Sport i media: gwizdek zapowiadający poprawę sytuacji

29 sierpnia 2008 • Dziennikarstwo Branżowe • by

Schweizer Journalist, 06 + 07 /2008

Motto mówiące, że „udział jest (prawie) wszystkim” nie odnosi się jedynie do wielkich wydarzeń sportowych takich jak Igrzyska Olimpijskie w Pekinie 2008, czy EURO 2008. By otrzymać akredytację, wielu reporterów sportowych gotowych jest zagrać w grę o  zasadach budzących wątpliwości. Aby pozostać w przyjacielskich stosunkach ze sportowcami i działaczami sportowymi, niektóre kłopotliwe tematy reporterzy wolą przemilczeć. Gwizdek oznaczający próby poprawy sytuacji już zabrzmiał. Poniżej charakterystyka trzech podstawowych mankamentów dziennikarstwa sportowego.

1. Niestosowna bliskość

Wielu szwajcarskich reporterów jest miłośnikami sportu i do tego ma tendencję do utrzymywania przyjacielskich stosunków ze sportowcami i działaczami, ciesząc się przy tym przywilejami takimi, jak karty dla VIPów i im podobne. Ale kiedy nad pogodne relacje  nadciągają czarne chmury skandalu, reporterzy z chęcią obierają inny punkt widzenia. Kiedy seks, przemoc, doping i korupcja na arenie sportowej nie mogą już być ignorowane, szybko wspierają szeregi tych, którzy wołają o nałożenie wysokich sankcji, surowsze prawa i usuwanie ze stanowisk – przynajmniej do czasu uciszenia się burzy.

Oczywiście takie zachowanie charakteryzuje nie tylko szwajcarskich reporterów – wystarczy przyjrzeć się także ich niemieckim kolegom po fachu.

Ale dla Niemców czasy się zmieniają. Westdeutsche Rundfunk, radiostacja należąca do publicznej ARD, zadecydowało, by jej dziennikarze sportowi podpisali nowy kodeks etyczny. W przyszłości będzie się od nich oczekiwać, że nie będą zachowywać się zbyt pochopnie widząc przykład bijącego wszelkie rekordy sportowca, że do sportowców i działaczy sportowych będą zwracać się per „Pan/Pani” (zamiast zbyt przyjacielskiego „Ty”), i nie będzie im wolno zawierać „żadnych układów z przedstawicielami świata sportu” . Oczywiście dotyczy to zarówno samych sportowców, jak i sponsorów. Nowa polityka została wprowadzona w życie po tym, jak ujawniono wcześniejsze ekscesy. Weźmy sprawę Hagena Bossdorfa, byłego dyrektora programu sportowego w ARD. Bossdorf jest współautorem autobiografii byłego kolarza Jana Ulricha, dziś podejrzewanego o doping, Bossdorf był również gospodarzem zawodów, reprezentując ówczesnego sponsora kolarstwa, korporację Deutsche Telekom. W dodatku dziennikarz sportowy Rolf Töpperwien pracujący dla drugiego nadawcy publicznego w Niemczech, ZDF, na temat swojej profesji powiedział: „Dla mnie świat sportu jest jedną wielką rodziną. I nie należę do tych, którzy twierdzą, że są dwa wózki, jeden dla dziennikarzy, a drugi dla sportowców. Według mnie wszyscy jedziemy na tym samym wózku.”

W świetle takich etycznych uchybień, marzenie dziennikarzy sportowych o czystym i wypolerowanym wizerunku wydaje się być zrozumiałe. Jednakże prawdziwego nowego początku nie uczynimy przez zwykły zakaz używania języka potocznego czy publikowanie nowych zasad zachowania. Potrzeba nowych pomysłów i innego podejścia do sprawy. Grzecznościowe „Pan/Pani” jest niczym innym jak parawanem, przedstawieniem dla widzów zasiadających w domach przed telewizorem. Wiele więzi prywatnych pomiędzy sportowcami a dziennikarzami nie oziębi się raczej z powodu kilku nic nieznaczących regulacji.

Mimo to zasady zachowania takie jak te opublikowane przez Westdeutsche Rundfunk nie są całkowicie pozbawione cech pozytywnych. Zwłaszcza gdy pochodzą od nadawcy publicznego uchodzącego za najbardziej szanowanego promotora wartości dziennikarskiej w Niemczech. Takiego nadawcy, który – w przeciwieństwie do wielu innych – rzadko oskarżany jest o zachowania niezgodne z etyką zawodową. Jednym słowem nowe zasady mają ujawnić poważne mankamenty w dzisiejszym dziennikarstwie sportowym.

