienie w branży by spadło.</p>
<p>Inna sytuacja w Albanii stwarza nowe warunki dla rozwoju gospodarczego i kulturalnego. System medialny stał się – bardziej niż kiedykolwiek dotąd – częścią przemysłu usługowego, przedłużeniem działalności ekonomicznej i marketingowej.</p>
<p>W tej sytuacji zagadnienia związane ze swobodą wypowiedzi stają się bardziej skomplikowane, muszą pojawić się też pewne wątpliwości i sceptycyzm. Na przykład – skoro media nie są w stanie same utrzymać się finansowo, czy warto stwarzać to wrażenie napięcia między dziennikarzami a źródłami finansowania? A przy okazji – jeśli media są finansowane przez grupy gospodarcze o określonych zainteresowaniach sprzedażowych, to czy swoboda wypowiedzi na tym cierpi?</p>
<p>Końcowe wnioski Balli są związane z szybkim pojawieniem się i rozwojem public relations w dobie masowego komunikowania. Wszystkie podmioty społeczne w Albanii – gospodarcze, instytucjonalne i tym podobne – zaczęły intensywnie rozwijać swoje public relations, mimo że Albania ma niewielkie doświadczenie, jeśli chodzi o swobodę wypowiedzi. Trzeba krytyczne spojrzeć na to, w jaki sposób informacje o produktach i usługach zamieniają się w reklamy. Następnie wypada zapytać, gdzie leży granica między rzetelnym informowaniem o działalności rządu a propagandą. I wreszcie – w jaki sposób będzie w przyszłości ewoluować etyka mediów, w nowym kontekście public relations i marketingu?</p>
<p>Balla prowadzi rozważania, zachęcając Albańczyków, aby wykraczali poza tradycyjną sferę i zakres przynależny mediom w albańskim społeczeństwie, z nadzieją, że koniec końców będą one ucieleśniać to „europejskie wyzwanie”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1792/etyka_dziennikarska/albania-nowa-debata-o-wolnosci-mediow/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Koniec anonimowości? Nie tak prędko</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1786/nowe_media/koniec-anonimowosci-nie-tak-predko</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1786/nowe_media/koniec-anonimowosci-nie-tak-predko#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 11:02:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kornelia Trytko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka Medialna]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[ACTA]]></category>
		<category><![CDATA[anonimowość w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[Jillian C. York]]></category>
		<category><![CDATA[Kataryna]]></category>
		<category><![CDATA[Keith Teare]]></category>
		<category><![CDATA[PIPA]]></category>
		<category><![CDATA[Renaud Honore]]></category>
		<category><![CDATA[Sheryl Sandberg]]></category>
		<category><![CDATA[SOPA]]></category>
		<category><![CDATA[wolność Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1786</guid>
		<description><![CDATA[28 stycznia świat obchodził Międzynarodowy Dzień Prywatności. Jednym z problemów, na który z tej okazji zwrócili uwagę aktywiści działający na rzecz ochrony danych osobowych, było prawo do anonimowości w sieci.   W tekście napisanym dla Electronic Frontier Foundation, Jillian C. York podkreśla rolę anonimowych wypowiedzi w kontekście prawa użytkowników do zachowania prywatności. Autorka opisuje szereg [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" src="http://farm5.staticflickr.com/4141/4742252765_a336ceee34_m.jpg" alt="" width="170" height="240" />28 stycznia świat obchodził Międzynarodowy Dzień Prywatności. Jednym z problemów, na który z tej okazji zwrócili uwagę aktywiści działający na rzecz ochrony danych osobowych, było prawo do anonimowości w sieci.  </strong></p>
<p>W tekście napisanym dla Electronic Frontier Foundation, <a href="https://www.eff.org/deeplinks/2012/01/right-anonymity-matter-privacy">Jillian C. York </a>podkreśla rolę anonimowych wypowiedzi w kontekście prawa użytkowników do zachowania prywatności. Autorka opisuje szereg przypadków, w których tożsamość blogerów z USA, Maroka czy Egiptu została ujawniona po tym, jak przedstawili poglądy nieprzychylne wysoko postawionym reprezentantom władzy.</p>
<p>Podobne historie nie powinny dziwić czytelników z Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Sprawa Kataryny, jednej z najbardziej znanych polskich blogerek, której tożsamość została ujawniona przez splot medialno-politycznych wydarzeń, wywołała burzę komentarzy nie tylko w Internecie. <span id="more-1786"></span>Politycy już nieraz podejmowali próbę uregulowania (czytaj: wyeliminowania) anonimowych treści w sieci, uzasadniając to walką z rasizmem, antysemityzmem, mową nienawiści, oszczerstwami czy bullyingiem. Anonimowość jest też często przedstawiana przez media w ten sposób: jeśli piszesz anonimowo, to pewnie masz coś na sumieniu albo jesteś tchórzem i nie chcesz wziąć odpowiedzialności za swoje słowa.</p>
<p>Nie są to zatem łatwe czasy dla anonimowych wypowiedzi. Zidentyfikować można przynajmniej kilka symptomów procesu „deanonimizacji” wirtualnej przestrzeni. Pojęcie „deanonimizacji”, do tej pory obecne głównie w żargonie technologicznym, ma w sobie duży potencjał ujęcia nowych rozwiązań prawnych, zmian społecznych i politycznych zachodzących w sieci, których celem jest wyeliminowanie albo umniejszenie znaczenia anonimowych wypowiedzi. Poza zabiegami prawnymi i politycznymi, a także „złym PR-em” w mediach, ważnym czynnikiem jest również „polityka prawdziwej tożsamości” („true identity policy”), promowana przez giganta mediów społecznościowych, serwis Facebook.</p>
<p><strong>Jedna, prawdziwa tożsamość</strong></p>
<p>W swoim <a href="http://www.youtube.com/watch?v=hTpBvnzu7eU">wystąpieniu</a> podczas konferencji Hubert Burda DLD w Monachium, Sheryl Sandberg, dyrektor operacyjna Facebooka, wymieniła przejście od anonimowości do „prawdziwej tożsamości” jako jeden z głównych trendów w rozwoju nowych technologii. Rzeczywiście, coraz więcej serwisów internetowych wymaga od swoich użytkowników „wylegitymowania” się danymi z Facebooka, Google, Yahoo czy Twittera w celu rejestracji czy napisania komentarza. Facebook ma na świecie ponad 800 milionów aktywnych użytkowników. Czy to oznacza, że użytkownicy Internetu pogodzili się z propagowanym przez serwis trendem?</p>
