<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EJO - European Journalism Observatory &#187; Wolność Prasy</title>
	<atom:link href="http://pl.ejo-online.eu/category/wolnosc-prasy-2/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://pl.ejo-online.eu</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 16 May 2012 09:10:58 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Google a cenzura stron internetowych w Indiach</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1882/nowe_media/google-a-cenzura-stron-internetowych-w-indiach</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1882/nowe_media/google-a-cenzura-stron-internetowych-w-indiach#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 16:11:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Philip Di Salvo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[cenzura Internetu]]></category>
		<category><![CDATA[Facebook]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[Indie]]></category>
		<category><![CDATA[Yahoo]]></category>
		<category><![CDATA[zniesławienie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1882</guid>
		<description><![CDATA[Z Indii płyną ostatnio złe informacje, które niektórzy widzą jako nowe zagrożenie dla największej demokracji świata. Firma Google przyznała, że na życzenie indyjskich sądów blokowała zawartość uznaną za obraźliwą w stosunku do indyjskiej polityki i religii. Muzułmański lider religijny, Mufti Aijaz Arshad Qasmi, uznał 22 strony internetowe za agresywne i nawoływał do podjęcia działań prawnych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" title="ind" src="http://it.ejo.ch/wp-content/uploads/google_india_logo.jpg" alt="" width="294" height="104" />Z Indii płyną ostatnio złe informacje, które niektórzy widzą jako nowe zagrożenie dla największej demokracji świata. </strong></p>
<p>Firma Google <a href="http://www.ibtimes.com/articles/295161/20120208/google-kneels-before-indian-censorship-god-objectionable.htm">przyznała</a>, że na życzenie indyjskich sądów blokowała zawartość uznaną za obraźliwą w stosunku do indyjskiej polityki i religii. Muzułmański lider religijny, Mufti Aijaz Arshad Qasmi, uznał 22 strony internetowe za agresywne i nawoływał do podjęcia działań prawnych przeciwko stronom i firmom hostingowym. Google odpowiedziało na skargi sądów usuwaniem lub blokowaniem stron internetowych w Indiach.</p>
<p>Usuwanie zawartości internetowej jest w Indiach możliwe dzięki nowemu prawu, wprowadzonemu w ubiegłym roku. Czyni ono firmy odpowiedzialnymi za treści opublikowane na ich stronach. <span id="more-1882"></span>Jeżeli w stosunku do danej strony zgłoszona zostanie skarga, a sąd wystąpi z wnioskiem o jej zablokowanie, firma wymieniona we wniosku ma 36 godzin na usunięcie zawartości, zanim zostanie wniesione oskarżenie.</p>
<p>Spośród 22 firm, które pozwał Qasmi, Google najczęściej <a href="http://mashable.com/2012/02/06/google-facebook-india/">stosowało się </a>do nakazów sądu, podczas gdy Facebook, Yahoo i inne podmioty podjęły walkę. W niektórych przypadkach firmy stosowały strategie, który miały obronić je poprzez wykazanie braku zaangażowania w „obraźliwą” zawartość. Facebook wskazywał, że zawartość na stronach serwisu jest dostarczana przez użytkowników, a firma nie ma bezpośrednich związków ze zdjęciami, obrazami i materiałami wideo umieszczanymi na platformie społecznościowej.</p>
<p>Yahoo, które kolejny raz miało stawić się w sądzie 1 marca, również stosowało strategię obronną „strony trzeciej”. Firma utrzymywała, że jej rolą jest jedynie sprzedaż usług mailingowych i czatów użytkownikom. W tym samym czasie indyjski rzecznik Google Gaurav Bhaskar wskazał, że w stosunkach z lokalnym wymiarem sprawiedliwości i w odniesieniu do spraw sądowych Google stosuje swoją normalną politykę.</p>
<p>Obserwatorzy zauważają jednak, jak szybko strony internetowe są przez Google blokowane prewencyjnie, w celu uniknięcia spraw sądowych. Wielu wątpi, czy <a href="http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2012/feb/07/internet-censorship-india-democracy?newsfeed=true">demokracja w Indiach</a> wciąż ma się dobrze, zważywszy na niedawne <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/2011_Indian_anti-corruption_movement">protesty antykorupcyjne</a>, które wydają się potwierdzać te obawy. W międzyczasie, strona internetowa należąca do Qasami’ego – niesławna fatwaonline.in – została zaatakowana przez <a href="http://www.hindustantimes.com/technology/SocialMedia-Updates/Website-of-petitioner-against-Facebook-Google-defaced/SP-Article1-807865.aspx">anonimowych hakerów</a>. Sprawcy umieścili na niej ostrzeżenie: <em>„Chyba lepiej nie wkurzać portali społecznościowych”</em> („<em>Probably best not to piss the social networking sites off</em>”).</p>
<p>Statystyki <a href="http://www.google.com/transparencyreport/governmentrequests/IN/">Google Transparency</a> pokazują, że w okresie od stycznia do czerwca 2011 roku, indyjskie władze zażądały usunięcia treści 68 razy. Większość z nich została usunięta pod szyldem „zniesławienia” i „krytyki rządu”. Indie nie są jednak odosobnionym przypadkiem. Podobne próby cenzury Internetu zdarzają się w najsilniejszych demokracjach na całym świecie. Wnioski o blokowanie stron zdarzały się w <a href="http://www.google.com/transparencyreport/governmentrequests/DE/">Niemczech</a> (125), Stanach Zjednoczonych (92), Wielkiej Brytanii (65), we Włoszech (36) i w Szwajcarii (poniżej 10).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1882/nowe_media/google-a-cenzura-stron-internetowych-w-indiach/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polityka medialna i niezależność mediów w Danii</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1858/polityka-medialna/polityka-medialna-i-niezaleznosc-mediow-w-danii</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1858/polityka-medialna/polityka-medialna-i-niezaleznosc-mediow-w-danii#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Mar 2012 00:10:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michael Wise</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka Medialna]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[duńska polityka medialna]]></category>
		<category><![CDATA[finansowanie mediów]]></category>
		<category><![CDATA[Henrik Søndergaard]]></category>
		<category><![CDATA[Ida Toft]]></category>
		<category><![CDATA[projekt MEDIADEM]]></category>