2. Kłamstwa i oszustwa
Benedikt Weibel, desygnowany przez rząd szwajcarski na kierującego przygotowaniami EURO 2008, wyznał publicznie, że żywi nadzieję na turniej tak dobry, jak Puchar Świata w 2006 w Niemczech oraz na to, że szwajcarsko-austriackie EURO 2008 poruszy serca i dusze kibiców piłki nożnej na całym świecie. Jest to bardzo dobrze określony cel. W dodatku cel, z którym każdy może się identyfikować. Szkoda, że opinia publiczna na temat rozgrywek Pucharu Świata 2006 i samo wydarzenie różnią się od siebie bardziej niż to sobie można wyobrazić.
Jakby dla usprawiedliwienia ogromnej liczby policjantów obecnych na rozgrywkach Pucharu Świata, na kilka dni przed turniejem niemieckie media wywołały wszelkiego rodzaju obawy. Mimo to, aby mieć całkowitą pewność, że olbrzymia impreza może się dalej odbywać bez problemów, niechlubne wydarzenia trzymane były w tajemnicy. Było tak do momentu, kiedy BBC nadało dokument ‘Chuligani’ rzucając światło na utajnione wydarzenia mające miejsce tamtego lata.
Po związanych z piłka nożną rozruchach w 2006 w Bazylei, raporty medialne i politycy przewidywali, że jedynie „prawo na chuliganów” umożliwiłoby spokojną grę. Szwajcarzy dali zgodę na uchwalenie prawa w styczniu 2007. Kiedy siły policyjne użyły ostatnio gazu pieprzowego w starciu z kibicami, aresztując każdego kto nie biegał wystarczająco szybko po meczu w St. Gallen, z całą pewnością poczuli się do tego zobowiązani. W maju, kiedy kibice Zurychu rzucali palącymi się pochodniami podczas meczu w Bazylei, media poinformowały nas, że ostatnio uchwalone prawo jednak wcale nie powstrzymało tak niesfornych kibiców przed aktami wandalizmu. By nieco pocieszyć, media miały dla nas również dobre nowiny. A mianowicie, że tacy ludzie nie pojawią się na EURO 2008, jako że impreza ta przyciąga głównie rodziny.
3. Ukłony przed UEFA
W oświadczeniu wydanym w 1992 Szwajcarska Rada Prasowa radziła dziennikarzom sportowym by odróżniali dwa aspekty sportu: współzawodnictwo i pieniądze. Prośba ta wymaga ujawnienia struktur władzy w Europejskim Związku Piłki Nożnej (UEFA) i innych podobnych instytucjach. To jednak może okazać się nie lada wyzwaniem. Jako dziennikarz sportowy trzeba być jednym z tych „dobrze poinformowanych”, a jedynym sposobem by wejść na stadion jest akredytacja z UEFA. Według szwajcarskiego magazynu medialnego Klartext, pracownicy odpowiedzialni za wydawanie takich listów akredytacyjnych przed EURO 2008 oczywiście wcale się nie spieszyli. Nawet do 60 dni przed oficjalnym rozpoczęciem igrzysk wielu dziennikarzy nie wiedziało czy dostanie oficjalne plakietki. Wśród nich znalazł się zespół Basler-Zeitung (gazeta wystąpiła z prośbą o dziewięć akredytacji), Regionaljournal (dwóm dziennikarzom radiowym odmówiono akredytacji) i Basellandschaftliche Zeitung (tylko jeden reporter dostał akredytację).
Wygląda na to, że UEFA jest w posiadaniu wyłącznej władzy podejmowania decyzji. Wszędzie w szwajcarskich miastach UEFA regularnie zalecała blokowanie ulic, a sprzedawcom stadionowym odmawiającym oferowania określonych marek piwa, zakazywano wejścia do strefy, gdzie znajdowali się kibice. W rezultacie, jak zawsze, zwycięzcą jest UEFA – zgarniająca około miliarda franków rocznie. Tymczasem jej reprezentanci kontynuują oklaskiwanie zalet piłki nożnej – jak twierdzą –  tej nieporównywalnej do niczego gry jednoczącej ludzi na całym świecie.