<p>Większość komentatorów przyznaje, że prawo do anonimowych wypowiedzi jest konieczne w niedemokratycznych reżimach, gdzie za krytykę władzy grozi kara więzienia czy nawet śmierć. Niewielu także odmawia prawa do anonimowości użytkownikom serwisów poruszających sprawy delikatne i intymne, gdzie osoby uzależnione albo ofiary przemocy poszukują wsparcia i możliwości wymiany doświadczeń.</p>
<p>Jeśli jednak chodzi o wypowiedzi o charakterze politycznym w państwach uznawanych za demokratyczne, sprawa nie jest już tak oczywista. Nie będę tutaj przedstawiać całej listy powodów, dla których prawo do anonimowych wypowiedzi jest kluczowe także w demokracjach. Jillian C. York i wielu innych komentatorów tłumaczyło to już wystarczająco przejrzyście. Z drugiej jednak strony, użytkownicy Internetu umieszczają w sieci coraz więcej prywatnych informacji, wielu z nich nie czyta zapisów dotyczących polityki prywatności poszczególnych serwisów i biernie akceptuje ograniczenia nakładane przez rządy i media. Jeśli jednak rządy i media uważają, że jest to trend oczywisty i nieodwracalny, to są w błędzie.</p>
<p><strong>Koniec ery „zaufaj nam”</strong></p>
<p>Przykład Nymwars, ubiegłorocznego konfliktu między Google+ i jego użytkownikami, dotyczącego polityki „prawdziwej tożsamości” pokazał, że internauci nie wyrzekną się prawa do anonimowości bez walki.  Przypadek ten może być zapowiedzią szerszej zmiany w świadomości społeczności Internetu.</p>
<p>W <a href="http://techcrunch.com/2012/01/28/google-facebook-privacy-and-you/?utm_source=feedburner&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=Feed%3A+Techcrunch+%28TechCrunch%29">artykule</a> dotyczącym zmian w polityce prywatności Google, Keith Teare przedstawił ciekawe spostrzeżenie na temat zachowania internautów.</p>
<p>„W przeszłości, obrońcy prywatności w Internecie skupiali się głównie na jej regulacyjnym aspekcie, a lobby skupione wokół tego zagadnienia składało się głównie z ekspertów w dziedzinie polityki prywatności. W okresie po konferencji Facebooka F8 w 2011 roku, konsumenci zajęli dużo bardziej zdecydowane stanowisko w sprawie wykorzystania ich danych. Ostatni tydzień to zjawisko nasilił.”</p>
<p>Niedawne, powszechne protesty przeciwko SOPA i PIPA, jak również silny i dla wielu niespodziewany, sprzeciw wobec ACTA wyrażony przez polskich internautów, są w tym kontekście bardzo istotne. O ile podobne protesty nie są niczym nowym w Stanach Zjednoczonych, wolność Internetu nie zajmowała  do tej pory wysokiej pozycji na polskiej agendzie politycznej.</p>
<p>Polski rząd jest mocno zaskoczony protestem, który wyprowadził na ulice tysiące młodych ludzi. Członkowie opozycji, którzy teraz głośno krytykują rząd premiera Tuska za podpisanie umowy, a wcześniej poparli ją w Parlamencie Europejskim, <a href="http://migal.salon24.pl/384515,90-poslow-nie-wie-o-90-glosowan-czyli-demokracja-udawana">otwarcie przyznają</a>, że nie mieli pojęcia nad czym głosują.</p>
<p><strong>Pora na przebudzenie</strong></p>
<p>Można mieć nadzieję, że wydarzenia ostatniego tygodnia będą sygnałem do przebudzenia zarówno dla polskiego społeczeństwa, jak i polityków. Pierwsza grupa, umocniona wsparciem światowej społeczności internetowej, może zacznie przykładać więcej uwagi do przepisów i regulacji wirtualnej przestrzeni, proponowanych przez rząd i parlament. Natomiast politycy powinni sobie uzmysłowić, że wyborcy bacznie śledzą ich poczynania, także bez pośrednictwa dominujących mediów. Ważne jest także, aby zaczęli dokładniej analizować decyzje podejmowane na forum Unii Europejskiej.</p>
<p>Jak wskazuje <a href="http://worldcrunch.com/new-digital-freedom-showdown-european-leaders-push-tough-internet-privacy-laws/4555">Renaud Honore</a>, już wkrótce Komisja Europejska przedstawi cały szereg  rozwiązań legislacyjnych, mających za zadanie harmonizację różnorodnych stanowisk dotyczących ochrony prywatności w krajach Unii Europejskiej. Polscy europarlamentarzyści powinni się do tej dyskusji dobrze przygotować.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1786/nowe_media/koniec-anonimowosci-nie-tak-predko/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krajobraz medialny Rumunii</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1778/ekonomika_mediow/krajobraz-medialny-rumunii</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1778/ekonomika_mediow/krajobraz-medialny-rumunii#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Jan 2012 12:11:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Alina Vasiliu</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ekonomika Mediów]]></category>
		<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka Medialna]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[Alexandru Lăzescu]]></category>
		<category><![CDATA[Alina Vasiliu]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarze rumuńscy]]></category>
		<category><![CDATA[media rumuńskie]]></category>
		<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[szantaż dziennikarski]]></category>
		<category><![CDATA[wolność prasy w Rumunii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1778</guid>
		<description><![CDATA[Informujemy, że Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie wciąż się rozwija, obejmując kolejne wersje językowe.  Jedną z nich jest wersja rumuńska. W poniższym artykule Alina Vasiliu, nasza redaktorka z Rumunii, pisze o przeszłości i teraźniejszości mediów w tym kraju. Rok 1989 był punktem zwrotnym dla mediów masowych w Rumunii. Tak jak w innych wymiarach życia rumuńskiego społeczeństwa, oznaczał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" src="http://en.ejo.ch/wp-content/uploads/2615334635_febb67bbb8-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" />Informujemy, że Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie wciąż się rozwija, obejmując kolejne wersje językowe.  Jedną z nich jest <a href="http://ro.ejo-online.eu/">wersja rumuńska</a>.</strong></p>
<p><em>W poniższym artykule Alina Vasiliu, nasza redaktorka z Rumunii, pisze o przeszłości i teraźniejszości mediów w tym kraju.</em></p>