		<category><![CDATA[Rasmus Helles]]></category>
		<category><![CDATA[subsydiowanie mediów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1858</guid>
		<description><![CDATA[Raport o duńskich mediach przedstawia przeszłość, teraźniejszość i przyszłość systemu medialnego tego kraju. W opublikowanym niedawno studium przypadku, przygotowanym wspólnie z uczestnikami projektu badawczego MEDIADEM, Rasmus Helles, Henrik Søndergaard i Ida Toft z Uniwersytetu w Kopenhadze (UCPH) starali się zbadać, czy polityka medialna Danii promuje wolność i niezależność mediów. Zdaniem autorów, duńska polityka medialna jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" title="dk" src="http://en.ejo.ch/wp-content/uploads/5463694639_02317dff7c_m.jpg" alt="" width="240" height="240" />Raport o duńskich mediach przedstawia przeszłość, teraźniejszość i przyszłość systemu medialnego tego kraju. </strong></p>
<p>W opublikowanym niedawno studium przypadku, przygotowanym wspólnie z uczestnikami projektu badawczego <a href="http://www.mediadem.eliamep.gr/findings/">MEDIADEM</a>, Rasmus Helles, Henrik Søndergaard i Ida Toft z Uniwersytetu w Kopenhadze (UCPH) starali się zbadać, czy polityka medialna Danii promuje wolność i niezależność mediów.</p>
<p>Zdaniem autorów, duńska polityka medialna jest „naznaczona napięciem pomiędzy chęcią podtrzymania i stymulowania pluralizmu zawartości mediów oraz chęcią posiadania niezależnych mediów, które będą w stanie wypełniać swoją podstawową, demokratyczną rolę w społeczeństwie”.</p>
<p><span id="more-1858"></span></p>
<p>Raport zatytułowany “Czy polityka medialna promuje wolność i niezależność mediów?” (2011) opisuje krajobraz medialny Danii i jednocześnie wskazuje system subsydiowania mediów jako główny cel zmian. O ile wszyscy znaczący gracze na rynku medialnym są zgodni co do konieczności przeprowadzenia reformy systemu dotowania mediów, o tyle obu stronom trudno osiągnąć porozumienie w sprawie kierunku tych zmian. Chociaż proces reformowania systemu jest coraz bardziej zawiły i zbiurokratyzowany, jego centralnym punktem pozostaje potrzeba promowania niezależnego systemu medialnego Danii.</p>
<p><strong>System medialny</strong></p>
<p>Helles, Søndergarrd i Toft tłumaczą, że ze względu na wiele czynników, duńska polityka medialna to problem złożony. Rynek mediów w Danii jest unikalny ze względu na swój niewielki rozmiar. A to czyni system kruchym i zależnym zarówno od prywatyzacji, jak i dotacji przyznawanych ze środków publicznych. W centrum tego systemu znajduje się powszechnie podzielana potrzeba utrzymania niezależności i pluralizmu mediów, co w czasach cyfryzacji staje się coraz trudniejsze.</p>
<p>Współczesne zakłócenia na rynku zwiększyły konkurencję między mediami prywatnymi i publicznymi, wstrząsając systemem, który do tej pory funkcjonował harmonijnie. Podobnie jak w przypadku innych systemów medialnych, cyfryzacja stanowi obciążenie dla mediów drukowanych i elektronicznych, co związane jest z rosnącą niechęcią publiczności do płacenia za medialną zawartość.</p>
<p>W przeszłości media elektroniczne, utrzymywane ze środków publicznych, funkcjonowały oddzielnie od finansowanych prywatnie mediów drukowanych. Jednak wraz z rosnącymi zakłóceniami i kurczeniem się rynku, prywatyzacja mediów elektronicznych stawała się coraz bardziej powszechna. W miarę rozwoju sytuacji przedstawiciele prywatnych domów mediowych doszli do wniosku, że walka o klienta staje się trudna a system niezrównoważony.</p>
<p>Jak wskazano w studium przypadku MEDIADEM, „związek między pluralizmem i wolnością wypowiedzi jest złożony”. O ile istnieje zgoda i poparcie dla pluralizmu, w celu utrzymania wolnej i otwartej debaty społecznej, zwolennicy redukcji dotowania mediów wskazują, że system, który zapewnia finansowanie mediom, jest sprzeczny z postulatem ich niezależności.</p>
<p><strong>Bieżące reformy i ogólne cele</strong></p>
<p>Helles, Søndergarrd i Toft twierdzą, że realistyczny system publicznego finansowania mediów w Danii jest konieczny, ale dojście do niego to żmudny i upolityczniony proces. Obecnie funkcjonujący system, oparty na ustalaniu kolejności podczas rozdzielania publicznych pieniędzy, jest nie do utrzymania.</p>
<p>Planując nowe inicjatywy dotyczące polityki medialnej, duńskie partie polityczne prowadzą negocjacje w oparciu o trzyetapowy proces. Rozpoczynają go konferencje i spotkania przedstawicieli partii politycznych z pośrednikami. Następnie Ministerstwo Kultury formułuje propozycje, a później odbywają się właściwe negocjacje pomiędzy ministerstwem i rzecznikami poszczególnych partii politycznych. Chociaż proces ten jest otwarty na zastrzeżenia zarówno ze strony aktorów społecznych, jak i politycznych, zmiany dokonywane są rzadko i przeważnie dotyczą finansowania poszczególnych mediów i zawartości programowej.</p>
<p>Chociaż dotychczas nie pojawiło się wiele sugestii dotyczących reformy systemu finansowania mediów, niedawny raport o mediach w Danii, zatytułowany „Wsparcie dla demokracji. Przyszłość publicznego finansowania mediów” (“Support for Democracy: The Future of Public Support for Media”)<em> </em>(Dyremose, 2011) stanowczo sugeruje, aby subsydia opierać na wynikach produkcji zawartości informacyjnej, a nie danych dotyczących dystrybucji.</p>
<p>Raport, który został przygotowany przez komitet mający za zadanie wypracowanie nowego modelu wspierania mediów, nakreślił system przewidujący bezpośrednie finansowanie dziennikarzy, przy jednoczesnym zapewnieniu dotacji na promocję produkcji prasy.</p>
<p>Reformy te zostały zaproponowane nie tylko ze względu na to, że prasa wciąż dostarcza ponad 70 procent zawartości informacyjnej w Danii, ale również dlatego, że uznano, iż taki system byłby bardziej rozsądny niż powoływanie komitetu decydującego o rozdzielaniu funduszy.</p>
<p>W przeciwieństwie do innych propozycji dotyczących reformy systemu finansowania mediów, zakładających powołanie rady lub komisji rewizyjnej określającej poziom finansowania mediów, bezpośrednie przydzielanie funduszy dziennikarzom i mediom drukowanym pozwoliłoby duńskim mediom na utrzymanie niezależności i uniknięcie wpływu politycznego. Dodatkowo, raport MEDIADEM wskazuje, że odejście od systemu finansowania opartego na danych dotyczących dystrybucji mogłoby także „zmniejszyć ograniczenia wejścia na rynek, narzucone przez dawny model, oparty na specjalistycznych platformach medialnych.</p>