Doszło do tego, że w czasie mistrzostw, nawet samoloty miały pozwolenie na nocne patrolowanie z powietrza podekscytowanych i odurzonych tłumów kibiców. Szwajcarscy podatnicy płacą 300 milionów franków rocznie, z czego 80 milionów wydawane jest na samo bezpieczeństwo. I co dostają za to wszystko? Ten gloryfikowany świat według artykułu w Kleinreportto: ”Ludzie oglądający mecze piłki nożnej EURO 2008 w telewizji nie widzą całej rzeczywistości tego wydarzenia: obrazy są starannie selekcjonowane przez UEFA, organizatora wydarzenia. Jej technicy pilnują, aby niechciane sceny nie pojawiły się na ekranach telewizorów.”
Prawdopodobnie nie zdawalibyśmy sobie sprawy z tego wszystkiego, gdyby nie to, co zdenerwowało ostatnio szwajcarskiego radnego Samuela Schmida. Po obejrzeniu meczu Austria – Chorwacja na wiedeńskim stadionie Ernsta Happela, radny skarżył się szwajcarskiej telewizji, że zdecydowanie bardziej podobał mu się mecz rozegrany dzień wcześniej w Bazylei, mimo że śledził jego transmisję tylko w telewizji. Chodzi o to, że w Wiedniu dym z pochodni, którymi wymachiwali chorwaccy kibice, strasznie działał mu na nerwy. Z całą pewnością telewidzowie tego nie widzieli i zastanawiali się pewnie czym spowodowana była jego frustracja.
Podczas gdy w telewizji widać było tylko szybkie mignięcia z dymem gdzieś na dalszym planie, w rzeczywistości cały sektor kibiców zanurzony był w szarej chmurze. Kamery telewizyjne nie uchwyciły tego, bo po prostu relacjonowały wydarzenia z innej części stadionu. Kleinreports wspomina również to, jak chorwacki kibic zdołał wspiąć się ponad siatkę bezpieczeństwa, mimo że telewidzowie siedzący w domach dostrzegli jedynie osobę eskortowaną z boiska.
UEFA oczywiście nie szczędzi ani trudów ani kosztów, by mieć pewność, że decyduje o tym, co się pokazuje: 30 kamer, jeden helikopter, siedem superkamer do pokazywania obrazów w zwolnionym tempie i stop klatek, wreszcie  jedna szybka kamera (wychwytująca 500 klatek na sekundę) są na arenie podczas transmisji na żywo. Oczywiście jest to ćwiczenie na autopromocję: cokolwiek się wydarzy, czy to na, czy poza boiskiem. EURO 2008 ma pozostać tym nieskażone. Mimo to, przynajmniej w teorii, UEFA nie jest taka wszechmocna. Media publiczne mają pozwolenie na przyniesienie swojego sprzętu rejestrującego na stadiony, ale wysiłek techniczny i finansowy, żeby to wszystko ogarnąć w rzeczywistości byłby ogromny.
Po raz kolejny wiarygodność dziennikarska jest zagrożona. Żaden nadawca nie jest zainteresowany pokazywaniem przez 90 minut chuliganów, pijanych kibiców i innych delikwentów. Z drugiej strony stacje telewizyjne, które chcą przestrzegać dziennikarskiego obiektywizmu, będą chciały pokazać rzeczywistość właśnie taką jaką jest, czyli bardzo naturalną. Ci, którzy liczą na nieocenzurowaną wersję muszą zdać się na Internet, gdzie blogi i fora pokazują prawdziwie alternatywne sceny. Znaleźć je można na YouTube, ale tylko przez krotki okres. UEFA oczywiście monitoruje tą stronę i naciska na usuwanie materiałów łamiących prawa autorskie już w momencie ich wgrywania.
Taka cenzura powinna podnieść larum ze strony tworzących media i każdego kto żyje w Europie. Dlaczego? Wystarczy zamienić mecze piłki nożnej podczas EURO 2008 na olimpiadę w Pekinie a Europejski Związek Piłki Nożnej (UEFA) na rząd chiński w tym cytacie: „Ludzie oglądający olimpiadę w Pekinie w telewizji nie widzą całej rzeczywistości: obrazy są starannie selekcjonowane przez chiński rząd, organizatora tego ogromnego wydarzenia. Jego technicy pilnują aby niechciane sceny nie pojawiły się na ekranach telewizorów.”

Już zrozumiałe?
Najważniejszą rzeczą w dziennikarstwie jest otwarte i krytyczne spojrzenie na rzeczywistość, czy to w Chinach, czy w każdym innym zakątku świata. Jeśli tego nie dopilnujemy, zamiast na zdobyciu zwycięskiego gola, skończymy na spalonym. Ostatni gwizdek.
Print Friendly, PDF & Email

Send this to friend