<p>Rok 1989 był punktem zwrotnym dla mediów masowych w Rumunii. Tak jak w innych wymiarach życia rumuńskiego społeczeństwa, oznaczał swego rodzaju zakończenie, gdyż zniknęły wtedy komunistyczne instytucje medialne, aby zostać wkrótce zastąpionymi przez te demokratyczne. Prawie wszystkie rumuńskie środki masowego przekazu zmieniły swoje nazwy. <span id="more-1778"></span>Rezygnowano z pełnych demagogii komunistycznych etykietek, a wprowadzano do tytułów słowo „wolność”, jako przykłady można podać: „Wolną Młodzież” („Tineretul liber” – gazeta obejmująca swoim zasięgiem cały kraj), „Wolną Telewizję Rumuńską” („Televiziunea Română Liberă” – telewizja publiczna), „Wolne Życie” („Viaţa liberă” – gazeta gałacka) czy „Wolny Umysł” („Cuget liber” – gazeta konstancka). Czasopismo „Iskra” („Scânteia”) stało się „Prawdą” („Adevărul”). Jedynym tytułem, który nie wymagał zmiany, była „România Liberă” („Wolna Rumunia”), jednak w grudniu 1989 roku to określenie i tak zyskało inne znaczenie.</p>
<p>Dziennikarze</p>
<p>Niestety, mimo że nazwy instytucji medialnych uległy zmianie, skład redakcji w większości przypadków pozostał bez zmian. Przedrewolucyjni dziennikarze – piszący w strachu przed cenzurą, wedle odgórnych nakazów – stali się dziennikarzami porewolucyjnymi, a ich agresja dorównywała wcześniej okazywanej uległości. Podczas tego krótkiego okresu demokratycznych przemian łamali zasady, mogli napisać o każdym, co tylko chcieli, nie będąc za to pociąganymi do odpowiedzialności.<br />
Nagłówki publikacji uległy zmianie, ale ci, którzy przed rewolucją koordynowali i cenzorowali pracę dziennikarzy, nie zniknęli, raczej pozostawali w uśpieniu, żeby kilka lat później pojawić się znów – we władzach wielu organizacji medialnych. Ci, którzy objęli kierownictwo w 1989 roku, także nie byli „modelowymi dziennikarzami” – w końcu postawy i odruchy wyrobione przez tak wiele lat życia w komunizmie nie wyparowały z dnia na dzień.</p>
<p>Dlatego pewnie najbardziej obiecującą perspektywą dla dziennikarstwa w Rumunii jest całkowita wymiana pokoleniowa, zastąpienie tych, których kształcono w „złotej epoce”, młodymi dziennikarzami, gotowymi do wprowadzania w życie zasad, które przyswoili na uniwersytetach, a nie nawyków zapożyczonych od starszych kolegów.</p>
<p>Etyka</p>
<p>Ważne socjologiczne badania <a href="http://media.hotnews.ro/media_server1/document-2009-10-23-6340228-0-raport-cercetare-cantitativa.pdf">„Samoregulacja mediów w Rumunii”</a> (przeprowadzone w 2009 roku przez IMAS, który jest ośrodkiem działającym na rzecz niezależności dziennikarzy oraz agencją monitoringu mediów) ujawniły wiele odchyleń od powszechnie akceptowanych standardów profesjonalnego dziennikarstwa. 31% dziennikarzy przyznało, że zajmowali się sprzedażą reklam. Za trudne wielu uważa sprostowanie błędu w mediach, 43% – zweryfikowanie informacji z kilku niezależnych źródeł, a 33% – przedstawienie poglądów wszystkich stron zaangażowanych w jakąś sprawę.</p>
<p>Większość przyznaje, że prasa nie spełnia standardów dziennikarskich, a 60% dziennikarzy przyczyn tego stanu rzeczy upatruje w naciskach politycznych. Inne wymieniane powody to nieodpowiednie kształcenie dziennikarzy, wpływ pracodawców, presja rynku, brak przejrzystości w instytucjach państwowych. Połowa dziennikarzy nie jest świadoma istnienia jakichkolwiek kodeksów etycznych, a 17% twierdzi, że pewne sprawy w ich redakcjach są tematami tabu.</p>
<p>Kwestie związane z zawodowymi standardami w prasie osiągnęły kulminację wraz z serią skandali rozpoczętą publikacją transkrypcji nagrania, na którym dwóch znanych dziennikarzy, Sorin Roşca Stănescu i Bogdan Chirieac, usiłuje szantażować osobę publiczną.</p>
<p>W kolejnym roku ujawniono kontrowersyjne nagrania rozmów Sorina Ovidiu Vântu, właściciela Realitatea TV, jednej z pierwszych rumuńskich stacji telewizyjnych, z dziennikarzami i politykami. Oprócz istotnego politycznie kontekstu, jaki zawierały nagrania, unaoczniły one także podporządkowanie, a nawet służalczość, która może istnieć w relacji dziennikarzy i właścicieli mediów.</p>
<p>Na konferencji zorganizowanej przez Rumuńską Federację Dziennikarzy, MediaSind, w 2011 roku w Bukareszcie, prezes i dyrektor naczelny TVR, Alexandru Lăzescu, wyjaśniał: „Oprócz ekonomicznego osłabienia mediów widoczne jest także całkowite załamanie standardów etycznych, jednocześnie upadkowi wartości nadaje się pozory normalności. Do jakiego stopnia media pozostają mediami, a dziennikarze dziennikarzami – a nie narzędziem wojny? To, że ktoś jest nazywany dziennikarzem, nie oznacza jeszcze, że para się dziennikarstwem. Od 10 lat mamy do czynienia ze zjawiskiem związanym z zepsuciem, które zżera od środka wiarygodność mediów. Dziennikarskie szantaże – choć mniej nasilone w Bukareszcie – są w tym kraju praktykowane z ogromną wprawą. Istnieją wyraźne wzorce. Sam znam ludzi, którzy są rozgoryczeni tym, co się dzieje, a rozrosło się już w wyrafinowany, zorganizowany atak.”</p>
<p>Jak to działa? Dziennikarze prowadzą dochodzenie i odkrywają fakty stawiające w złym świetle jakąś osobę publiczną. Następnie obiecują nie ujawniać nigdy tych informacji publicznie – za pieniądze lub reklamy dla swoich publikacji. Zdarzają się także sytuacje, w których szantażowane osoby, zajmujące wysokie stanowiska w instytucjach państwowych, są zmuszane do ujawniania poufnych informacji.</p>
<p>Lăzescu – który zachował posadę profesora dziennikarstwa, mimo że został mianowany do władz rumuńskiej telewizji publicznej – przyznaje, że napotyka na trudności w komunikacji ze studentami, którzy zdają sobie sprawę, że to, czego naucza uniwersytet, stoi w sprzeczności z rzeczywistością i praktyką dziennikarską.</p>
<p>Wolność prasy</p>
<p>Nawet w tej sytuacji wszystkie organizacje pozarządowe i stowarzyszenia prasowe wciąż kurczowo trzymają się opinii, że dziennikarze nie powinni być ograniczani przepisami prawa, ponieważ to stworzyłoby wstępne warunki do ograniczania wolności słowa. Nawet gdyby ustawa miała być napisana i poddana pod dyskusję w środowisku dziennikarzy, to istnieje przekonanie, że jeśli tylko trafiłaby do „miksera” w postaci rumuńskiego parlamentu, politycy postrzegający prasę jako zagrożenie nieodwracalnie by ją zepsuli.</p>
<p>Ze względu na ciągłe naciski organizacji branżowych, początkowo przeciwko artykułom 205 i 206 Kodeksu Karnego dotyczących zniewagi i pomówienia, prawo już od 2006 roku nie jest zagrożeniem dla wolności słowa w Rumunii.<br />