<p>Krytycy proponowanego systemu, jak Rada ds. Konkurencji i Konsumenta (Competition and Consumer Authority), uważają, że mógłby on doprowadzić do jeszcze większego zagęszczenia rynku, przyznając większą część wsparcia dominującym graczom.</p>
<p>Podsumowując raport, jego autorzy wskazują na wpływ polityki medialnej Unii Europejskiej na obecne regulacje mediów publicznych w Danii. Wyjaśniają również, że „media publiczne są nadal postrzegane jako kamień węgielny duńskiej polityki medialnej oraz polityki kulturalnej”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1858/polityka-medialna/polityka-medialna-i-niezaleznosc-mediow-w-danii/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Albania: nowa debata o wolności mediów</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1792/etyka_dziennikarska/albania-nowa-debata-o-wolnosci-mediow</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1792/etyka_dziennikarska/albania-nowa-debata-o-wolnosci-mediow#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 16:22:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Henri Cili</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[Albania]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarze albańscy]]></category>
		<category><![CDATA[finansowanie mediów]]></category>
		<category><![CDATA[media w Albanii]]></category>
		<category><![CDATA[Sokol Balla]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1792</guid>
		<description><![CDATA[20 lat demokracji w Albanii to czas gorących dyskusji o wolności prasy. Teraz, kiedy kraj wkracza w trzecią dekadę demokracji, te debaty należy umieścić w innym kontekście. Nowa książka dziennikarza Sokola Balli, zatytułowana „Swoboda wypowiedzi – europejskie wyzwanie”, prezentuje bieżący stan i kierunki ewolucji wolności prasy w Albanii. Balla w swojej książce dostarcza kilku wskazówek, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" title="sb" src="http://al.ejo-online.eu/wp-content/uploads/sokol-balla.jpg" alt="" width="191" height="250" />20 lat demokracji w Albanii to czas gorących dyskusji o wolności prasy.</strong></p>
<p>Teraz, kiedy kraj wkracza w trzecią dekadę demokracji, te debaty należy umieścić w innym kontekście. Nowa książka dziennikarza Sokola Balli, zatytułowana „Swoboda wypowiedzi – europejskie wyzwanie”, prezentuje bieżący stan i kierunki ewolucji wolności prasy w Albanii.</p>
<p>Balla w swojej książce dostarcza kilku wskazówek, które warto rozważyć, obserwując rozwój wolności prasy w tym kraju. Podkreśla, że obecnie dla Albańczyków ważne są inne sprawy niż 10 czy 15 lat temu, kiedy wolna prasa była jeszcze w powijakach. Balla nie twierdzi, że branża medialna jest w pełnym rozkwicie, mimo to jednak obecny system medialny jest bardzo złożony.</p>
<p><span id="more-1792"></span></p>
<p>Centralne znaczenie dla wolności mediów w Albanii ma problem gospodarczy, to z niego wynikają wszystkie inne problemy. Podstawowa, i zapewne najistotniejsza, jest sprawa finansowania. Dzisiejszy system medialny jest zbudowany jak branża przemysłu, jednak mimo tego, że jest w swej istocie działalnością biznesową, funkcjonuje bez obaw przed bankructwem. Ponad jedna trzecia funduszy mediów pochodzi ze sprzedaży produktów i reklam. Pozostała część – od sponsorów będących u władzy lub z ciężkich do ustalenia źródeł o charakterze gospodarczym.</p>
<p>Najbardziej niepokojąca jest niewydolność dziennikarzy w stawianiu czoła przemysłowi medialnemu i dociekaniu prawdy o źródłach finansowania: wtedy bowiem zarobki osób pracujących w mediach zmniejszyłyby się co najmniej o dwie trzecie, a zatrudnienie w branży by spadło.</p>
<p>Inna sytuacja w Albanii stwarza nowe warunki dla rozwoju gospodarczego i kulturalnego. System medialny stał się – bardziej niż kiedykolwiek dotąd – częścią przemysłu usługowego, przedłużeniem działalności ekonomicznej i marketingowej.</p>
<p>W tej sytuacji zagadnienia związane ze swobodą wypowiedzi stają się bardziej skomplikowane, muszą pojawić się też pewne wątpliwości i sceptycyzm. Na przykład – skoro media nie są w stanie same utrzymać się finansowo, czy warto stwarzać to wrażenie napięcia między dziennikarzami a źródłami finansowania? A przy okazji – jeśli media są finansowane przez grupy gospodarcze o określonych zainteresowaniach sprzedażowych, to czy swoboda wypowiedzi na tym cierpi?</p>
<p>Końcowe wnioski Balli są związane z szybkim pojawieniem się i rozwojem public relations w dobie masowego komunikowania. Wszystkie podmioty społeczne w Albanii – gospodarcze, instytucjonalne i tym podobne – zaczęły intensywnie rozwijać swoje public relations, mimo że Albania ma niewielkie doświadczenie, jeśli chodzi o swobodę wypowiedzi. Trzeba krytyczne spojrzeć na to, w jaki sposób informacje o produktach i usługach zamieniają się w reklamy. Następnie wypada zapytać, gdzie leży granica między rzetelnym informowaniem o działalności rządu a propagandą. I wreszcie – w jaki sposób będzie w przyszłości ewoluować etyka mediów, w nowym kontekście public relations i marketingu?</p>
<p>Balla prowadzi rozważania, zachęcając Albańczyków, aby wykraczali poza tradycyjną sferę i zakres przynależny mediom w albańskim społeczeństwie, z nadzieją, że koniec końców będą one ucieleśniać to „europejskie wyzwanie”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1792/etyka_dziennikarska/albania-nowa-debata-o-wolnosci-mediow/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Koniec anonimowości? Nie tak prędko</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1786/nowe_media/koniec-anonimowosci-nie-tak-predko</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1786/nowe_media/koniec-anonimowosci-nie-tak-predko#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 11:02:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kornelia Trytko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka Medialna]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[ACTA]]></category>
		<category><![CDATA[anonimowość w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[Jillian C. York]]></category>
		<category><![CDATA[Kataryna]]></category>
		<category><![CDATA[Keith Teare]]></category>
		<category><![CDATA[PIPA]]></category>
		<category><![CDATA[Renaud Honore]]></category>
		<category><![CDATA[Sheryl Sandberg]]></category>
		<category><![CDATA[SOPA]]></category>
		<category><![CDATA[wolność Internetu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1786</guid>