Niemniej jednak kraj zajmuje 52. miejsce w światowym rankingu wolności prasy, „Press Freedom Index” (2010), opublikowanym przez organizację Reporterzy bez Granic i plasuje się o dwa miejsca niżej niż w poprzednim roku. Według tego rankingu wolność prasy spada już trzeci kolejny rok z rzędu (2007 r. – 42. miejsce, 2008 r.– 47. miejsce, 2009 r.– 50. miejsce, 2010 r. – 52. miejsce).</p>
<p>Wolność dziennikarzy w Rumunii nie jest więc ograniczana przez prawo, ale przez organizacje medialne, w których pracują. To brak regulacji prawnych i instytucji samoregulujących mógł doprowadzić do rozpowszechnienia się zjawiska szantaży dziennikarskich i do „tłumienia istotnych i wiarygodnych redakcyjnych treści poprzez dziennikarstwo manipulujące, stronnicze opinie i informacje przyjmujące formę rozrywki”, co unaocznił raport FreeEx pt. <a href="http://www.activewatch.ro/uploads/FreeEx%20Publicatii%20/Press%20Freedom%20in%20Romania%20Report%20May%202011.pdf">„Wolność Prasy w Rumunii &#8211; 2010&#8243;</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1778/ekonomika_mediow/krajobraz-medialny-rumunii/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Datajournalism – nowa jakość w dziennikarstwie</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1769/nowe_media/datajournalism-%e2%80%93-nowa-jakosc-w-dziennikarstwie</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1769/nowe_media/datajournalism-%e2%80%93-nowa-jakosc-w-dziennikarstwie#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 21:27:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Justine Gay</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Creative Commons]]></category>
		<category><![CDATA[datajournalism]]></category>
		<category><![CDATA[Datavision]]></category>
		<category><![CDATA[David McCandless]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo danych]]></category>
		<category><![CDATA[Les Inrocks]]></category>
		<category><![CDATA[Nicolas Voisin]]></category>
		<category><![CDATA[OWNI]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1769</guid>
		<description><![CDATA[Artykuł napisany przez studentkę współpracującą z EJO Jak ułatwić odbiorcom rozumienie przekazów medialnych? Odbiorcy wiadomości zamieszczanych w sieci cierpią na przesyt informacyjny, który można określić jako tendencję do zapominania tego, co zobaczyło się lub przeczytało w Internecie. Mając to na uwadze, David McCandless wymyślił nową „wizualną naukę o informacji”, opisaną w artykule opublikowanym na stronie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #999999;">Artykuł napisany przez studentkę współpracującą z EJO</span></p>
<p><strong><img class="alignleft" title="dj" src="http://farm5.staticflickr.com/4087/4839932933_b8b9f0890d_m.jpg" alt="" width="149" height="240" />Jak ułatwić odbiorcom rozumienie przekazów medialnych?<br />
</strong></p>
<p>Odbiorcy wiadomości zamieszczanych w sieci cierpią na przesyt informacyjny, który można określić jako tendencję do zapominania tego, co zobaczyło się lub przeczytało w Internecie. Mając to na uwadze, David McCandless wymyślił nową „wizualną naukę o informacji”, opisaną w artykule opublikowanym na stronie internetowej francuskiego magazynu <a href="http://www.lesinrocks.com/medias/numerique-article/t/71798/date/2011-10-22/article/datavisionnaire/"><em>Les Inrocks</em></a>. McCandless stworzył graficzną metodę, która pozwala odbiorcom wiadomości zapamiętywać informacje dzięki zastosowaniu zestawień kształtów i kolorów, eliminując „efekt wymazywania”, związany z informacyjnym przeładowaniem. Swoją pracę podsumował w książce pod tytułem <em>Datavision</em>.<span id="more-1769"></span></p>
<p>McCandless promuje tzw. datajournalism, czyli dziennikarstwo danych, praktykę polegającą na wybieraniu informacji z baz danych i prezentowaniu ich w uproszczony sposób, co sprawia, że są łatwiejsze do zrozumienia dla odbiorców. Opierając się na danych liczbowych i wykresach, dziennikarstwo danych ma umożliwiać czytelnikom lepsze rozumienie pogłębionych artykułów, w szczególności jeśli używają komputerów typu tablet. W tym kontekście dziennikarstwo danych może być rozwiązaniem przyszłości dla organizacji medialnych i – generalnie – dla wiadomości prezentowanych w Internecie.</p>
<p>Po raz pierwszy dziennikarstwo danych pojawiło się we Francji za pośrednictwem <a href="http://owni.fr/">OWNI</a>, serwisu społecznościowego uruchomionego przez Nicolasa Voisin w 2009 roku. Ta strona funkcjonuje jako laboratorium dziennikarstwa cyfrowego, wytwarzając treści dla tradycyjnych mediów na zasadach licencji Creative Commons. Najważniejszą cechą francuskiego laboratorium dziennikarstwa jest to, że działa bez wsparcia w postaci dochodów z reklam.</p>
<p>OWNI jest także postrzegana jako „strona rozszerzonego dziennikarstwa”, bo mając na celu dostarczanie informacji, łączy w sobie instrumenty interaktywne i partycypacyjne. Mniej więcej 40% jej zawartości jest tworzone przez 1000 blogerów, którzy „pomnażają” swoją pracę z pomocą dziennikarzy. W różnym zakresie w OWNI pracuje zaledwie 15 osób.</p>
<p>Krytycy narzekają, że dziennikarstwo danych, obejmując wciąż wzrastającą liczbę warstw (filmy video, grafiki komputerowe), spowoduje, że użytkownikom będzie coraz trudniej zrozumieć sposób budowy informacji. OWNI została jednak nagrodzona dwukrotnie przez stowarzyszenie Online News Association jako najlepsza nieanglojęzyczna informacyjna strona internetowa. Jedno jest pewne: ponieważ tradycyjne sposoby przyswajania wiadomości wciąż się zmieniają, dziennikarstwo danych jest interesującym trendem, którego rozwój warto śledzić.</p>
<p><span style="color: #999999;">Justine Gay jest studentką dziennikarstwa na studiach magisterskich w instytucie <a href="http://www.sciencespo-toulouse.fr/">Sciences Po Toulouse</a>. Ostatnio ukończyła kurs prowadzony przez redaktor niemieckiej strony EJO, Tinę Bettels.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1769/nowe_media/datajournalism-%e2%80%93-nowa-jakosc-w-dziennikarstwie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Łotewscy badacze tworzą narzędzie do mierzenia poziomu agresji w Internecie</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1764/nowe_media/lotewscy-badacze-tworza-narzedzie-do-mierzenia-poziomu-agresji-w-internecie</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1764/nowe_media/lotewscy-badacze-tworza-narzedzie-do-mierzenia-poziomu-agresji-w-internecie#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Jan 2012 14:32:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Liga Ozolina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[agresja w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[Anda Rozukalne]]></category>
		<category><![CDATA[Ilva Skulte]]></category>
		<category><![CDATA[Indeks Agresji w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[komentarze w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[Międzynarodowy Dzień Tolerancji UNESCO]]></category>
		<category><![CDATA[Uniwersytet Stradins w Rydze]]></category>
		<category><![CDATA[Łotwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1764</guid>
		<description><![CDATA[16 listopada (Międzynarodowy Dzień Tolerancji UNESCO), badacze komunikowania z Uniwersytetu Stradins w Rydze (RSU) zaprezentowali pierwszy wskaźnik agresji w internetowych komentarzach na Łotwie.  Badacze przedstawili metodę, zaprojektowaną w celu gromadzenia agresywnych i obraźliwych słów kluczowych i jednoczesnego mierzenia intensywności ich występowania w komentarzach. W trakcie analizy ponad 65,000 słów używanych w internetowych komentarzach, eksperci wybrali [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" src="http://farm4.staticflickr.com/3491/3181220356_c86c0888aa_m.jpg" alt="" width="240" height="161" />16 listopada (Międzynarodowy Dzień Tolerancji UNESCO), badacze komunikowania z Uniwersytetu Stradins w Rydze (RSU) zaprezentowali pierwszy wskaźnik agresji w internetowych komentarzach na Łotwie.  </strong></p>
<p>Badacze przedstawili metodę, zaprojektowaną w celu gromadzenia agresywnych i obraźliwych słów kluczowych i jednoczesnego mierzenia intensywności ich występowania w komentarzach.</p>
<p>W trakcie analizy ponad 65,000 słów używanych w internetowych komentarzach, eksperci wybrali 900 słów obrazujących nadużycia i emocjonalną agresję.</p>
<p><span id="more-1764"></span></p>
<p>Anda Rozukalne, dyrektor Departamentu Studiów nad Komunikacją RSU wyjaśnia, że słowa zostały następnie podzielone na trzy grupy: agresywne, średnio agresywne i bardzo agresywne. Przy użyciu specjalnie zaprojektowanego programu, stworzonego w Instytucie Matematyki i Nauk Komputerowych (Uniwersytet Łotewski), badacze zmierzyli intensywność występowania tych słów.</p>
<p>Wyniki uzyskane na podstawie pierwszego badania (28 maja 2011 – 3 października 2011), przeprowadzonego na próbie trzech najpopularniejszych portali informacyjnych na Łotwie, <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://en.ejo.ch/3974/ethics/tvnet.lv">tvnet.lv</a></span>, <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://delfi.lv/">delfi.lv</a></span>, <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://en.ejo.ch/3974/ethics/apollo.lv">apollo.lv</a></span>, pokazały, że najczęściej używanym w komentarzach, agresywnym słowem jest „kārt” („powiesić,” użyte 555,435 razy). Do pozostałych, popularnych słów ukazujących agresję należą: „uts” („gnida,” użyte 310,806 razy), „šaut” („zastrzelić,” użyte 296,917 razy), „auns” („walić,” użyte 269,912 razy), „āzis” („szarpać” użyte 216,267 razy), „sist” („bić,” użyte 168,360 razy), „ciest” („cierpieć,” użyte 151,686 razy), „karš” („wojna,” użyte 131,191 razy), „līķis” („zwłoki,” użyte 112,213 razy) oraz „āksts” („głupi,” użyte 106,583 razy).</p>
<p>Wyrażenia te dowodzą, że w łotewskiej, zbiorowej świadomości wciąż istnieje wiele archaicznych form myślenia i ich wypowiadania. Ilva Skulte, professor Uniwersytetu Stradins, wyjaśnia, że dane te mogą wskazywać, że wielu ludzi czuje potrzebę dysponowania czymś na kształt prawa linczu. Komentarze są wtedy traktowane jako sposób rozliczenia tych, których podejrzewa się o zaangażowania w nielegalne działania, bez dochodzenia i procedur sądowych.</p>
<p>Badanie pokazuje, że emocjonalna agresja w komentarzach najczęściej pojawia się jako reakcja na artykuły poświęcone polityce, aktorom politycznym i porażkom sportowym.</p>
<p>Analiza trzech serwisów internetowych pokazała, że poziom agresji w każdym przypadku był zbliżony, a nagłe wzrosty liczby agresywnych komentarzy rozkładały się równomiernie we wszystkich trzech przypadkach. Badanie ukazało ponadto, że większość agresywnych komentarzy pod artykułami skierowana była do głównego bohatera tekstu, autora lub medium odpowiedzialnego za publikację.</p>
<p>Badanie zostało przeprowadzone przy wsparciu ze strony Biura Łotewskiego Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Fundacji Friedricha Eberta. Użyty w badaniu wskaźnik agresji będzie nadal używany w celu comiesięcznego analizowania zawartości mediów internetowych. W przyszłości powstanie strona internetowa poświęcona wskaźnikowi, który zostanie także użyty do oceny komentarzy na portalach informacyjnych skierowanych do rosyjskiej populacji na Łotwie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1764/nowe_media/lotewscy-badacze-tworza-narzedzie-do-mierzenia-poziomu-agresji-w-internecie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sąd nad komentarzem</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1759/nowe_media/sad-nad-komentarzem</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1759/nowe_media/sad-nad-komentarzem#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Dec 2011 11:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kornelia Trytko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[anonimowość w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[Emma Griffiths]]></category>
		<category><![CDATA[Fakt]]></category>
		<category><![CDATA[komentarze w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[Radosław Sikorski]]></category>
		<category><![CDATA[Roman Giertych]]></category>
		<category><![CDATA[Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1759</guid>