		<description><![CDATA[28 stycznia świat obchodził Międzynarodowy Dzień Prywatności. Jednym z problemów, na który z tej okazji zwrócili uwagę aktywiści działający na rzecz ochrony danych osobowych, było prawo do anonimowości w sieci.   W tekście napisanym dla Electronic Frontier Foundation, Jillian C. York podkreśla rolę anonimowych wypowiedzi w kontekście prawa użytkowników do zachowania prywatności. Autorka opisuje szereg [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" src="http://farm5.staticflickr.com/4141/4742252765_a336ceee34_m.jpg" alt="" width="170" height="240" />28 stycznia świat obchodził Międzynarodowy Dzień Prywatności. Jednym z problemów, na który z tej okazji zwrócili uwagę aktywiści działający na rzecz ochrony danych osobowych, było prawo do anonimowości w sieci.  </strong></p>
<p>W tekście napisanym dla Electronic Frontier Foundation, <a href="https://www.eff.org/deeplinks/2012/01/right-anonymity-matter-privacy">Jillian C. York </a>podkreśla rolę anonimowych wypowiedzi w kontekście prawa użytkowników do zachowania prywatności. Autorka opisuje szereg przypadków, w których tożsamość blogerów z USA, Maroka czy Egiptu została ujawniona po tym, jak przedstawili poglądy nieprzychylne wysoko postawionym reprezentantom władzy.</p>
<p>Podobne historie nie powinny dziwić czytelników z Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Sprawa Kataryny, jednej z najbardziej znanych polskich blogerek, której tożsamość została ujawniona przez splot medialno-politycznych wydarzeń, wywołała burzę komentarzy nie tylko w Internecie. <span id="more-1786"></span>Politycy już nieraz podejmowali próbę uregulowania (czytaj: wyeliminowania) anonimowych treści w sieci, uzasadniając to walką z rasizmem, antysemityzmem, mową nienawiści, oszczerstwami czy bullyingiem. Anonimowość jest też często przedstawiana przez media w ten sposób: jeśli piszesz anonimowo, to pewnie masz coś na sumieniu albo jesteś tchórzem i nie chcesz wziąć odpowiedzialności za swoje słowa.</p>
<p>Nie są to zatem łatwe czasy dla anonimowych wypowiedzi. Zidentyfikować można przynajmniej kilka symptomów procesu „deanonimizacji” wirtualnej przestrzeni. Pojęcie „deanonimizacji”, do tej pory obecne głównie w żargonie technologicznym, ma w sobie duży potencjał ujęcia nowych rozwiązań prawnych, zmian społecznych i politycznych zachodzących w sieci, których celem jest wyeliminowanie albo umniejszenie znaczenia anonimowych wypowiedzi. Poza zabiegami prawnymi i politycznymi, a także „złym PR-em” w mediach, ważnym czynnikiem jest również „polityka prawdziwej tożsamości” („true identity policy”), promowana przez giganta mediów społecznościowych, serwis Facebook.</p>
<p><strong>Jedna, prawdziwa tożsamość</strong></p>
<p>W swoim <a href="http://www.youtube.com/watch?v=hTpBvnzu7eU">wystąpieniu</a> podczas konferencji Hubert Burda DLD w Monachium, Sheryl Sandberg, dyrektor operacyjna Facebooka, wymieniła przejście od anonimowości do „prawdziwej tożsamości” jako jeden z głównych trendów w rozwoju nowych technologii. Rzeczywiście, coraz więcej serwisów internetowych wymaga od swoich użytkowników „wylegitymowania” się danymi z Facebooka, Google, Yahoo czy Twittera w celu rejestracji czy napisania komentarza. Facebook ma na świecie ponad 800 milionów aktywnych użytkowników. Czy to oznacza, że użytkownicy Internetu pogodzili się z propagowanym przez serwis trendem?</p>
<p>Większość komentatorów przyznaje, że prawo do anonimowych wypowiedzi jest konieczne w niedemokratycznych reżimach, gdzie za krytykę władzy grozi kara więzienia czy nawet śmierć. Niewielu także odmawia prawa do anonimowości użytkownikom serwisów poruszających sprawy delikatne i intymne, gdzie osoby uzależnione albo ofiary przemocy poszukują wsparcia i możliwości wymiany doświadczeń.</p>
<p>Jeśli jednak chodzi o wypowiedzi o charakterze politycznym w państwach uznawanych za demokratyczne, sprawa nie jest już tak oczywista. Nie będę tutaj przedstawiać całej listy powodów, dla których prawo do anonimowych wypowiedzi jest kluczowe także w demokracjach. Jillian C. York i wielu innych komentatorów tłumaczyło to już wystarczająco przejrzyście. Z drugiej jednak strony, użytkownicy Internetu umieszczają w sieci coraz więcej prywatnych informacji, wielu z nich nie czyta zapisów dotyczących polityki prywatności poszczególnych serwisów i biernie akceptuje ograniczenia nakładane przez rządy i media. Jeśli jednak rządy i media uważają, że jest to trend oczywisty i nieodwracalny, to są w błędzie.</p>
<p><strong>Koniec ery „zaufaj nam”</strong></p>
<p>Przykład Nymwars, ubiegłorocznego konfliktu między Google+ i jego użytkownikami, dotyczącego polityki „prawdziwej tożsamości” pokazał, że internauci nie wyrzekną się prawa do anonimowości bez walki.  Przypadek ten może być zapowiedzią szerszej zmiany w świadomości społeczności Internetu.</p>
<p>W <a href="http://techcrunch.com/2012/01/28/google-facebook-privacy-and-you/?utm_source=feedburner&amp;utm_medium=feed&amp;utm_campaign=Feed%3A+Techcrunch+%28TechCrunch%29">artykule</a> dotyczącym zmian w polityce prywatności Google, Keith Teare przedstawił ciekawe spostrzeżenie na temat zachowania internautów.</p>
<p>„W przeszłości, obrońcy prywatności w Internecie skupiali się głównie na jej regulacyjnym aspekcie, a lobby skupione wokół tego zagadnienia składało się głównie z ekspertów w dziedzinie polityki prywatności. W okresie po konferencji Facebooka F8 w 2011 roku, konsumenci zajęli dużo bardziej zdecydowane stanowisko w sprawie wykorzystania ich danych. Ostatni tydzień to zjawisko nasilił.”</p>
<p>Niedawne, powszechne protesty przeciwko SOPA i PIPA, jak również silny i dla wielu niespodziewany, sprzeciw wobec ACTA wyrażony przez polskich internautów, są w tym kontekście bardzo istotne. O ile podobne protesty nie są niczym nowym w Stanach Zjednoczonych, wolność Internetu nie zajmowała  do tej pory wysokiej pozycji na polskiej agendzie politycznej.</p>
<p>Polski rząd jest mocno zaskoczony protestem, który wyprowadził na ulice tysiące młodych ludzi. Członkowie opozycji, którzy teraz głośno krytykują rząd premiera Tuska za podpisanie umowy, a wcześniej poparli ją w Parlamencie Europejskim, <a href="http://migal.salon24.pl/384515,90-poslow-nie-wie-o-90-glosowan-czyli-demokracja-udawana">otwarcie przyznają</a>, że nie mieli pojęcia nad czym głosują.</p>
<p><strong>Pora na przebudzenie</strong></p>