		<description><![CDATA[Radosław Sikorski, polski minister spraw zagranicznych, wyruszył na prywatną wojnę z anonimowymi komentarzami w Internecie.  W ostatnich miesiącach Sikorski wytoczył procesy wydawcom kilku gazet („Wprost”, „Fakt”, „Puls Biznesu”), w związku z pojawiającymi się na nich antysemickimi i obraźliwymi komentarzami pod jego adresem. Wpisał się tym samym w coraz głośniejszą debatę nad odpowiedzialnością za słowo w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" title="cm" src="http://farm1.staticflickr.com/139/383592511_8d2cf49295_m.jpg" alt="" width="240" height="180" /><strong>Radosław Sikorski, polski minister spraw zagranicznych, wyruszył na prywatną wojnę z anonimowymi komentarzami w Internecie. </strong></p>
<p>W ostatnich miesiącach Sikorski wytoczył procesy wydawcom kilku gazet („Wprost”, „Fakt”, „Puls Biznesu”), w związku z pojawiającymi się na nich antysemickimi i obraźliwymi komentarzami pod jego adresem. Wpisał się tym samym w coraz głośniejszą debatę nad odpowiedzialnością za słowo w sieci.</p>
<p>Zdaniem Romana Giertycha, reprezentującego ministra przed sądem, wydawca, który nie usuwa obraźliwych komentarzy, mimo, że naruszają one ustanowiony przez niego regulamin, jest za nie odpowiedzialny. <span id="more-1759"></span>Tak przynajmniej wynika z <a href="http://www.radeksikorski.pl/dokumenty/pozew.pdf">pozwu</a>, który Giertych złożył w imieniu swojego klienta przeciwko wydawcy „Faktu”, spółce Ringier Axel Springer Polska.</p>
<p>Twierdzenia takie stoją w sprzeczności z zapisami obowiązującej w Polsce ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Zwalniają one serwis internetowy z odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy do momentu, w którym ktoś zgłosi naruszenie prawa (Rozdział 3: „Wyłączenie odpowiedzialności usługodawcy z tytułu świadczenia usług drogą elektroniczną”). Mecenas ministra Sikorskiego chce, aby sprawą zajął się Trybunał Konstytucyjny.</p>
<p>Nałożenie automatycznej odpowiedzialności na wydawcę za komentarze pojawiające się na administrowanej przez niego stronie wydaje się jednak mało prawdopodobne. Byłaby ona nie tylko trudna do wyegzekwowania, ale mogłaby także grozić całkowitym paraliżem debaty w Internecie. Granice między zniesławieniem a uzasadnioną krytyką są bowiem płynne, a administratorzy, w obawie przed odpowiedzialnością, mogliby znacznie zwiększyć autocenzurę.</p>
<p>Toczące się obecnie debaty w innych państwach, na przykład w Wielkiej Brytanii, pokazują, że ustawodawców interesuje teraz kwestia anonimowości… czy też raczej chęć jej ograniczenia.</p>
<p>W Wielkiej Brytanii są obecnie opracowywane nowe przepisy regulujące kwestię odpowiedzialności za komentarze w Internecie. W październiku została tam przedstawiony <a href="http://www.publications.parliament.uk/pa/jt201012/jtselect/jtdefam/203/20302.htm">projekt ustawy</a>, której celem ma być „uzyskanie równowagi między wolnością słowa a ochroną wizerunku”.</p>
<p>Część zapisów projektu dotyczy właśnie postępowania w przypadku oszczerczych (lub postrzeganych za takie) komentarzy na stronach internetowych. Do tej pory, podobnie jak w Polsce, brytyjscy wydawcy mogli zostać pociągnięci do odpowiedzialności wtedy, gdy nie zareagowali na zgłoszenie naruszenia prawa.</p>
<p>Nowy projekt proponuje uszczegółowienie przepisów w tym zakresie, rozróżniając komentarze pochodzące ze źródeł możliwych do zidentyfikowania oraz anonimowe.</p>
<p>W pierwszym przypadku, zdaniem autorów projektu, rzeczony komentarz powinien zostać opatrzony informacją o złożonej skardze. Osoba zgłaszająca wątpliwości będzie mogła wystąpić do sądu o nakaz usunięcia komentarza („takedown order”). Jeżeli go uzyska, wydawca będzie się musiał do niego dostosować, a autor komentarza będzie mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności.</p>
<p>Jeżeli natomiast potencjalnie oszczerczy komentarz jest anonimowy, a jego autor nie zgodzi się na identyfikację, wydawca powinien usunąć wpis zaraz po otrzymaniu skargi. Jeżeli tego nie zrobi, przejmuje odpowiedzialność za opublikowaną treść.</p>
<p>Jak pisze <a href="http://www.bbc.co.uk/news/uk-politics-15364774">Emma Griffiths dla BBC</a>, autorzy projektu krytykują anonimowe wpisy  utrzymując, że „mogą one co prawda wspierać wolność wypowiedzi, ale równocześnie osłabiają poczucie odpowiedzialności”, a nowe zapisy mają na celu spowodowanie „kulturalnej zmiany”, w efekcie której anonimowe wpisy nie będą postrzegane jako prawdziwe i wiarygodne.</p>
<p>Twierdzenia takie budzą z kolei protesty właścicieli serwisów internetowych, dla których anonimowość jest podstawą funkcjonowania sieci. Dyskusje o nadużyciach, intymnych lub wstydliwych problemach opierają się często właśnie na takiej, anonimowej komunikacji. Pojawiają się obawy, że strony internetowe, które nie mają funduszy na walkę w sądzie, będą po prostu usuwać wszystkie anonimowe komentarze, co do których pojawią się zastrzeżenia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1759/nowe_media/sad-nad-komentarzem/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Śmierć telewizji: przyszłość należy do mediów społecznościowych</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1757/nowe_media/smierc-telewizji-przyszlosc-nalezy-do-mediow-spolecznosciowych</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1757/nowe_media/smierc-telewizji-przyszlosc-nalezy-do-mediow-spolecznosciowych#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 21:03:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Natascha Fioretti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[demokratyzacja]]></category>
		<category><![CDATA[Elihu Katz]]></category>
		<category><![CDATA[komunikowanie polityczne]]></category>
		<category><![CDATA[media społecznościowe]]></category>
		<category><![CDATA[sieci społeczne]]></category>
		<category><![CDATA[telewizja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1757</guid>
		<description><![CDATA[Rozmowa Nataschy Fioretti, redaktorki włoskiej edycji EJO, z Elihu Katz’em, jednym z najbardziej prominentnych współczesnych badaczy komunikowania i mediów. Elihu Katz jest profesorem w Annenberg School for Communication na Uniwersytecie Pensylwanii, emerytowanym profesorem socjologii i komunikowania na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie oraz dyrektorem naukowym Instytutu Stosowanych Badań Społecznych Guttman’a. Pyt.: Doświadczamy teraz trudnych czasów, zarówno [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" title="ek" src="http://en.ejo.ch/wp-content/uploads/elihu-katz_200_280_s1.jpg" alt="" width="189" height="256" />Rozmowa Nataschy Fioretti, redaktorki włoskiej edycji EJO, z Elihu Katz’em, jednym z najbardziej prominentnych współczesnych badaczy komunikowania i mediów. </strong></p>