<p>Można mieć nadzieję, że wydarzenia ostatniego tygodnia będą sygnałem do przebudzenia zarówno dla polskiego społeczeństwa, jak i polityków. Pierwsza grupa, umocniona wsparciem światowej społeczności internetowej, może zacznie przykładać więcej uwagi do przepisów i regulacji wirtualnej przestrzeni, proponowanych przez rząd i parlament. Natomiast politycy powinni sobie uzmysłowić, że wyborcy bacznie śledzą ich poczynania, także bez pośrednictwa dominujących mediów. Ważne jest także, aby zaczęli dokładniej analizować decyzje podejmowane na forum Unii Europejskiej.</p>
<p>Jak wskazuje <a href="http://worldcrunch.com/new-digital-freedom-showdown-european-leaders-push-tough-internet-privacy-laws/4555">Renaud Honore</a>, już wkrótce Komisja Europejska przedstawi cały szereg  rozwiązań legislacyjnych, mających za zadanie harmonizację różnorodnych stanowisk dotyczących ochrony prywatności w krajach Unii Europejskiej. Polscy europarlamentarzyści powinni się do tej dyskusji dobrze przygotować.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1786/nowe_media/koniec-anonimowosci-nie-tak-predko/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krajobraz medialny Rumunii</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1778/ekonomika_mediow/krajobraz-medialny-rumunii</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1778/ekonomika_mediow/krajobraz-medialny-rumunii#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Jan 2012 12:11:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Alina Vasiliu</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ekonomika Mediów]]></category>
		<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka Medialna]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[Alexandru Lăzescu]]></category>
		<category><![CDATA[Alina Vasiliu]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarze rumuńscy]]></category>
		<category><![CDATA[media rumuńskie]]></category>
		<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[szantaż dziennikarski]]></category>
		<category><![CDATA[wolność prasy w Rumunii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1778</guid>
		<description><![CDATA[Informujemy, że Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie wciąż się rozwija, obejmując kolejne wersje językowe.  Jedną z nich jest wersja rumuńska. W poniższym artykule Alina Vasiliu, nasza redaktorka z Rumunii, pisze o przeszłości i teraźniejszości mediów w tym kraju. Rok 1989 był punktem zwrotnym dla mediów masowych w Rumunii. Tak jak w innych wymiarach życia rumuńskiego społeczeństwa, oznaczał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft" src="http://en.ejo.ch/wp-content/uploads/2615334635_febb67bbb8-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" />Informujemy, że Europejskie Obserwatorium Dziennikarskie wciąż się rozwija, obejmując kolejne wersje językowe.  Jedną z nich jest <a href="http://ro.ejo-online.eu/">wersja rumuńska</a>.</strong></p>
<p><em>W poniższym artykule Alina Vasiliu, nasza redaktorka z Rumunii, pisze o przeszłości i teraźniejszości mediów w tym kraju.</em></p>
<p>Rok 1989 był punktem zwrotnym dla mediów masowych w Rumunii. Tak jak w innych wymiarach życia rumuńskiego społeczeństwa, oznaczał swego rodzaju zakończenie, gdyż zniknęły wtedy komunistyczne instytucje medialne, aby zostać wkrótce zastąpionymi przez te demokratyczne. Prawie wszystkie rumuńskie środki masowego przekazu zmieniły swoje nazwy. <span id="more-1778"></span>Rezygnowano z pełnych demagogii komunistycznych etykietek, a wprowadzano do tytułów słowo „wolność”, jako przykłady można podać: „Wolną Młodzież” („Tineretul liber” – gazeta obejmująca swoim zasięgiem cały kraj), „Wolną Telewizję Rumuńską” („Televiziunea Română Liberă” – telewizja publiczna), „Wolne Życie” („Viaţa liberă” – gazeta gałacka) czy „Wolny Umysł” („Cuget liber” – gazeta konstancka). Czasopismo „Iskra” („Scânteia”) stało się „Prawdą” („Adevărul”). Jedynym tytułem, który nie wymagał zmiany, była „România Liberă” („Wolna Rumunia”), jednak w grudniu 1989 roku to określenie i tak zyskało inne znaczenie.</p>
<p>Dziennikarze</p>
<p>Niestety, mimo że nazwy instytucji medialnych uległy zmianie, skład redakcji w większości przypadków pozostał bez zmian. Przedrewolucyjni dziennikarze – piszący w strachu przed cenzurą, wedle odgórnych nakazów – stali się dziennikarzami porewolucyjnymi, a ich agresja dorównywała wcześniej okazywanej uległości. Podczas tego krótkiego okresu demokratycznych przemian łamali zasady, mogli napisać o każdym, co tylko chcieli, nie będąc za to pociąganymi do odpowiedzialności.<br />
Nagłówki publikacji uległy zmianie, ale ci, którzy przed rewolucją koordynowali i cenzorowali pracę dziennikarzy, nie zniknęli, raczej pozostawali w uśpieniu, żeby kilka lat później pojawić się znów – we władzach wielu organizacji medialnych. Ci, którzy objęli kierownictwo w 1989 roku, także nie byli „modelowymi dziennikarzami” – w końcu postawy i odruchy wyrobione przez tak wiele lat życia w komunizmie nie wyparowały z dnia na dzień.</p>
<p>Dlatego pewnie najbardziej obiecującą perspektywą dla dziennikarstwa w Rumunii jest całkowita wymiana pokoleniowa, zastąpienie tych, których kształcono w „złotej epoce”, młodymi dziennikarzami, gotowymi do wprowadzania w życie zasad, które przyswoili na uniwersytetach, a nie nawyków zapożyczonych od starszych kolegów.</p>
<p>Etyka</p>
<p>Ważne socjologiczne badania <a href="http://media.hotnews.ro/media_server1/document-2009-10-23-6340228-0-raport-cercetare-cantitativa.pdf">„Samoregulacja mediów w Rumunii”</a> (przeprowadzone w 2009 roku przez IMAS, który jest ośrodkiem działającym na rzecz niezależności dziennikarzy oraz agencją monitoringu mediów) ujawniły wiele odchyleń od powszechnie akceptowanych standardów profesjonalnego dziennikarstwa. 31% dziennikarzy przyznało, że zajmowali się sprzedażą reklam. Za trudne wielu uważa sprostowanie błędu w mediach, 43% – zweryfikowanie informacji z kilku niezależnych źródeł, a 33% – przedstawienie poglądów wszystkich stron zaangażowanych w jakąś sprawę.</p>
<p>Większość przyznaje, że prasa nie spełnia standardów dziennikarskich, a 60% dziennikarzy przyczyn tego stanu rzeczy upatruje w naciskach politycznych. Inne wymieniane powody to nieodpowiednie kształcenie dziennikarzy, wpływ pracodawców, presja rynku, brak przejrzystości w instytucjach państwowych. Połowa dziennikarzy nie jest świadoma istnienia jakichkolwiek kodeksów etycznych, a 17% twierdzi, że pewne sprawy w ich redakcjach są tematami tabu.</p>