<p>Elihu Katz jest profesorem w Annenberg School for Communication na Uniwersytecie Pensylwanii, emerytowanym profesorem socjologii i komunikowania na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie oraz dyrektorem naukowym Instytutu Stosowanych Badań Społecznych Guttman’a.</p>
<p><strong>Pyt.: Doświadczamy teraz trudnych czasów, zarówno z globalnej perspektywy ekonomicznej, jak i politycznej. Jakie są Pana zdaniem największe wyzwania stojące przed mediami i komunikacją publiczną?<span id="more-1757"></span></strong></p>
<p><em>No cóż, znaleźliśmy się w czasach, kiedy nowe media wkroczyły na scenę i teraz kształtuje się jakaś kombinacja mediów starych i nowych. Kraj za krajem, realizuje się scenariusz, który już kiedyś widzieliśmy, na przykład w Europie Wschodniej, gdzie w 1989 roku upadał komunizm. Zaczynamy dostrzegać schemat, w którym ludzie wychodzą z domów, organizują protesty i walczą o kontrolę nad stacjami telewizyjnymi. </em><em>Teraz jest to jeszcze bardziej skomplikowane.   </em></p>
<p><em>Myślę, że głównym efektem oddziaływania mediów masowych, telewizji i prasy, było przeniesienie polityki do domów, a przez to jej neutralizacja. W domu żyjesz między swoimi meblami, ze swoją żoną, co nie jest szczególnie polityczną sytuacją. Ludzie nie mieli w zwyczaju oddalać się od swoich telewizorów, wychodzić na zewnątrz, aby protestować. Teraz jednak, w czasach kombinacji starych i nowych mediów, ludzie są przez te nowe media wypychani na zewnątrz. To jak poruszanie się pomiędzy domem i ulicą, domem i kawiarnią, gdzie kiedyś uprawiana była polityka.  </em></p>
<p><em>Jest nawet słynny artykuł autorstwa Daniela Hallin’a i Paolo Mancini’ego, opisujący różnice między Amerykanami i Włochami. Badacze ci twierdzą, że Amerykanie, nawet ci uzależnieni od wiadomości, oglądają je, wypijają piwo i kładą się spać. Nie podejmują żadnego działania. Włosi natomiast wściekają się, wkładają płaszcz, wychodzą na plac, stamtąd ruszają do siedziby związków zawodowych lub partii politycznych i twierdzą, że trzeba coś tym zrobić. To trochę jak opowiastka, ale może być prawdziwa. </em></p>
<p><em>Staram się jednak powiedzieć, że mieszanina starych i nowych mediów wydaje się wypychać ludzi na zewnątrz. Na Środkowym Wschodzie, schemat taki wyłonił się w Tunezji, gdzie wszystko się zaczęło. Ktoś się podpalił, ludzie się wściekli, nadała to telewizja, nadała Al-Jazeera i ludzie zaczęli sobie uzmysławiać, że nie tylko oni sami mają dosyć reżimu. Jest taka koncepcja w socjologii, nazywana „pluralistyczną ignorancją”, kiedy ludziom wydaje się, że są jedynymi, którzy myślą w określony sposób, więc nie mogą nic powiedzieć. To jak „Nowe szaty cesarza”. Wiem, że cesarz jest nagi, ale nie mogę tego powiedzieć. Wiem, że jestem homoseksualistą, ale wydaje mi się, że jestem jedyny. A potem wydarza się coś takiego jak raport Kinsey’a, co uświadamia ludziom, że gdzieś tam jest znacznie więcej osób myślących tak samo. Wtedy ludzie czują się umocnieni i starają się coś zrobić. Gdzie to „coś” zaprowadzi, jest zupełnie niejasne. Czy stworzy się związek między ulicą, partiami politycznymi i parlamentem, czy może rząd zostanie obalony i zastąpi go inny, tak samo zły i opresyjny reżim? &#8211; to jest pytanie.  </em></p>
<p><strong>Czy wydaje się Panu, że doświadczana przez nas teraz kombinacja starych i nowych mediów to pozytywna zmiana? </strong></p>
<p><em>Myślę, że na początku wygląda ona na pozytywną. Ale w gruncie rzeczy nie jest ucywilizowana. Jest w niej powrót do przeszłości… tłumu, a tłum nie jest dla nikogo demokratycznym ideałem, zwłaszcza tłum agresywny. O ile więc w pewien sposób sympatyzujemy z buntem, nie jest to społeczeństwo, w którym chciałbym żyć, ani na początku, ani w trakcie, ani też prawdopodobnie na końcu.   </em></p>
<p><strong>Czy w takim razie koncepcja Internetu jako narzędzia demokratyzacji jest przesadzona?</strong></p>
<p><em>Prawdopodobnie jest przesadzona. Nie wiemy tego, ale prawdopodobnie tak. Wszystko zależy od tego, kto kontroluje sieć. </em><em>Co się stanie później, nawet jeśli ludzie ogłoszą swoje żądania, jak robią to teraz w ramach ruchu Occupy Wall Street? Ruch ten jest stosunkowo cywilizowany, ale tego typu tłumy, demonstracje są zaraźliwe.   </em><em></em></p>
<p><em>Widzieliśmy, jak protesty rozprzestrzeniły się z Tunisu, do Egiptu, Syrii, Bahrajnu, na Wall Street, do Tel Awiwu. W każdym przypadku protestujący stają się podejrzliwi, kiedy rządy uświadamiają sobie, że sprawa jest poważna. To wymaga czasu, gdyż rządy początkowo lekceważą sytuację. Myślą, że kontrolują media, że zmieni się kierunek wiatru i będzie po wszystkim. Ale w momencie, kiedy rządy zaczynają traktować sytuację poważnie, protestujący stają się bardzo podejrzliwi  wobec powoływanych komitetów, których celem jest analiza ich żądań. </em><em>Sytuacja nie jest więc do końca jasna.  </em></p>
<p><strong>Czy komunikowanie się poprzez Internet i media społecznościowe jest dzisiaj koniecznością dla polityków? Czy media te są ważnymi narzędziami zaangażowania i perswazji, czy raczej główną rolę ciągle odgrywa telewizja? </strong></p>
<p><em>Nie sądzę, że przekazywanie poważnych informacji, sloganów poprzez media społecznościowe to dobry kierunek. Pani Merkel i Pan Sarkozy nie odniosą sukcesu w mediach społecznościowych. </em></p>
<p><strong>Wracając to tradycyjnego komunikowania politycznego. Czy nie istnieje czasem ryzyko, że kiedy komunikacja staje się tak znakomita, przekonująca, oczekiwania rosną do tego stopnia, że czasem wydaje nam się, iż wybiega poza rzeczywistą treść, zawartość i to, co tak naprawdę polityk jest w stanie zrobić i kim być? </strong></p>
<p><em>To zawsze było prawdą. Przekaz jest bardziej wyszukany. </em><em>Czy jest także bardziej przekonujący, jak zasugerowałaś, to już inna sprawa. </em><em>Nie jestem wielkim zwolennikiem reklamy. </em><em>Ale niektórzy z moich kolegów są. To, co politycy obiecują, jest zawsze poza zasięgiem ich możliwości. Spójrz na przykład Obamy, który ma teraz problem nawet ze swoimi zwolennikami, gdyż nie odniósł sukcesu w niczym, może poza polityką zagraniczną. Nie odniósł jednak sukcesu w zakresie ekonomii, służby zdrowia… powiedzmy, że ma pecha. </em></p>