<p>Kwestie związane z zawodowymi standardami w prasie osiągnęły kulminację wraz z serią skandali rozpoczętą publikacją transkrypcji nagrania, na którym dwóch znanych dziennikarzy, Sorin Roşca Stănescu i Bogdan Chirieac, usiłuje szantażować osobę publiczną.</p>
<p>W kolejnym roku ujawniono kontrowersyjne nagrania rozmów Sorina Ovidiu Vântu, właściciela Realitatea TV, jednej z pierwszych rumuńskich stacji telewizyjnych, z dziennikarzami i politykami. Oprócz istotnego politycznie kontekstu, jaki zawierały nagrania, unaoczniły one także podporządkowanie, a nawet służalczość, która może istnieć w relacji dziennikarzy i właścicieli mediów.</p>
<p>Na konferencji zorganizowanej przez Rumuńską Federację Dziennikarzy, MediaSind, w 2011 roku w Bukareszcie, prezes i dyrektor naczelny TVR, Alexandru Lăzescu, wyjaśniał: „Oprócz ekonomicznego osłabienia mediów widoczne jest także całkowite załamanie standardów etycznych, jednocześnie upadkowi wartości nadaje się pozory normalności. Do jakiego stopnia media pozostają mediami, a dziennikarze dziennikarzami – a nie narzędziem wojny? To, że ktoś jest nazywany dziennikarzem, nie oznacza jeszcze, że para się dziennikarstwem. Od 10 lat mamy do czynienia ze zjawiskiem związanym z zepsuciem, które zżera od środka wiarygodność mediów. Dziennikarskie szantaże – choć mniej nasilone w Bukareszcie – są w tym kraju praktykowane z ogromną wprawą. Istnieją wyraźne wzorce. Sam znam ludzi, którzy są rozgoryczeni tym, co się dzieje, a rozrosło się już w wyrafinowany, zorganizowany atak.”</p>
<p>Jak to działa? Dziennikarze prowadzą dochodzenie i odkrywają fakty stawiające w złym świetle jakąś osobę publiczną. Następnie obiecują nie ujawniać nigdy tych informacji publicznie – za pieniądze lub reklamy dla swoich publikacji. Zdarzają się także sytuacje, w których szantażowane osoby, zajmujące wysokie stanowiska w instytucjach państwowych, są zmuszane do ujawniania poufnych informacji.</p>
<p>Lăzescu – który zachował posadę profesora dziennikarstwa, mimo że został mianowany do władz rumuńskiej telewizji publicznej – przyznaje, że napotyka na trudności w komunikacji ze studentami, którzy zdają sobie sprawę, że to, czego naucza uniwersytet, stoi w sprzeczności z rzeczywistością i praktyką dziennikarską.</p>
<p>Wolność prasy</p>
<p>Nawet w tej sytuacji wszystkie organizacje pozarządowe i stowarzyszenia prasowe wciąż kurczowo trzymają się opinii, że dziennikarze nie powinni być ograniczani przepisami prawa, ponieważ to stworzyłoby wstępne warunki do ograniczania wolności słowa. Nawet gdyby ustawa miała być napisana i poddana pod dyskusję w środowisku dziennikarzy, to istnieje przekonanie, że jeśli tylko trafiłaby do „miksera” w postaci rumuńskiego parlamentu, politycy postrzegający prasę jako zagrożenie nieodwracalnie by ją zepsuli.</p>
<p>Ze względu na ciągłe naciski organizacji branżowych, początkowo przeciwko artykułom 205 i 206 Kodeksu Karnego dotyczących zniewagi i pomówienia, prawo już od 2006 roku nie jest zagrożeniem dla wolności słowa w Rumunii.<br />
Niemniej jednak kraj zajmuje 52. miejsce w światowym rankingu wolności prasy, „Press Freedom Index” (2010), opublikowanym przez organizację Reporterzy bez Granic i plasuje się o dwa miejsca niżej niż w poprzednim roku. Według tego rankingu wolność prasy spada już trzeci kolejny rok z rzędu (2007 r. – 42. miejsce, 2008 r.– 47. miejsce, 2009 r.– 50. miejsce, 2010 r. – 52. miejsce).</p>
<p>Wolność dziennikarzy w Rumunii nie jest więc ograniczana przez prawo, ale przez organizacje medialne, w których pracują. To brak regulacji prawnych i instytucji samoregulujących mógł doprowadzić do rozpowszechnienia się zjawiska szantaży dziennikarskich i do „tłumienia istotnych i wiarygodnych redakcyjnych treści poprzez dziennikarstwo manipulujące, stronnicze opinie i informacje przyjmujące formę rozrywki”, co unaocznił raport FreeEx pt. <a href="http://www.activewatch.ro/uploads/FreeEx%20Publicatii%20/Press%20Freedom%20in%20Romania%20Report%20May%202011.pdf">„Wolność Prasy w Rumunii &#8211; 2010&#8243;</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1778/ekonomika_mediow/krajobraz-medialny-rumunii/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sąd nad komentarzem</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1759/nowe_media/sad-nad-komentarzem</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1759/nowe_media/sad-nad-komentarzem#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Dec 2011 11:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kornelia Trytko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowe Media / Web 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[anonimowość w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[Emma Griffiths]]></category>
		<category><![CDATA[Fakt]]></category>
		<category><![CDATA[komentarze w Internecie]]></category>
		<category><![CDATA[Radosław Sikorski]]></category>
		<category><![CDATA[Roman Giertych]]></category>
		<category><![CDATA[Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1759</guid>
		<description><![CDATA[Radosław Sikorski, polski minister spraw zagranicznych, wyruszył na prywatną wojnę z anonimowymi komentarzami w Internecie.  W ostatnich miesiącach Sikorski wytoczył procesy wydawcom kilku gazet („Wprost”, „Fakt”, „Puls Biznesu”), w związku z pojawiającymi się na nich antysemickimi i obraźliwymi komentarzami pod jego adresem. Wpisał się tym samym w coraz głośniejszą debatę nad odpowiedzialnością za słowo w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" title="cm" src="http://farm1.staticflickr.com/139/383592511_8d2cf49295_m.jpg" alt="" width="240" height="180" /><strong>Radosław Sikorski, polski minister spraw zagranicznych, wyruszył na prywatną wojnę z anonimowymi komentarzami w Internecie. </strong></p>
<p>W ostatnich miesiącach Sikorski wytoczył procesy wydawcom kilku gazet („Wprost”, „Fakt”, „Puls Biznesu”), w związku z pojawiającymi się na nich antysemickimi i obraźliwymi komentarzami pod jego adresem. Wpisał się tym samym w coraz głośniejszą debatę nad odpowiedzialnością za słowo w sieci.</p>
<p>Zdaniem Romana Giertycha, reprezentującego ministra przed sądem, wydawca, który nie usuwa obraźliwych komentarzy, mimo, że naruszają one ustanowiony przez niego regulamin, jest za nie odpowiedzialny. <span id="more-1759"></span>Tak przynajmniej wynika z <a href="http://www.radeksikorski.pl/dokumenty/pozew.pdf">pozwu</a>, który Giertych złożył w imieniu swojego klienta przeciwko wydawcy „Faktu”, spółce Ringier Axel Springer Polska.</p>