<p><strong>A jak Pana zdaniem sytuacja wygląda z punktu widzenie ludzi, opinii publicznej? Jesteśmy coraz bardziej bombardowani wiadomościami i różnymi przekazami – czy ludzie nauczą się, jak sobie radzić z tymi wszystkimi informacjami? Czy są z tej sytuacji zadowoleni?  </strong></p>
<p><em>Nie wiem, czy są zadowoleni. Osobiście uważam, że telewizja, jako wspólnota doświadczeń, umiera, albo już umarła. Kiedyś rodzina zasiadała razem przed telewizorem, mając świadomość, że sąsiedzi robią to samo i cały świat robi to samo. Wydarzenia medialne były głównymi społecznymi obrzędami, nadawanymi na żywo i oglądanymi przez wszystkich. Teraz to już prawie przeszłość, pozostały jedynie zakłócające spokój wydarzenia, jak terror, czy też katastrofy jak tsunami czy wojna. Są więc sprawy, które jednoczą ludzi. Telewizja została tak zdecentralizowana, że nie wszyscy oglądają to samo w tym samym czasie. Jestem też przekonany, że ludzie stali się w stosunku do mediów bardziej cyniczni…  </em></p>
<p><strong>Biorąc pod uwagę wszystkie te wielkie zmiany, jakie Pana zdaniem wyzwania stoją teraz przed badaczami komunikacji? Czy można wskazać istotne kwestie, które nie zostały jeszcze zbadane?  </strong></p>
<p><em>Myślę, że tak. Wydaje mi się, że nacisk zostanie teraz położony na sieci społeczne. Poprzez media… to ogólny problem, który nazywam dyfuzją, czyli sposób, w jaki sprawy się rozprzestrzeniają:  jak się rozprzestrzeniają w przekazach, jak na przykład ruchy społeczne Obamy i tym podobne, </em><em>ale także to, co nazywa się eksploracją danych. </em><em>To na przykład sytuacja, gdy w, załóżmy, Południowej Afryce, ludzie wysyłają wiadomości zawierające słowo „grypa”. Widzimy wtedy, że w mediach społecznościowych słowo „grypa” osiąga wyższą proporcję występowania, niż zwykle. Jeżeli wiemy, że mieszkańcy Południowej Afryki są powiązani z Australijczykami, możemy przewidzieć, że grypa pojawi się następnie w Australii. Myślę więc, że cały biznes sieci społecznych jest przyszłością, co może przyczyniać się lub też nie, do demokratyzacji. </em><em></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1757/nowe_media/smierc-telewizji-przyszlosc-nalezy-do-mediow-spolecznosciowych/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na garnuszku rządu</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1751/ekonomika_mediow/na-garnuszku-rzadu</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1751/ekonomika_mediow/na-garnuszku-rzadu#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Dec 2011 19:00:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Stephan Russ-Mohl</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ekonomika Mediów]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka Medialna]]></category>
		<category><![CDATA[Geert Linnebank]]></category>
		<category><![CDATA[lobby medialne]]></category>
		<category><![CDATA[media publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[pomoc publiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Rasmus Kleis Nielsen]]></category>
		<category><![CDATA[subsydia prasowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1751</guid>
		<description><![CDATA[Wspieranie mediów publicznych i prasy w wielu krajach jest kwestią polityczną. Po przeanalizowaniu danych z Niemiec, Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, Rasmus Kleis Nielsen i Geert Linnebank z Reuters Institute na Uniwersytecie w Oxfordzie stwierdzili, że instrumenty polityki medialnej w zasadzie nie uległy zmianie od lat 80. Dokonana przez badaczy analiza krajów, w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" title="kr" src="http://en.ejo.ch/wp-content/uploads/tropf.jpg" alt="" width="180" height="259" />Wspieranie mediów publicznych i prasy w wielu krajach jest kwestią polityczną. </strong></p>
<p>Po przeanalizowaniu danych z Niemiec, Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, Rasmus Kleis Nielsen i Geert Linnebank z Reuters Institute na Uniwersytecie w Oxfordzie stwierdzili, że instrumenty polityki medialnej w zasadzie nie uległy zmianie od lat 80.</p>
<p>Dokonana przez badaczy analiza krajów, w których projekty medialne są subsydiowane, wskazuje, że większość rządowych pieniędzy trafia do medialnych dinozaurów: radia, telewizji i prasy drukowanej. Media te mają długą historię zależności od rządowych funduszy we wszystkich krajach poddanych analizie. Pomoc przybierała formę zwolnień podatkowych, niższych opłat pocztowych lub nawet bezpośrednich subsydiów rządowych.</p>
<p><span id="more-1751"></span></p>
<p>Nawet w przypadku Stanów Zjednoczonych, gdzie tradycyjnie media nie są finansowane przez rząd, badacze ustalili, że rocznie ponad miliard dolarów z pieniędzy podatników trafia do programów publicznego radia i telewizji, a kolejny miliard jest rozdzielany pomiędzy wydawców gazet. Potężne lobby, działające na rzecz przemysłu medialnego, zapewnia kontynuację tego finansowania. W tym samym czasie, nowopowstałe inicjatywy medialne mają niewielką szansę na otrzymanie takiej pomocy.</p>
<p>Najdziwniejszy z przepisów prawnych, przytoczony w studium Nielsena i Linnebanka, pochodzi z Włoch. Mówi on, że inicjatywa dziennikarska, podjęta przez co najmniej dwóch członków parlamentu, może otrzymać wsparcie finansowe, o ile jej celem jest publikowanie gazety drukowanej. Przepis ten jest jednak obwarowany zastrzeżeniem, że gazeta ta musi być wcześniej obecna na rynku od trzech lat.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Tekst opublikowano w </em><em>Die Furche, Nr. 47/2011</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Źródło: Rasmus Kleis Nielsen/Geert Linnebank (2011): Public Support for the Media.<a href="http://reutersinstitute.politics.ox.ac.uk/fileadmin/documents/Publications/Working_Papers/Public_support_for_Media.pdf"> A Six Country Overview of Direct and Indirect Subsidies Report,</a> Reuters Institute for the Study of Journalism, University of Oxford.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1751/ekonomika_mediow/na-garnuszku-rzadu/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