<p>Twierdzenia takie stoją w sprzeczności z zapisami obowiązującej w Polsce ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Zwalniają one serwis internetowy z odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy do momentu, w którym ktoś zgłosi naruszenie prawa (Rozdział 3: „Wyłączenie odpowiedzialności usługodawcy z tytułu świadczenia usług drogą elektroniczną”). Mecenas ministra Sikorskiego chce, aby sprawą zajął się Trybunał Konstytucyjny.</p>
<p>Nałożenie automatycznej odpowiedzialności na wydawcę za komentarze pojawiające się na administrowanej przez niego stronie wydaje się jednak mało prawdopodobne. Byłaby ona nie tylko trudna do wyegzekwowania, ale mogłaby także grozić całkowitym paraliżem debaty w Internecie. Granice między zniesławieniem a uzasadnioną krytyką są bowiem płynne, a administratorzy, w obawie przed odpowiedzialnością, mogliby znacznie zwiększyć autocenzurę.</p>
<p>Toczące się obecnie debaty w innych państwach, na przykład w Wielkiej Brytanii, pokazują, że ustawodawców interesuje teraz kwestia anonimowości… czy też raczej chęć jej ograniczenia.</p>
<p>W Wielkiej Brytanii są obecnie opracowywane nowe przepisy regulujące kwestię odpowiedzialności za komentarze w Internecie. W październiku została tam przedstawiony <a href="http://www.publications.parliament.uk/pa/jt201012/jtselect/jtdefam/203/20302.htm">projekt ustawy</a>, której celem ma być „uzyskanie równowagi między wolnością słowa a ochroną wizerunku”.</p>
<p>Część zapisów projektu dotyczy właśnie postępowania w przypadku oszczerczych (lub postrzeganych za takie) komentarzy na stronach internetowych. Do tej pory, podobnie jak w Polsce, brytyjscy wydawcy mogli zostać pociągnięci do odpowiedzialności wtedy, gdy nie zareagowali na zgłoszenie naruszenia prawa.</p>
<p>Nowy projekt proponuje uszczegółowienie przepisów w tym zakresie, rozróżniając komentarze pochodzące ze źródeł możliwych do zidentyfikowania oraz anonimowe.</p>
<p>W pierwszym przypadku, zdaniem autorów projektu, rzeczony komentarz powinien zostać opatrzony informacją o złożonej skardze. Osoba zgłaszająca wątpliwości będzie mogła wystąpić do sądu o nakaz usunięcia komentarza („takedown order”). Jeżeli go uzyska, wydawca będzie się musiał do niego dostosować, a autor komentarza będzie mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności.</p>
<p>Jeżeli natomiast potencjalnie oszczerczy komentarz jest anonimowy, a jego autor nie zgodzi się na identyfikację, wydawca powinien usunąć wpis zaraz po otrzymaniu skargi. Jeżeli tego nie zrobi, przejmuje odpowiedzialność za opublikowaną treść.</p>
<p>Jak pisze <a href="http://www.bbc.co.uk/news/uk-politics-15364774">Emma Griffiths dla BBC</a>, autorzy projektu krytykują anonimowe wpisy  utrzymując, że „mogą one co prawda wspierać wolność wypowiedzi, ale równocześnie osłabiają poczucie odpowiedzialności”, a nowe zapisy mają na celu spowodowanie „kulturalnej zmiany”, w efekcie której anonimowe wpisy nie będą postrzegane jako prawdziwe i wiarygodne.</p>
<p>Twierdzenia takie budzą z kolei protesty właścicieli serwisów internetowych, dla których anonimowość jest podstawą funkcjonowania sieci. Dyskusje o nadużyciach, intymnych lub wstydliwych problemach opierają się często właśnie na takiej, anonimowej komunikacji. Pojawiają się obawy, że strony internetowe, które nie mają funduszy na walkę w sądzie, będą po prostu usuwać wszystkie anonimowe komentarze, co do których pojawią się zastrzeżenia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1759/nowe_media/sad-nad-komentarzem/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kościół i media – dialog?</title>
		<link>http://pl.ejo-online.eu/1697/etyka_dziennikarska/kosciol-i-media-%e2%80%93-dialog</link>
		<comments>http://pl.ejo-online.eu/1697/etyka_dziennikarska/kosciol-i-media-%e2%80%93-dialog#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Nov 2011 23:25:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Piskozub</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka Dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[Wolność Prasy]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Darski]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół katolicki]]></category>
		<category><![CDATA[ks. Adam Boniecki]]></category>
		<category><![CDATA[media publiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Nergal]]></category>
		<category><![CDATA[TVP]]></category>
		<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>
		<category><![CDATA[wolność wypowiedzi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pl.ejo-online.eu/?p=1697</guid>
		<description><![CDATA[O Nergalu, księdzu Bonieckim i relacjach władzy kościelnej z &#8220;czwartą władzą&#8221;. W ostatnich miesiącach relacje pomiędzy Kościołem a mediami w Polsce zdają się nabierać zupełnie nowego charakteru. Ich koegzystencja, do tej pory względnie spokojna, przerywana była jedynie czasami wzajemnymi atakami &#8211; przechodzącymi z reguły bez echa w zbiorowej świadomości społeczeństwa. Ta równowaga została naruszona za [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;" align="center"><strong><img class="alignleft" title="ksb" src="http://farm3.static.flickr.com/2758/4112545392_aa2cd6a6fc.jpg" alt="" width="300" height="200" />O Nergalu, księdzu Bonieckim i relacjach władzy kościelnej z &#8220;czwartą władzą&#8221;.</strong><span style="text-decoration: underline;"><br />
</span></p>
<p>W ostatnich miesiącach relacje pomiędzy Kościołem a mediami w Polsce zdają się nabierać zupełnie nowego charakteru. Ich koegzystencja, do tej pory względnie spokojna, przerywana była jedynie czasami wzajemnymi atakami &#8211; przechodzącymi z reguły bez echa w zbiorowej świadomości społeczeństwa.</p>
<p>Ta równowaga została naruszona za sprawą zatrudnienia w telewizji publicznej Adama „Nergala” Darskiego. <span id="more-1697"></span>Kontrowersyjny lider deathmetalowego zespołu Behemoth został jurorem w muzycznym programie „The Voice of Poland”. Ten fakt spotkał się ze skomasowaną krytyką polskiego Episkopatu, który potępił Telewizję Polską za promowanie osoby o jawnie „satanistycznych” poglądach („Nergal” na jednym z koncertów podarł Biblię). Biskup włocławski, Wiesław Mering, wystosował list do prezesa TVP Juliusza Brauna, w którym nazwał Darskiego „wyznawcą satanizmu”, „bluźniercą” i „człowiekiem bez podstawowej kultury”. Wezwał on nawet katolików do finansowego bojkotu TVP (niepłacenie abonamentu), jako formy sprzeciwu wobec postępowania jej władz odnośnie „Nergala”.</p>
<p>Co ciekawe, Biskup Mering posunął się jeszcze dalej. Oskarżył bowiem <em>Tygodnik Powszechny</em> o „ewolucję w złym kierunku”. Wypominał pismu udostępnianie swoich łam dla mocno kojarzonej z lewicą Magdaleny Środy, czy byłych księży – Tomasza Węcławskiego i Stanisława Obirka. Dodatkowo, w ostatnich dniach zakon Marianów nałożył na ks. Adama Bonieckiego zakaz wypowiadania się do mediów (poza „Tygodnikiem Powszechnym”). Choć nie podano oficjalnych przyczyn tego posunięcia, tajemnicą poliszynela jest fakt, że ks. Boniecki wypowiadał się o „Nergalu” i sprawie krzyża w sposób pozbawiony wartościowania, bez jawnych ataków, co mogło nie spodobać się polskim hierarchom.</p>
<p>Cała ta sprawa zbiegła się w czasie z wyborczym sukcesem Ruchu Palikota. Partia ta nie kryje się z jawnie antyklerykalnym nastawieniem, wyraźnie akcentując w swoim programie rozdział Kościoła od państwa. Na nowo rozgorzała debata o obecności krzyża w polskiej przestrzeni publicznej. W programach publicystycznych dochodzi do konfrontacji pomiędzy członkami partii lewicowych a duchownymi.</p>
<p>Powyższe fakty mogą skłaniać do refleksji nad jakością dialogu pomiędzy religią a mediami. Styl konfrontacyjny w relacji tych dwóch sfer życia przynosi bowiem reperkusje nie tylko w aspekcie religijnym czy medialnym; oddziałuje on na społeczne postawy i zachowania, a przede wszystkim rodzi pytanie o poszanowanie wolności słowa w Polsce.</p>
<p>Starcie pomiędzy Kościołem a mediami w naszym kraju nie jest tylko pokłosiem „sprawy Nergala”. Ma ono znacznie głębszy kontekst, odnoszący się do konfrontacji pomiędzy weryfikowanym faktem a wiarą i opartymi na niej przekonaniami. „Nergal” podarł Biblię – fakt. „Nergal” tworzy teksty odwołujące się do postaci Szatana – fakt. „Nergal” nie wierzy w Boga – fakt. „Nergal” jest satanistą – przekonanie. Obecność „Nergala” w TVP propaguje wartości antykatolickie – przekonanie. W tej perspektywie niemożliwe jest uzyskanie zadowalającego obie strony rozwiązania. Media bowiem <em>explicite </em>powinny opierać się na obiektywnej i dającej się zweryfikować informacji, Kościół zaś będzie uciekał się do nadania jej głębszego sensu, znaczenia. Przy takim ujęciu sprawy żadna ze stron sporu nie działa irracjonalnie; wręcz przeciwnie – zachowanie Kościoła i mediów jest logicznym następstwem czy to etyki pracy dziennikarskiej, czy katolickiej doktryny. Inne postawy powodowałyby wypaczenie sensu obu instytucji.</p>
<p>Inaczej problem krystalizuje się w momencie spojrzenia na „sprawę Nergala” przez pryzmat ciągu przyczynowo – skutkowego. Jeśli wypowiedzi biskupów uznać za „reakcję” na „akcje”, podejmowane przez „Nergala”, rodzi się pytanie o legitymację Kościoła do interwencji w sferze mediów. Program „The Voice of Poland” nie jest bowiem audycją ani religijną, ani nawet religioznawczą. Wypowiedzi „Nergala” odnoszą się w niej do formy sztuki zaprezentowanej przez uczestników. Jedyną kontrowersją w muzycznym show nie są wypowiedzi Darskiego, lecz Darski „zewnętrzny”, jego dotychczasowy dorobek artystyczny, który skutecznie został napiętnowany przez środowiska katolickie. W sierpniu sąd uznał jednak, że nawet podarcie przez wokalistę Behemotha Biblii było „formą sztuki wpisaną w stylistykę grupy”. Czy zatem w Polsce mamy do czynienia z przynajmniej kilkoma kanonami rozumienia pojęcia „wolności słowa”?</p>
<p>Problem ten pojawia się także w momencie nałożenia na ks. Adama Bonieckiego zakazu wypowiedzi do mediów. Były redaktor naczelny <em>Tygodnika Powszechnego</em> uchodzi za duchownego o liberalnych poglądach, nigdy jednak nie stał w opozycji do Kościoła – z reguły bowiem starał się dostrzegać wszystkie aspekty analizowanych kwestii. Jego zakon uznał jednak, że ks. Bonieckiemu nie wolno już udzielać się w prasie, radiu  i telewizji. To kara praktykowana w obrębie Kościoła dla „nieposłusznych” duchownych. Ten zakaz uderza jednak także w segment medialny. Ks. Boniecki jest bowiem osobą bardzo często zapraszaną do mediów jako komentator życia Kościoła, w programie Religia.tv był nawet współprowadzącym audycję „Rozmównica”. Czy zachowanie Marianów względem własnego członka nie jest swoistą formą cenzury, której medialną reperkusją staje się ograniczenie wolności słowa jednostki? Czy działania Kościoła względem „Nergala” nie naruszają prawa do wolności wypowiedzi w mediach? Odpowiedź na to pytanie zależy przede wszystkim od wyznawanego systemu wartości i hierarchii porządków (ziemskiego i metafizycznego) każdego z obywateli.</p>
<p>Z drugiej jednak strony, zachowanie mediów względem Kościoła też pozostawia wiele do życzenia. Część publicystów, nie tylko określających się jako „katoliccy”, próbowało poruszać wewnętrzne sprawy Kościoła, nawołując niekiedy do konieczności reform czy zmiany danego postępowania. W tej perspektywie pojawia się problem legitymacji środowiska dziennikarskiego do tego typu działań. Tak samo jak Kościół względem „Nergala”, dziennikarze nie oparli się pokusie narzucania nowego porządku i miejsca dla religii, która jest przecież dla wielu polskich obywateli formą ekspresji siebie i istotnym elementem własnej tożsamości.  Choć sytuacja wydaje się patowa, można jednak wskazać na pewne rozwiązania, które pozwolą uniknąć podobnych problemów w przyszłości. Media muszą „nauczyć się” religii, wykształcić swoistą wrażliwość na zachodzące w jej obrębie procesy. Taki stan rzeczy można osiągnąć przez zbudowanie w każdej redakcji specjalistycznej grupy, zajmującej się sprawami wiary i jej nieustanne dokształcanie w formie seminariów, wykładów czy sympozjów. Kościół z kolei powinien być bardziej dostępny dla mediów, nauczyć się kooperacji z nimi i poszanowania dla ich wyborów. Pluralizm medialny jest niewątpliwie potrzebny, niebezpieczne jest za to jego wartościowanie.</p>
<p>Gwoli zakończenia: 13 października rzeczniczka TVP Joanna Stempień-Rogalińska poinformowała, że Adam Darski „nie będzie miał własnego programu w TVP, ani nie będzie jurorem w drugiej edycji programu &#8220;The Voice of Poland&#8221;, jeśli telewizja się na nią zdecyduje”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pl.ejo-online.eu/1697/etyka_dziennikarska/kosciol-i-media-%e2%80%93-dialog/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

